Lechia - Piast 0-1. Bartosz Iwan skutecznie zastąpił Kamila Wilczka

01.05.2010
Bezcenne punkty zespołu Ryszarda Wieczorka! Niespodzianka w Gdańsku stała się faktem, a pierwszego gola dla Piasta strzelił Bartosz Iwan. Od razu bramka ta okazała się na wagę wygranej.
Iwan wskoczył do pierwszego składu, gdyż wystąpić nie mógł Kamil Wilczek, czyli człowiek, który tej wiosny zapewniał Piastowi punkty. - Nie nagrałem się w tej rundzie zbyt wiele, bo był to dopiero mój drugi mecz w wyjściowej jedenastce. Tym bardziej cieszę się ze strzelonej bramki - zacierał ręce były gracz GKS-u Katowice, który skierował piłkę do siatki głową. Dośrodkowywał z rzutu rożnego Mariusz Muszalik. Był to właściwie pierwszy groźny strzał zespołu z Gliwic.

Zgodnie z przewidywaniami to Lechia stworzyła sobie więcej okazji. Maciej Nalepa najpierw ładnie wybronił strzał Piotra Wiśniewskiego, a potem zawodnik Lechii nie wykorzystał prezentu od bramkarza Piasta. Nalepa minął się z dośrodkowaną piłką, ale Wiśniewski chybił celu. - Lechia miała dużą przewagę na początku spotkania. Mieliśmy grać odważnie, wyjść wysokim pressingiem, a było inaczej. Musimy to poprawić w drugiej odsłonie i nie oddać tego zwycięstwa - mówił w trakcie przerwy Iwan.

Za słowami poszły czyny. Gliwiczanie długimi momentami w drugiej odsłonie rozbijali ataki rywali. A tuż po wznowieniu gry śmiało atakowali. Oddali w trzy minuty trzy groźne strzały, czyli więcej niż przez całą pierwszą odsłonę! Próbowali Jakubowie: Biskup i Smektała oraz Iwan. Za każdym razem na miejscu był Paweł Kapsa. Najlepszą sytuację zmarnował jednak Muszalik, który po akcji Olszara wkręcił w ziemię bramkarza Lechii i oddał strzał w kierunku bramki. Piłkę tuż sprzed linii wybił jeden z obrońców!

- Jechaliśmy dwa dni wcześniej do Gdańska i trochę ta podróż się dłużyła. Jednak teraz będziemy do Gliwic wracali szczęśliwi - odetchnął Muszalik, bo jego zmarnowana okazja nie miała konsekwencji. Lechia stworzyła sobie dwie wyśmienite okazje, lecz Ivan Lukjanovs w sytuacji sam na sam trafił w siatkę boczną, zaś Tomasz Dawidowski w słupek. Zwolennicy teorii spiskowych pewnie będą podgrzewali teorię, że Lechii nie zależało na doprowadzeniu do wyrównania, aby zrewanżować się za mecz w Gliwicach sprzed roku (gdańszczanie wygrali wtedy i zapewnili sobie utrzymanie).

- Mnie takie komentarze nie interesują. Wywalczyliśmy dziś te punkty na boisku i tyle w temacie - skwitował Muszalik. Było to trzecie zwycięstwo Piasta pod wodzą Ryszarda Wieczorka i trzecie w rozmiarach 1-0. - Walka o utrzymanie dopiero się jednak rozpoczęła - dodał "Muszi".
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również