Krzysztof Warzycha potwierdza, że rozmawiał z prezesem Ruchu Chorzów
05.06.2013
Wczoraj w Chorzowie doszło do spotkania przedstawicieli zarządu i rady nadzorczej z trenerem Zielińskim i jego asystentem. Przeanalizowano cały sezon, ale konkretnych decyzji jeszcze nie podjęto. Kolejne rozmowy odbędą się w czwartek.
Gdyby doszło do pożegnania z Zielińskim, jednym z głównych kandydatów do objęcia funkcji trenera "Niebieskich" byłby Warzycha, były piłkarz chorzowian. - Ruch byłby też szansą dla mnie, choć gdybym miał kiedyś przejąć jego stery, to musiałyby zostać spełnione określone warunki, by można myśleć o rozwoju i rozsądnym działaniu - podkreśla "Gucio", który w rozmowie ze "Sportem" zaznacza, że pod jego wodzą doszłoby do "przewietrzenia" szatni.
Warzycha podkreśla również, że bardzo ważnym aspektem są finanse. I nie chodzi tu o wysokość jego pensji. - Nie może być wielkich zaległości w stosunku do piłkarzy, a za takie uważam 3-4 miesięczne opóźnienia - wyjaśnia Warzycha, zdając sobie sprawę z kryzysu, jaki dosięgnął Europę. - Z drugiej strony przez opóźnienia rozumiem miesięczny poślizg, a nie czteromiesięczny. To jest skrajność, przesada i przegięcie w złą stronę. A jest to szalenie ważny aspekt, bo jak trener ma w takiej sytuacji wejść do szatni i egzekwować coś od zawodników? Ja lubię dyscyplinę, robotę, zapieprzanie i tego wymagam od drużyny, jednak i w tą drugą stronę muszą obowiązywać te same standardy - przyznaje.
Gdyby doszło do pożegnania z Zielińskim, jednym z głównych kandydatów do objęcia funkcji trenera "Niebieskich" byłby Warzycha, były piłkarz chorzowian. - Ruch byłby też szansą dla mnie, choć gdybym miał kiedyś przejąć jego stery, to musiałyby zostać spełnione określone warunki, by można myśleć o rozwoju i rozsądnym działaniu - podkreśla "Gucio", który w rozmowie ze "Sportem" zaznacza, że pod jego wodzą doszłoby do "przewietrzenia" szatni.
Warzycha podkreśla również, że bardzo ważnym aspektem są finanse. I nie chodzi tu o wysokość jego pensji. - Nie może być wielkich zaległości w stosunku do piłkarzy, a za takie uważam 3-4 miesięczne opóźnienia - wyjaśnia Warzycha, zdając sobie sprawę z kryzysu, jaki dosięgnął Europę. - Z drugiej strony przez opóźnienia rozumiem miesięczny poślizg, a nie czteromiesięczny. To jest skrajność, przesada i przegięcie w złą stronę. A jest to szalenie ważny aspekt, bo jak trener ma w takiej sytuacji wejść do szatni i egzekwować coś od zawodników? Ja lubię dyscyplinę, robotę, zapieprzanie i tego wymagam od drużyny, jednak i w tą drugą stronę muszą obowiązywać te same standardy - przyznaje.
Polecane
Ekstraklasa