Latal vs Brosz w Piaście. Który lepszy?

20.05.2016
Przed trzema laty nasza Ekstraklasa grała jeszcze w standardowym systemie, bez podziału na grupy po zakończeniu sezonu zasadniczego. To wówczas gliwicki Piast osiągnął pierwszy ze swoich dwóch najlepszych wyników w najwyższej klasie rozgrywkowej. Zakończył sezon na czwartej pozycji, kwalifikując się do europejskich pucharów.
Łukasz Laskowski/PressFocus
Pokusiliśmy się o zestawienie ze sobą tamtego osiągnięcia niebiesko-czerwonych z wczorajszym wicemistrzostwem Polski. Jak wypada „banda Latala” na tle podopiecznych Marcina Brosza z sezonu 2012/13? Przekonajmy się.

Meczów było wówczas oczywiście o siedem mniej, co nie ma wpływu na fakt, iż bilans spotkań „Piastunki” mają aktualnie zdecydowanie lepszy. 20 zwycięstw w sezonie 2015/16 wobec 13 sprzed trzech lat i równocześnie tylko 8 porażek przy 10 ekipy trenera Brosza. Podobnie ma się sprawa ze stosunkiem bramek, który aktualnie jest zdecydowanie na plus (konkretnie +15), a wcześniej wynosił dokładnie 41-41.

Co ciekawe, o ile zespół Radoslava Latala zdecydowaną większość swego dorobku ugrał przed własną publicznością, to dla odmiany team z roku 2013 wprost przeciwnie. Wtedy „Piastunki” wywalczyły aż 26 punktów na boiskach rywali, podczas gdy teraz zdobyli ich na wyjazdach tylko 24. Dodajmy – mając okazję do gry na stadionach przeciwników w trzech spotkaniach więcej.

A jak ma się sprawa jeśli w chodzi o statystyki indywidualne? Po pierwsze kolejna dość zaskakująca informacja: pomimo zdecydowanie mniejszej ilości minut do rozegrania to Marcin Brosz, dużo bardziej niż Czech, żonglował składem. Polski szkoleniowiec postawił w trakcie całego sezonu na 30 graczy, były gracz Schalke skorzystał natomiast w lidze z usług zaledwie 25 piłkarzy.

Jesienią 2012 i wiosną 2013 roku niebiesko-czerwone barwy reprezentowało aż trzech golkiperów. Nazwisko jednego z nich – Jakuba Szmatuły powtórzyło się także w dopiero co zakończonych rozgrywkach. Doświadczony bramkarz przed trzema laty zaliczył w Ekstraklasie jedynie 25 minut. Teraz miał ich na koncie aż 3330! Ani na minutę nie oddał innemu bramkarzowi miejsca między słupkami „Piastunkowej” bramki i zgarnął na Gali Ekstraklasy prestiżową nagrodę dla najlepszego golkipera ligi.  

Wśród defensorów mamy aktualnie dwóch graczy z Gliwic, którzy grali również w zespole Marcina Brosza. To Kornel Osyra (2012/13 to tylko 6 minut w jego wykonaniu) oraz Adrian Klepczyński, który w trakcie sezonu 2015/16 odszedł do drugoligowego Rakowa. Dziś o sile defensywy wicemistrzów kraju decydują tacy zawodnicy jak Hebert Silva Santos, kolejny wyróżniony na Gali Ekstraklasy, czyli Patrik Mraz czy też Marcin Pietrowski. Niegdyś byli to chociażby Paweł Oleksy oraz Damian Zbozień, teraz zawodnicy chorzowskiego Ruchu i Zagłębia Lubin.

Radosław Murawski, a także Bartosz Szeliga są kolejnymi piłkarzami, którzy łączą swoją obecnością tamto czwarte miejsce i świeży tytuł wicemistrzowski. Podobnie jak wspomniany wyżej Osyra, także ci dwaj panowie nie decydowali wówczas o obliczu Piasta. Kluczowymi ogniwami byli wtedy Mateusz Matras i rodowity gliwiczanin, kapitan zespołu, Tomasz Podgórski. Miejsce tego ostatniego zajął dzisiaj popularny „Muraś”. Kolejna ikona teamu z Okrzei 20.

Kończąc wątek zawodniczy warto na pewno wspomnieć jeszcze o takich graczach jak Ruben Jurado i Marcin Robak. W końcówce zmagań sprzed trzech sezonów para ta stanowiła podstawowy duet napastników niebiesko-czerwonych. Hiszpan został w efekcie najskuteczniejszym piłkarzem „Piastunek”, Robak natomiast rok później zgarnął tytuł króla strzelców Ekstraklasy, strzelając 20 bramek dla Pogoni Szczecin i 1 dla... Piasta.

Osiągnięcie tego ostatniego zawodnika, jak doskonale pamiętamy, skutecznie skopiował rok temu Kamil Wilczek. Snajper niebiesko-czerwonych podziurawił siatki bramek rywali dwudziestokrotnie, wszystkie trafienia zaliczył jednakże w niebiesko-czerwonej koszulce i to jego wynik jest pamiętany w Gliwicach szczególnie.

Oby tak samo było latem z „Piastunkami”, które trzy lata temu z hukiem odbiły się od europejskich pucharów, odpadając już w pierwszej rundzie z egzotycznym Karabachem. Teraz przychodzi pora nie tylko na przebrnięcie pierwszej rundy kwalifikacji. Być może także na awans do fazy grupowej Ligi Europy, czego z całych sił gliwiczanom życzymy.

źródło: SportSlaski.pl
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również