Lechia - Ruch 2-0. Chorzowianom zaczyna się robić gorąco
07.03.2009
Brak Zająca w zespole Ruchu nie był widoczny. Świetnie na prawym skrzydle spisywał się Grzyb. To kapitan chorzowian był ich motorem napędowym i człowiekiem, który najczęściej zagrażał bramce Lechii. Kilka razy strzelał z ostrego kąta. - Niestety, zawsze na posterunku był Kapsa. Dał o sobie znać brak instynktu strzeleckiego. Przynajmniej raz powinienem wpisać się na listę strzelców - bił się w pierś.
Gorzka prawda jest jednak taka, że Ruchowi brakuje obecnie rozgrywającego i napastników. Fabusz raz groźnie strzelił po uderzeniu głową, a Jezierski pokazał się w tylko jednej sytuacji. Piłkę dogrywał oczywiście Grzyb. Najlepszą okazję też wyprowadził wychowanek Ruchu, który kapitalnym podaniem obsłużył Nykiela. Ten zapędził się pod bramkę rywala, lecz w sytuacji sam na sam z bramkarzem zabrakło mu zimnej krwi.
Mniej widoczne było lewe skrzydło z Balażem i cofniętym do obrony Brzyskim. Po tym manewrze trenera Pietrzaka brakowało kreatywnego gracza w środku pola. Nadal szuka formy Nowacki, zaś Baran jest defensywnym pomocnikiem i z tych obowiązków w Gdańsku wywiązywał się sumiennie. Po drugiej stronie takie same zadania miał i równie wysokie oceny zbierał Surma, były gracz Ruchu.
Mecz był bardzo żywy. Nie brakowało walki, strzałów z dystansu i kontrowersyjnych sytuacji. Obie drużyny reklamowały sędziemu, iż powinien podyktować rzuty karne. Pierwszy gol padł po stałym fragmencie gry. Bąk dopadł do piłki dośrodkowanej z rzutu wolnego i nie dał szans Pilarzowi. "Niebiescy" rzucili się do ataku. Mieli 2-3 szanse, lecz to Lechia zdobyła kolejnego gola po jednej z kontr.
- Nie murowaliśmy bramki. Graliśmy ofensywnie, lecz nic nie wpadło. Pora zbierać punkty, bo robi się gorąco - skwitował Grzyb.
Gorzka prawda jest jednak taka, że Ruchowi brakuje obecnie rozgrywającego i napastników. Fabusz raz groźnie strzelił po uderzeniu głową, a Jezierski pokazał się w tylko jednej sytuacji. Piłkę dogrywał oczywiście Grzyb. Najlepszą okazję też wyprowadził wychowanek Ruchu, który kapitalnym podaniem obsłużył Nykiela. Ten zapędził się pod bramkę rywala, lecz w sytuacji sam na sam z bramkarzem zabrakło mu zimnej krwi.
Mniej widoczne było lewe skrzydło z Balażem i cofniętym do obrony Brzyskim. Po tym manewrze trenera Pietrzaka brakowało kreatywnego gracza w środku pola. Nadal szuka formy Nowacki, zaś Baran jest defensywnym pomocnikiem i z tych obowiązków w Gdańsku wywiązywał się sumiennie. Po drugiej stronie takie same zadania miał i równie wysokie oceny zbierał Surma, były gracz Ruchu.
Mecz był bardzo żywy. Nie brakowało walki, strzałów z dystansu i kontrowersyjnych sytuacji. Obie drużyny reklamowały sędziemu, iż powinien podyktować rzuty karne. Pierwszy gol padł po stałym fragmencie gry. Bąk dopadł do piłki dośrodkowanej z rzutu wolnego i nie dał szans Pilarzowi. "Niebiescy" rzucili się do ataku. Mieli 2-3 szanse, lecz to Lechia zdobyła kolejnego gola po jednej z kontr.
- Nie murowaliśmy bramki. Graliśmy ofensywnie, lecz nic nie wpadło. Pora zbierać punkty, bo robi się gorąco - skwitował Grzyb.
Polecane
Ekstraklasa