Lechia - Ruch 4-4. Dramat "Niebieskich" w doliczonym czasie gry
12.05.2013
Wydarzenie
Trudno nazwać to, co wydarzyło się w doliczonym czasie gry. Mimo dwóch bramek straty, gospodarze nie tracili wiary w odmienienie losów spotkania. W 92. minucie, po bardzo ładnej akcji, trzecią bramkę dla Lechii zdobył Grzegorz Rasiak. Chwilę później gola piętą strzelił Adam Duda. Obu tych zawodników Bogusław Kaczmarek wprowadził na plac gry po przerwie.
Bohater
Przed spotkaniem kibice zastanawiali się, kto zastąpi - i czy z dobrym skutkiem - zastąpi kontuzjowanego Macieja Jankowskiego. Trener Jacek Zieliński postawił na Pavela Szultesa. I mimo że zawodnik ten w pierwszej połowie był mało widoczny, był to "strzał w 10". Napastnik po przerwie najpierw wykorzystał bardzo dobre dośrodkowanie Marka Zieńczuka (gol głową), a chwilę później po raz kolejny bardzo dobrze odnalazł się w polu karnym, tym razem skutecznie wykańczając centrę Janoszki.
Rozczarowanie
Po raz kolejny fatalnie spisywała się obrona chorzowian. Pierwsza bramka obwinia Lewczuka i Baszczyńskiego, który mógł się lepiej spisać także przy trafieniu Ricardinho. Z kolei przez gapiostwo Piotra Stawarczyka i Martina Konczkowskiego gola mógł zdobyć Mateusz Machaj. "Niebieskich" uratowało to, że zawodnik Lechii fatalnie uderzył głową.
Co ciekawego:
- W przeciągu zaledwie kilkudziesięciu sekund padły dwie bramki. Najpierw z prawej strony dobrze dośrodkował - przy biernej postawie Igora Lewczuka - Deleu, a w polu karnym pojedynek główkowy z Marcinem Baszczyńskim wygrał Piotr Wiśniewski. Dosłownie kilkadziesiąt sekund później Ruch przeprowadził bardzo ładną akcję, którą zapoczątkował Filip Starzyński. Po kilku podaniach piłka ponownie trafiła do "Figo", który zagrał do wbiegającego Łukasza Janoszki. Ten - prawą nogą - doprowadził do wyrównania.
- Na nieszczęście dla Ruchu, obudzili się Brazylijczycy Lechii. Obrońcy chorzowian mieli olbrzymie problemy z powstrzymaniem szalejących na prawej stronie boiska Deleu i Ricardinho. Ten drugi - po dograniu Pawła Buzały - popisał się bardzo mocnym uderzeniem, którego Krzysztof Kamiński nie był w stanie obronić.
- Czwartą bramkę dla Ruchu zdobył Marek Zieńczuk. Z prawej strony zagrał Martin Konczkowski, w polu karnym tyłem do bramki ustawiony był Szultes, jednak widząc, że nie będzie w stanie oddać strzału, odegrał do Zieńczuka, który kapitalnym technicznym uderzeniem wpisał się na listę strzelców. Z gola jednak się nie cieszył - jest wychowankiem Lechii.
- Jeszcze przy stanie 1-1, Marek Zieńczuk chciał wrzucić piłkę do Starzyńskiego. Piłka jednak nie trafiła do pomocnika i mało brakowało, by wpadła do bramki Michała Buchalika.
- Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy piłkę do bramki skierował Starzyński, jednak tuż przed oddaniem strzału popchnął Deleu i sędzia słusznie nie uznał trafienia.
- Janoszka przed przerwą mógł zdobyć jeszcze jedną bramkę. Zawodnik Ruchu, po podaniu Starzyńskiego, przełożył sobie piłkę na prawą nogę, czym ograł jednego z obrońców i zdecydował się na uderzenie. Bramkarz gospodarzy z trudem wybił piłkę.
- Fatalnie rozpoczęła się druga połowa dla Baszczyńskiego. Obrońca doznał kontuzji i boisko opuścił na noszach. Uraz wydaje się poważny. Jego miejsce na środku defensywy zajął Marcin Malinowski.
- Gdy jeszcze Baszczyńskiego nie zastąpił Mindaugas Panka, Buzała zmarnował stuprocentową sytuację. Nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Kamińskim.
