Lechia Z. G. - Kluczbork 2-2. A mogło być tak pięknie...

09.05.2009
Na kwadrans przed końcem meczu goście prowadzili dwoma bramkami i wydawało im się, że już nic złego im się nie stanie. Nastąpił wtedy nieoczekiwany zryw Lechii...
Już pierwsza akcja meczu przyniosła gościom powodzenie. Pressing Sobotty na połowie rywala zakończył się błędami piłkarzy z Zielonej Góry. Do bezpańskiej piłki doszedł Nitkiewicz, który nie miał problemów z umieszczeniem piłki w pustej bramce.

Lider bardzo szybko chciał rozstrzygnąć wynik rywalizacji, dlatego rzucił się do kolejnych ataków. Najpierw próba Niziołka minęła cel, ale już w kolejnej sytuacji MKS dopiął celu. Na indywidualną akcję zdecydował się Sobota, który strzałem zza "szesnastki" zaskoczył bramkarza Lechii. Jeszcze przed przerwą miejscowi także byli blisko gola, ale po zamieszaniu w polu karnym defensorzy MKS-u ratowali się wybiciem piłki z linii bramkowej.

Druga połowa również rozpoczęła się od naporu zawodników z Kluczborka. Bliski szczęścia był Niziołek, ale po jego dośrodkowaniu futbolówka trafiła w słupek. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Na własnej skórze przekonali się o tym przyjezdni po tym, jak Lechia na kwadrans przed końcowym gwizdkiem z rzutu karnego zmniejszyła straty. Jakby tego było mało w 88 minucie gospodarze doprowadzili do wyrównania! Piłka po "główce" Kaczorowskiego przelobowała Stodołę i niemożliwe stało się faktem.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również