Legia - Odra 0-1. Sensacja w stolicy! Zabrali "wojskowym" fotel lidera
07.03.2010
- Jeśli wytrzymamy pierwsze 20 minut, to będzie dobrze - zapowiadał przed meczem Arkadiusz Onyszko, bramkarz Odry. I nie dość, że wodzisławianie wytrzymali, to jeszcze na przerwę schodzili na prowadzeniu! Co ważne, gola Legii wbili w bardzo niewygodnym dla przeciwnika momencie, bo tuż przed przerwą. Mówiąc o bramce Piechniaka, nie można jednak nie wspomnieć o udziale, jaki mieli w niej piłkarze z Warszawy. Zachowali się oni w ten sposób, że pomocnik wodzisławian musiał tylko wepchnąć piłkę do pustej siatki...
- Starają się nam tylko przeszkadzać - słowa Jana Muchy, jakie wygłosił w przerwie, trochę przeczyły temu, co działo się na murawie. Miejscowym trzeba z kolei oddać, że w pierwszej odsłonie potrafili chwilami zamknąć Odrę na jej własnej połowie. Sęk w tym, że brakowało im skuteczności. Widać to było zwłaszcza wtedy, gdy Rzeźniczak dośrodkował precyzyjnie na głowę Mięciela, a ten posłał piłkę obok bramki radzącego bardzo pewnie Onyszki.
Przeczytaj relację "minuta po minucie" >
Równo z gwizdkiem arbitra dającym sygnał do rozpoczęcia drugiej odsłony rozpoczął się szturm Legii. Za wszelką cenę w roli głównej chciał wystąpić Szałachowski. Raz w fenomenalny sposób jego strzał wybronił Onyszko, raz... nie udało mu się wymusić rzutu karnego.
Im jednak dalej, tym zapał graczy ze stolicy był coraz mniejszy. Przyjezdni skupili się natomiast na pilnowaniu prowadzenia, co - trzeba przyznać - wychodziło im całkiem nieźle. Wodzisławianie dowieźli zwycięstwo do końca, jednocześnie pozbawiając "wojskowych" szansy na fotel lidera!
- Starają się nam tylko przeszkadzać - słowa Jana Muchy, jakie wygłosił w przerwie, trochę przeczyły temu, co działo się na murawie. Miejscowym trzeba z kolei oddać, że w pierwszej odsłonie potrafili chwilami zamknąć Odrę na jej własnej połowie. Sęk w tym, że brakowało im skuteczności. Widać to było zwłaszcza wtedy, gdy Rzeźniczak dośrodkował precyzyjnie na głowę Mięciela, a ten posłał piłkę obok bramki radzącego bardzo pewnie Onyszki.
Przeczytaj relację "minuta po minucie" >
Równo z gwizdkiem arbitra dającym sygnał do rozpoczęcia drugiej odsłony rozpoczął się szturm Legii. Za wszelką cenę w roli głównej chciał wystąpić Szałachowski. Raz w fenomenalny sposób jego strzał wybronił Onyszko, raz... nie udało mu się wymusić rzutu karnego.
Im jednak dalej, tym zapał graczy ze stolicy był coraz mniejszy. Przyjezdni skupili się natomiast na pilnowaniu prowadzenia, co - trzeba przyznać - wychodziło im całkiem nieźle. Wodzisławianie dowieźli zwycięstwo do końca, jednocześnie pozbawiając "wojskowych" szansy na fotel lidera!
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów