Legia - Ruch 2-0. Mięciel ściągnął na ziemię "Niebieskich"
31.10.2009
Goście jeszcze się na dobre nie rozgrzali, a już przegrywali. Brzyski przegrał pojedynek z Rzeźniczakiem. Boczny obrońca świetnie wrzucił piłkę w pole karne, a Grodzicki i Pilarz przysnęli. Każdy z nich mógł się lepiej zachować. A że pozostali w bezruchu, to Mięciel z bliska wyprowadził swój zespół na prowadzenie. - Mogliśmy sprawiać wrażenie wystraszonych, ale proszę wierzyć, że nie chcieliśmy, aby tak to wyglądało - kręcił głową Grzegorz Baran. Kapitan Ruchu był jednym z lepszych na boisku.
Słabo za to spisali się Nowacki, czy też Scherfchen, którzy mieli zastąpić Niedzielana i Strakę. Szybko zresztą zostali zmienieni. Nim to nastąpiło, Mięciel podwyższył wynik. Tym razem fatalnie zachował się Grzyb. Komorowski wpadł w pole karne i wyłożył piłkę koledze z ataku, a ten nie miał problemów z pokonaniem Pilarza. - Legia prowadzi jak najbardziej zasłużenie. Musimy zagrać znacznie odważniej w drugiej odsłonie - zaznaczył Baran i nie rzucił słów na wiatr.
Kibice "Niebieskich" mogą tylko żałować, ze ich zawodnicy tak późno ruszyli do przodu. Druga odsłona już bez dwóch zdań należała do gości. Zupełnie niewidoczny był jednak Sobiech. Znacznie więcej problemów obronie stołecznym obrońcom sprawiał Janoszka. Po jednym z prostopadłych podań Barana stanął oko w oko z Muchą. Chybił celu nieznacznie. Niedługo potem w poprzeczkę trafił z dystansu Stawarczyk. Kilka innych strzałów również zostało zaliczonych jako niecelne. Mucha musiał się wreszcie wykazać po soczystym uderzeniu Balaża.
Mecz na pewno rozczarował. Nie brakowało jedynie walki. Aż trzech zawodników Legii opuściło boisko z kontuzjami. Inna sprawa, że nierówna murawa sprzyjała skręcaniu stawów skokowych. Przekonał się o tym Brzyski, który źle nastąpił na nogę i poprosił o pomoc masażystów.
Ruch wraca z Warszawy z pustymi rękami, a Legia zbliżyła się już na punkt.
Słabo za to spisali się Nowacki, czy też Scherfchen, którzy mieli zastąpić Niedzielana i Strakę. Szybko zresztą zostali zmienieni. Nim to nastąpiło, Mięciel podwyższył wynik. Tym razem fatalnie zachował się Grzyb. Komorowski wpadł w pole karne i wyłożył piłkę koledze z ataku, a ten nie miał problemów z pokonaniem Pilarza. - Legia prowadzi jak najbardziej zasłużenie. Musimy zagrać znacznie odważniej w drugiej odsłonie - zaznaczył Baran i nie rzucił słów na wiatr.
Kibice "Niebieskich" mogą tylko żałować, ze ich zawodnicy tak późno ruszyli do przodu. Druga odsłona już bez dwóch zdań należała do gości. Zupełnie niewidoczny był jednak Sobiech. Znacznie więcej problemów obronie stołecznym obrońcom sprawiał Janoszka. Po jednym z prostopadłych podań Barana stanął oko w oko z Muchą. Chybił celu nieznacznie. Niedługo potem w poprzeczkę trafił z dystansu Stawarczyk. Kilka innych strzałów również zostało zaliczonych jako niecelne. Mucha musiał się wreszcie wykazać po soczystym uderzeniu Balaża.
Mecz na pewno rozczarował. Nie brakowało jedynie walki. Aż trzech zawodników Legii opuściło boisko z kontuzjami. Inna sprawa, że nierówna murawa sprzyjała skręcaniu stawów skokowych. Przekonał się o tym Brzyski, który źle nastąpił na nogę i poprosił o pomoc masażystów.
Ruch wraca z Warszawy z pustymi rękami, a Legia zbliżyła się już na punkt.
Polecane
Ekstraklasa