Lech - Ruch 3-1. Zając tłem w porównaniu z "Wtorkiem"
21.11.2009
Potwierdziło się, że zawodnicy Waldemara Fornalika mają problem z tym, by zdobywać punkty na stadionach zespołów z czołówki tabeli. Dość powiedzieć, że z drużynami pierwszej piątki nie udało im się zebrać choćby punktu! Szczególnie trudno o to, kiedy nie gra Niedzielan. A okazało się, że choć "Wtorek" wyruszył do Wronek, to jednak przeziębienie wygrało i uniemożliwiło jego grę. Fornalik postawił na Zająca i zawiódł się kompletnie. "Kicaj" nie przeprowadził ani jednej dobrej akcji! Przeciwnie, zepsuł kilka ładnie zapowiadających się. Nic dziwnego, że na drugą odsłonę nie wyszedł.
A na przerwę Ruch schodził przegrywając dwiema bramkami. Nie popisała się defensywa chorzowian. Dwa razy przysnął Brzyski, pozwalając Peszce na dośrodkowania. Przy drugiej sytuacji błędów zresztą było więcej. Nykiel przegrał pojedynek główkowy, a Grodzicki atakował Lewandowskiego w mało zdecydowany sposób. - Źle weszliśmy w ten mecz - kręcił głową Maciej Sadlok, najlepszy w swoim zespole. - Potem przejęliśmy inicjatywę, ale gola nie strzeliliśmy, za co zostaliśmy skarceni po raz drugi - dodał 20-latek.
Faktem jest, że Ruch grał długimi momentami całkiem nieźle. Potrafił przejąć kontrolę na boisku, lecz brakowało strzałów i sytuacji. Brzyski za swoje błędy w obronie próbował się zrehabilitować za sprawą uderzenia z rzutu wolnego. Dobrze spisał się jednak bramkarz Lecha. "Brzytwa" dopiął po części swego na samym początku drugiej odsłony, kiedy pięknym dośrodkowaniem obsłużył Artura Sobiecha, a ten strzałem głową zdobył kontaktowego gola. - Brakowało mi trochę Andrzeja Niedzielana - nie krył "Abdul".
Może gdyby ten duet zagrał we Wronkach, to chorzowianie doprowadziliby do wyrównania? "Niebiescy" grali z dużą ambicją. Przeszkadzał im nieco arbiter, który często sięgał do kieszonki. Strakę ukarał za to, że... został kopnięty przez rywala i upadł na murawę. Inna sprawa, że Słowak też zagrał znacznie poniżej poziomu, do którego przyzwyczaił. Lech nie pozwolił Ruchowi na rozwinięcie skrzydeł. Goście bili głową w mur i w tym momencie zostali dobici. Djurdjević po zamieszaniu w polu karnym postawił kropkę nad i. - I niestety wracamy do Chorzowa z zerowym dorobkiem punktowy - westchnął Sobiech.
A na przerwę Ruch schodził przegrywając dwiema bramkami. Nie popisała się defensywa chorzowian. Dwa razy przysnął Brzyski, pozwalając Peszce na dośrodkowania. Przy drugiej sytuacji błędów zresztą było więcej. Nykiel przegrał pojedynek główkowy, a Grodzicki atakował Lewandowskiego w mało zdecydowany sposób. - Źle weszliśmy w ten mecz - kręcił głową Maciej Sadlok, najlepszy w swoim zespole. - Potem przejęliśmy inicjatywę, ale gola nie strzeliliśmy, za co zostaliśmy skarceni po raz drugi - dodał 20-latek.
Faktem jest, że Ruch grał długimi momentami całkiem nieźle. Potrafił przejąć kontrolę na boisku, lecz brakowało strzałów i sytuacji. Brzyski za swoje błędy w obronie próbował się zrehabilitować za sprawą uderzenia z rzutu wolnego. Dobrze spisał się jednak bramkarz Lecha. "Brzytwa" dopiął po części swego na samym początku drugiej odsłony, kiedy pięknym dośrodkowaniem obsłużył Artura Sobiecha, a ten strzałem głową zdobył kontaktowego gola. - Brakowało mi trochę Andrzeja Niedzielana - nie krył "Abdul".
Może gdyby ten duet zagrał we Wronkach, to chorzowianie doprowadziliby do wyrównania? "Niebiescy" grali z dużą ambicją. Przeszkadzał im nieco arbiter, który często sięgał do kieszonki. Strakę ukarał za to, że... został kopnięty przez rywala i upadł na murawę. Inna sprawa, że Słowak też zagrał znacznie poniżej poziomu, do którego przyzwyczaił. Lech nie pozwolił Ruchowi na rozwinięcie skrzydeł. Goście bili głową w mur i w tym momencie zostali dobici. Djurdjević po zamieszaniu w polu karnym postawił kropkę nad i. - I niestety wracamy do Chorzowa z zerowym dorobkiem punktowy - westchnął Sobiech.
Polecane
Ekstraklasa