Trudno nazwać to, co wydarzyło się w doliczonym czasie gry. Mimo dwóch bramek straty, gospodarze nie tracili wiary w odmienienie losów spotkania. W 92. minucie, po bardzo ładnej akcji, trzecią bramkę dla Lechii zdobył Grzegorz Rasiak. Chwilę później gola piętą strzelił Adam Duda. Obu tych zawodników Bogusław Kaczmarek wprowadził na plac gry po przerwie.
Bohater
Przed spotkaniem kibice zastanawiali się, kto zastąpi - i czy z dobrym skutkiem - zastąpi kontuzjowanego Macieja Jankowskiego. Trener Jacek Zieliński postawił na Pavela Szultesa. I mimo że zawodnik ten w pierwszej połowie był mało widoczny, był to "strzał w 10". Napastnik po przerwie najpierw wykorzystał bardzo dobre dośrodkowanie Marka Zieńczuka (gol głową), a chwilę później po raz kolejny bardzo dobrze odnalazł się w polu karnym, tym razem skutecznie wykańczając centrę Janoszki.
Rozczarowanie
Po raz kolejny fatalnie spisywała się obrona chorzowian. Pierwsza bramka obwinia Lewczuka i Baszczyńskiego, który mógł się lepiej spisać także przy trafieniu Ricardinho. Z kolei przez gapiostwo Piotra Stawarczyka i Martina Konczkowskiego gola mógł zdobyć Mateusz Machaj. "Niebieskich" uratowało to, że zawodnik Lechii fatalnie uderzył głową.
Co ciekawego:
- W przeciągu zaledwie kilkudziesięciu sekund padły dwie bramki. Najpierw z prawej strony dobrze dośrodkował - przy biernej postawie Igora Lewczuka - Deleu, a w polu karnym pojedynek główkowy z Marcinem Baszczyńskim wygrał Piotr Wiśniewski. Dosłownie kilkadziesiąt sekund później Ruch przeprowadził bardzo ładną akcję, którą zapoczątkował Filip Starzyński. Po kilku podaniach piłka ponownie trafiła do "Figo", który zagrał do wbiegającego Łukasza Janoszki. Ten - prawą nogą - doprowadził do wyrównania.
- Na nieszczęście dla Ruchu, obudzili się Brazylijczycy Lechii. Obrońcy chorzowian mieli olbrzymie problemy z powstrzymaniem szalejących na prawej stronie boiska Deleu i Ricardinho. Ten drugi - po dograniu Pawła Buzały - popisał się bardzo mocnym uderzeniem, którego Krzysztof Kamiński nie był w stanie obronić.
- Czwartą bramkę dla Ruchu zdobył Marek Zieńczuk. Z prawej strony zagrał Martin Konczkowski, w polu karnym tyłem do bramki ustawiony był Szultes, jednak widząc, że nie będzie w stanie oddać strzału, odegrał do Zieńczuka, który kapitalnym technicznym uderzeniem wpisał się na listę strzelców. Z gola jednak się nie cieszył - jest wychowankiem Lechii.
- Jeszcze przy stanie 1-1, Marek Zieńczuk chciał wrzucić piłkę do Starzyńskiego. Piłka jednak nie trafiła do pomocnika i mało brakowało, by wpadła do bramki Michała Buchalika.
- Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy piłkę do bramki skierował Starzyński, jednak tuż przed oddaniem strzału popchnął Deleu i sędzia słusznie nie uznał trafienia.
- Janoszka przed przerwą mógł zdobyć jeszcze jedną bramkę. Zawodnik Ruchu, po podaniu Starzyńskiego, przełożył sobie piłkę na prawą nogę, czym ograł jednego z obrońców i zdecydował się na uderzenie. Bramkarz gospodarzy z trudem wybił piłkę.
- Fatalnie rozpoczęła się druga połowa dla Baszczyńskiego. Obrońca doznał kontuzji i boisko opuścił na noszach. Uraz wydaje się poważny. Jego miejsce na środku defensywy zajął Marcin Malinowski.
- Gdy jeszcze Baszczyńskiego nie zastąpił Mindaugas Panka, Buzała zmarnował stuprocentową sytuację. Nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Kamińskim.
Polecane
Ekstraklasa