Lech - Polonia 1-0. Piłka była dwa razy na poprzeczce "Kolejorza"
20.11.2010
Fatalnie ten mecz się dla Polonii ułożył. Błąd popełnił człowiek, który dotąd był najmocniejszym punktem zespołu z Bytomia. Wydawało się, że Szymon Gąsiński wyłapie mocne dośrodkowanie Szymona Peszki. Piłkę tymczasem wypuścił na moment z rąk, co od razu miało swoje konsekwencje. Znikąd pojawił się Artjoms Rudnevs i z zimną krwią wykorzystał tę szansę. Dodać trzeba, że wcześniej fatalnie piłkę wybijał Błażej Telichowski i tak zrodziła się akcja "Kolejorza".
Mistrz Polski objął prowadzenie, lecz wcale nie przejął inicjatywy na boisku. Nadal jedynym groźnym ogniwem był Rudnevs. Pod drugą bramką swoją szansę miał Szymon Sawala. Nie zdołał jednak posłać piłki w dogodnej sytuacji w światło bramki.
Naprawdę bliscy szczęścia goście byli w drugiej połowie. Dopingowani przez 1300 kibiców z Bytomia dążyli do wyrównania. Dyktowali warunki, bo Lech był tego dnia zupełnie bezbarwny. Centymetrów zabrakło Peterowi Hricko. Słowak oddał fantastyczny strzał z dystansu. Bramkarz Lecha był bezradny. Na jego szczęście piłka trafiła jednak w poprzeczkę. Pierwszy raz. Bo drugi raz uczyniła to po wybiciu Grzegorza Wojtkowiaka.
Lech? Miał okazję do zdobycia drugiego gola, dzięki... Gąsińskiemu. To nie był dzień tego bramkarza. W drugiej połowie zostawił pustą bramkę. Piłkę sprzed linii wybił jednak Szymon Sawala. Dzięki temu w doliczonym czasie gry Grzegorz Podstawek mógł doprowadzić do remisu. Mając dużo miejsca uderzył jednak zbyt słabo i wprost w środek bramki...
- Paradoksalnie rozegraliśmy najlepszy mecz pod wodzą trenera Jana Urbana, a po raz pierwszy przegraliśmy - westchnął Marcin Radzewicz.
Mistrz Polski objął prowadzenie, lecz wcale nie przejął inicjatywy na boisku. Nadal jedynym groźnym ogniwem był Rudnevs. Pod drugą bramką swoją szansę miał Szymon Sawala. Nie zdołał jednak posłać piłki w dogodnej sytuacji w światło bramki.
Naprawdę bliscy szczęścia goście byli w drugiej połowie. Dopingowani przez 1300 kibiców z Bytomia dążyli do wyrównania. Dyktowali warunki, bo Lech był tego dnia zupełnie bezbarwny. Centymetrów zabrakło Peterowi Hricko. Słowak oddał fantastyczny strzał z dystansu. Bramkarz Lecha był bezradny. Na jego szczęście piłka trafiła jednak w poprzeczkę. Pierwszy raz. Bo drugi raz uczyniła to po wybiciu Grzegorza Wojtkowiaka.
Lech? Miał okazję do zdobycia drugiego gola, dzięki... Gąsińskiemu. To nie był dzień tego bramkarza. W drugiej połowie zostawił pustą bramkę. Piłkę sprzed linii wybił jednak Szymon Sawala. Dzięki temu w doliczonym czasie gry Grzegorz Podstawek mógł doprowadzić do remisu. Mając dużo miejsca uderzył jednak zbyt słabo i wprost w środek bramki...
- Paradoksalnie rozegraliśmy najlepszy mecz pod wodzą trenera Jana Urbana, a po raz pierwszy przegraliśmy - westchnął Marcin Radzewicz.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów