Lech - Ruch 4-2. Z nieba do piekła...
09.11.2013
Wydarzenie
W 36 minucie Ruch doprowadził do wyrównania. Z prawej strony świetnie zacentrował Jakub Smektała, a w polu karnym znalazł się Grzegorz Kuświk. Napastnik "Niebieskich" głową pokonał Macieja Gostomskiego, który wprawdzie sparował strzał, ale piłka ostatecznie wpadła do siatki.
Bohaterowie
Duet Kuświk - Smektała. Pierwszy zdobył dwie bramki, drugi zanotował dwie asysty. Mimo wszystko, nie wystarczyło to do tego, by wywieźć chociaż "oczko" z Bułgarskiej.
Rozczarowanie
Defensywy obu zespołów. Nienajlepiej spisywali się zwłaszcza środkowi obrońcy.
Co ciekawego
- Ruch powinien prowadzić już w 6 minucie. W zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła pod nogi Piotra Stawarczyka, który z najbliższej odległości przestrzelił
- Jak mówi stare piłkarskie porzekadło - niewykorzystane sytuacje się mszczą. Chorzowianie przekonali się o tym już 3 minuty później. Dośrodkowanie z prawej strony Hamalainena wykorzystał, dość przypadkowo, Łukasz Teodorczyk. Piłka po strzale głową napastnika Lecha niemal wturlała się do bramki gości
- Drugą połowę "Kolejorz" mógł zacząć od mocnego uderzenia. W polu karnym Ruchu najwyżej wyskoczył Łukasz Teodorczyk, ale tym razem Michała Buchalika uratował słupek
- W 60 minucie zapędy gospodarzy ostudził po raz drugi tego dnia Grzegorz Kuświk, który wyprzedził w polu karnym Kamińskiego i nie miał problemów, by pokonać bezradnego Gostomskiego
- W 77 minucie katastrofalny błąd popełniła defensywa chorzowian. Strzał Łukasza Teodorczyka świetnie obronił Michał Buchalik, a obrońcy Ruchu zbytnio nie kwapili się, by wybić piłkę z własnej szesnastki. Wykorzystał to Rafał Murawski, który nie atakowany przez nikogo zdobył gola.
- Niestety, jak się później okazało to był początek końca "Niebieskich". Niespełna 5 minut później gospodarzom zwycięstwo zapewnił Georgo Lovrencsics. Węgier popisał się uderzeniem w samo "okienko"
- Na minutę przed końcem powinno być 4-2. Ślusarski "nawinął" w polu karnym Stawarczyka, ale po raz kolejny w tym spotkaniu piłka po strzale zawodników gospodarzy zatrzymała się na słupku
- Co się odwlecze, to nie uciecze... w doliczonym czasie gry wynik ustalił Daylon Claasen
- Ruch Chorzów przegrał w lidze pierwszy raz od 15 września
W 36 minucie Ruch doprowadził do wyrównania. Z prawej strony świetnie zacentrował Jakub Smektała, a w polu karnym znalazł się Grzegorz Kuświk. Napastnik "Niebieskich" głową pokonał Macieja Gostomskiego, który wprawdzie sparował strzał, ale piłka ostatecznie wpadła do siatki.
Bohaterowie
Duet Kuświk - Smektała. Pierwszy zdobył dwie bramki, drugi zanotował dwie asysty. Mimo wszystko, nie wystarczyło to do tego, by wywieźć chociaż "oczko" z Bułgarskiej.
Rozczarowanie
Defensywy obu zespołów. Nienajlepiej spisywali się zwłaszcza środkowi obrońcy.
Co ciekawego
- Ruch powinien prowadzić już w 6 minucie. W zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła pod nogi Piotra Stawarczyka, który z najbliższej odległości przestrzelił
- Jak mówi stare piłkarskie porzekadło - niewykorzystane sytuacje się mszczą. Chorzowianie przekonali się o tym już 3 minuty później. Dośrodkowanie z prawej strony Hamalainena wykorzystał, dość przypadkowo, Łukasz Teodorczyk. Piłka po strzale głową napastnika Lecha niemal wturlała się do bramki gości
- Drugą połowę "Kolejorz" mógł zacząć od mocnego uderzenia. W polu karnym Ruchu najwyżej wyskoczył Łukasz Teodorczyk, ale tym razem Michała Buchalika uratował słupek
- W 60 minucie zapędy gospodarzy ostudził po raz drugi tego dnia Grzegorz Kuświk, który wyprzedził w polu karnym Kamińskiego i nie miał problemów, by pokonać bezradnego Gostomskiego
- W 77 minucie katastrofalny błąd popełniła defensywa chorzowian. Strzał Łukasza Teodorczyka świetnie obronił Michał Buchalik, a obrońcy Ruchu zbytnio nie kwapili się, by wybić piłkę z własnej szesnastki. Wykorzystał to Rafał Murawski, który nie atakowany przez nikogo zdobył gola.
- Niestety, jak się później okazało to był początek końca "Niebieskich". Niespełna 5 minut później gospodarzom zwycięstwo zapewnił Georgo Lovrencsics. Węgier popisał się uderzeniem w samo "okienko"
- Na minutę przed końcem powinno być 4-2. Ślusarski "nawinął" w polu karnym Stawarczyka, ale po raz kolejny w tym spotkaniu piłka po strzale zawodników gospodarzy zatrzymała się na słupku
- Co się odwlecze, to nie uciecze... w doliczonym czasie gry wynik ustalił Daylon Claasen
- Ruch Chorzów przegrał w lidze pierwszy raz od 15 września
Polecane
Ekstraklasa