Legia - Piast 0:0. Przetrwali oblężenie
07.08.2016
Wydarzenie
Trzy okazje bramkowe w jednej akcji. Jakim cudem żadna z nich nie zamieniła się w gola dla gospodarzy?! Najpierw Aleksandar Sedlar zablokował plecami strzał Aleksandara Prijovicia, następnie Hebert wybił z linii bramkowej uderzenie Nemanji Nikolicia, a na koniec dobitkę króla strzelców Lotto Ekstraklasy obronił Jakub Szmatuła. Ta sytuacja idealnie obrazuje starcie mistrza z wicemistrzem Polski. Gliwiczanie ofiarnie, ale jednak obronili się.
Bohater
Szmatuła miał dzisiaj bardzo dużo pracy. Bramkarz Piasta bronił jednak bez zarzutu - czy to strzały z niewielkiej odległości (Nikolić) czy to z dystansu (Michał Kucharczyk z ok. 30 metrów). Gdyby nie on - i oczywiście pomoc defensorów - gliwiczanie na pewno nie wracaliby na Górny Śląsk z jednym punktem.
Rozczarowanie
O ile zdecydowanie można pochwalić Piasta za obronę, która co prawda prostymi środkami, ale jednak powstrzymywała ataki Legii, tak już o grze ofensywnej - zwłaszcza w pierwszej połowie - dobrego słowa nie można powiedzieć. Gliwiczanie nie potrafili przejść przez połowę boiska, tracili sporo piłek w drugiej linii. Gospodarze rządzili i dzielili w tej strefie, dlatego mistrz Polski do przerwy oddał kilkanaście strzałów na bramkę, a wicemistrz zaledwie dwa i to niecelne.
Co ciekawego?
- W wyjściowym składzie Piasta zaszły trzy zmiany - grali Martin Bukata, Paweł Moskwik i Michał Masłowski, zabrakło Urosa Koruna, Marcina Pietrowskiego i Gerarda Badii. Trener Jiri Necek wrócił do gry czwórką obrońców.
- Pierwszą groźną akcję stworzył Piast, na samym początku spotkania. Po świetnym, prostopadłym podaniu w pole karne z piłką wbiegł Bartosz Szeliga. Strzelił jednak nad bramką.
- Kolejna groźna akcja Piasta? Na samym początku... drugiej połowy. Szeliga ograł jak dziecko Igora Lewczuka, pognał lewym skrzydłem i wyłożył piłkę Marcinowi Pietrowskiemu. Ten - mimo że nie był atakowany - strzelił nad bramką...
- Wspomniany Pietrowski zmienił w przerwie Sasę Żivca. Wydawało się, że po takiej roszadzie Piast jeszcze bardziej się cofnie, tymczasem gliwiczanie mieli więcej sytuacji pod bramką Legii niż wcześniej.
- W drugiej połowie na boisku pojawił się Steven Langil, który w jednym z pierwszych kontaktów z piłką zrobił akcję, po której Nikolić był bliski zdobycia gola - idealnie wbiegł między obrońców, jednak jego strzał obronił Szmatuła.
- Kolejny raz Langil stworzył Nikoliciowi okazję kwadrans przed końcem. Tym razem Węgier uderzył nad bramką, a po chwili opuścił boisko. To był dobry mecz Francuza.
Legia Warszawa - Piast Gliwice 0:0
Legia: Malarz - Broź, Lewczuk, Pazdan, Hlousek - Aleksandrov (58. Langil), Kopczyński, Moulin, Kucharczyk - Nikolić (75. Hamalainen), Prijović. Trener: Besnik Hasi.
Piast: Szmatuła - Mokwa, Hebert, Sedlar, Moskwik - Bukata (81. Korun), Murawski (64. Barisić) - Żivec (46. Pietrowski), Masłowski, Mraz - Szeliga. Trener: Jiri Necek.
Żółte kartki: Mokwa, Sedlar.
