Lechia - Ruch 1-1. Co mecz z "Niebieskimi", to wylatuje z boiska!
25.04.2010
Naprzeciw Marko Bajicia zespół z Chorzowa mógłby grać co tydzień! Biorąc pod uwagę tylko ligowe mecze, Serb mierzył się dzisiaj z "Niebieskimi" po raz czwarty i ujrzał... trzecią czerwoną kartkę (dwie poprzednie "złapał" jeszcze za czasów występów w Górniku Zabrze). Piłkarze Waldemara Fornalika osłabienie rywala wykorzystali po niespełna 20 minutach, kiedy to piłkę głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego skierował do bramki Łukasz Janoszka.
No właśnie, tylko czy futbolówka całym obwodem minęła linię bramkową zanim wybił ją Arkadiusz Mysona? Wydaje się, że tak, choć gospodarze mocno protestowali. Inna sprawa, że zaraz potem ostro wzięli się do roboty. Tomasz Dawidowski ograł Rafała Grodzickiego i wstrzelił piłkę w pole karne, a tam... niefortunną interwencją popisał się Grzegorz Baran.
Remis w starciu z trudnym, ale przecież osłabionym rywalem Fornalika nie satysfakcjonował, więc od początku drugiej połowy posłał w bój drugiego napastnika, Arkadiusza Piecha. Tymczasem to Baran mógł ponownie wyprowadzić Ruch na prowadzenie. Zabrakło niewiele. Jeszcze bliżej był Janoszka, który zmarnował sytuację sam na sam z Pawłem Kapsą.
Z kolei szeregach Lechii we znaki dawał gościom Piotr Wiśniewski. Raz chybił celu, raz efektownie sparował piłkę Krzysztof Pilarz. A niedługo potem Artur Sobiech miał aż dwie "piłki meczowe". Nie wykorzystał ich i chorzowianie wyjadą z Gdańska z jednym punktem. Patrząc na okoliczności, jakie sprzyjały temu pojedynkowi, pozostał niedosyt.
No właśnie, tylko czy futbolówka całym obwodem minęła linię bramkową zanim wybił ją Arkadiusz Mysona? Wydaje się, że tak, choć gospodarze mocno protestowali. Inna sprawa, że zaraz potem ostro wzięli się do roboty. Tomasz Dawidowski ograł Rafała Grodzickiego i wstrzelił piłkę w pole karne, a tam... niefortunną interwencją popisał się Grzegorz Baran.
Remis w starciu z trudnym, ale przecież osłabionym rywalem Fornalika nie satysfakcjonował, więc od początku drugiej połowy posłał w bój drugiego napastnika, Arkadiusza Piecha. Tymczasem to Baran mógł ponownie wyprowadzić Ruch na prowadzenie. Zabrakło niewiele. Jeszcze bliżej był Janoszka, który zmarnował sytuację sam na sam z Pawłem Kapsą.
Z kolei szeregach Lechii we znaki dawał gościom Piotr Wiśniewski. Raz chybił celu, raz efektownie sparował piłkę Krzysztof Pilarz. A niedługo potem Artur Sobiech miał aż dwie "piłki meczowe". Nie wykorzystał ich i chorzowianie wyjadą z Gdańska z jednym punktem. Patrząc na okoliczności, jakie sprzyjały temu pojedynkowi, pozostał niedosyt.
Polecane
Ekstraklasa