Sędziował Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 18 382.
Trzy okazje bramkowe w jednej akcji. Jakim cudem żadna z nich nie zamieniła się w gola dla gospodarzy?! Najpierw Aleksandar Sedlar zablokował plecami strzał Aleksandara Prijovicia, następnie Hebert wybił z linii bramkowej uderzenie Nemanji Nikolicia, a na koniec dobitkę króla strzelców Lotto Ekstraklasy obronił Jakub Szmatuła. Ta sytuacja idealnie obrazuje starcie mistrza z wicemistrzem Polski. Gliwiczanie ofiarnie, ale jednak obronili się.
Bohater
Szmatuła miał dzisiaj bardzo dużo pracy. Bramkarz Piasta bronił jednak bez zarzutu - czy to strzały z niewielkiej odległości (Nikolić) czy to z dystansu (Michał Kucharczyk z ok. 30 metrów). Gdyby nie on - i oczywiście pomoc defensorów - gliwiczanie na pewno nie wracaliby na Górny Śląsk z jednym punktem.
Rozczarowanie
O ile zdecydowanie można pochwalić Piasta za obronę, która co prawda prostymi środkami, ale jednak powstrzymywała ataki Legii, tak już o grze ofensywnej - zwłaszcza w pierwszej połowie - dobrego słowa nie można powiedzieć. Gliwiczanie nie potrafili przejść przez połowę boiska, tracili sporo piłek w drugiej linii. Gospodarze rządzili i dzielili w tej strefie, dlatego mistrz Polski do przerwy oddał kilkanaście strzałów na bramkę, a wicemistrz zaledwie dwa i to niecelne.
Co ciekawego?
- W wyjściowym składzie Piasta zaszły trzy zmiany - grali Martin Bukata, Paweł Moskwik i Michał Masłowski, zabrakło Urosa Koruna, Marcina Pietrowskiego i Gerarda Badii. Trener Jiri Necek wrócił do gry czwórką obrońców.
- Pierwszą groźną akcję stworzył Piast, na samym początku spotkania. Po świetnym, prostopadłym podaniu w pole karne z piłką wbiegł Bartosz Szeliga. Strzelił jednak nad bramką.
- Kolejna groźna akcja Piasta? Na samym początku... drugiej połowy. Szeliga ograł jak dziecko Igora Lewczuka, pognał lewym skrzydłem i wyłożył piłkę Marcinowi Pietrowskiemu. Ten - mimo że nie był atakowany - strzelił nad bramką...
- Wspomniany Pietrowski zmienił w przerwie Sasę Żivca. Wydawało się, że po takiej roszadzie Piast jeszcze bardziej się cofnie, tymczasem gliwiczanie mieli więcej sytuacji pod bramką Legii niż wcześniej.
- W drugiej połowie na boisku pojawił się Steven Langil, który w jednym z pierwszych kontaktów z piłką zrobił akcję, po której Nikolić był bliski zdobycia gola - idealnie wbiegł między obrońców, jednak jego strzał obronił Szmatuła.
- Kolejny raz Langil stworzył Nikoliciowi okazję kwadrans przed końcem. Tym razem Węgier uderzył nad bramką, a po chwili opuścił boisko. To był dobry mecz Francuza.
Legia Warszawa - Piast Gliwice 0:0
Legia: Malarz - Broź, Lewczuk, Pazdan, Hlousek - Aleksandrov (58. Langil), Kopczyński, Moulin, Kucharczyk - Nikolić (75. Hamalainen), Prijović. Trener: Besnik Hasi.
Piast: Szmatuła - Mokwa, Hebert, Sedlar, Moskwik - Bukata (81. Korun), Murawski (64. Barisić) - Żivec (46. Pietrowski), Masłowski, Mraz - Szeliga. Trener: Jiri Necek.
Żółte kartki: Mokwa, Sedlar.
Sędziował Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 18 382.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów