Konczkowski wrócił i został bohaterem
02.12.2015
Ruch wygrał z Koroną Kielce 2:1, ale drużyna trenera Walderama Fornalika nie cieszyłaby się z kompletu punktów gdyby nie kapitalna gra 22-letniego defensora. Już w pierwszej połowie widać było dużą pewność w postawie popularnego „Koncziego”, który nie tylko wywiązywał się ze swoich zadań w obronie, ale też często podłączał się do ataków swojego zespołu. To przyniosło efekt w 42 minucie, gdy po wrzutce Konczkowskiego i zamieszaniu w polu karnym Maciej Iwański dał „niebieskim” prowadzenie.
Prawdziwe „show” Konczkowski dał po zmianie stron. Co prawda chorzowianie tuż po przerwie stracili gola, ale szybko odpowiedzieli trafieniem Mariusza Stępińskiego. „Stępel” mógł zanotować trafienie już wcześniej, ale nie wykorzystał znakomitego dośrodkowania Konczkowskiego.
Korona miała swoje okazje na wyrównanie. Częściej niż Matus Putnocky drużynę ratował tym razem „Konczi”. którego interwencje śmiało mogą kandydować do miana obron kolejki. - Martin swoimi niesamowitymi interwencjami uratował nas dwukrotnie. Tym bardziej jesteśmy zadowoleni, że postawiliśmy dziś na niego – chwalił podopiecznego trener Waldemar Fornalik. - To były ułamki sekund. Rzuciłem się intuicyjnie, rywal trafił mnie, więc w tych sytuacjach miałem dużo szczęścia – komentował skromnie obrońca „niebieskich”.
Powrót Konczkowskiego był sporym zaskoczeniem. Zawodnik doznał kontuzji naderwania mięśnia dwugłowego w meczu z Lechią Gdańsk i przewidywano, że na boisko wróci najwcześniej po miesiącu. Tymczasem pauzował nieco ponad trzy tygodnie i od razu zameldował się w wyjściowej „jedenastce”. - Rehabilitacja przebiegała bardzo dobrze, już w zeszłym tygodniu trenowałem mocno, nie czułem bólu ani dyskomfortu więc byłem gotowy do gry – zapewnia Konczkowski. - Długo zastanawialiśmy się czy to nie będzie zbyt ryzykowne. Po konsultacji z trenerami zdecydowaliśmy że może zagrać i to był bardzo dobry wybór – podsumował trener Fornalik.
Prawdziwe „show” Konczkowski dał po zmianie stron. Co prawda chorzowianie tuż po przerwie stracili gola, ale szybko odpowiedzieli trafieniem Mariusza Stępińskiego. „Stępel” mógł zanotować trafienie już wcześniej, ale nie wykorzystał znakomitego dośrodkowania Konczkowskiego.
Korona miała swoje okazje na wyrównanie. Częściej niż Matus Putnocky drużynę ratował tym razem „Konczi”. którego interwencje śmiało mogą kandydować do miana obron kolejki. - Martin swoimi niesamowitymi interwencjami uratował nas dwukrotnie. Tym bardziej jesteśmy zadowoleni, że postawiliśmy dziś na niego – chwalił podopiecznego trener Waldemar Fornalik. - To były ułamki sekund. Rzuciłem się intuicyjnie, rywal trafił mnie, więc w tych sytuacjach miałem dużo szczęścia – komentował skromnie obrońca „niebieskich”.
Powrót Konczkowskiego był sporym zaskoczeniem. Zawodnik doznał kontuzji naderwania mięśnia dwugłowego w meczu z Lechią Gdańsk i przewidywano, że na boisko wróci najwcześniej po miesiącu. Tymczasem pauzował nieco ponad trzy tygodnie i od razu zameldował się w wyjściowej „jedenastce”. - Rehabilitacja przebiegała bardzo dobrze, już w zeszłym tygodniu trenowałem mocno, nie czułem bólu ani dyskomfortu więc byłem gotowy do gry – zapewnia Konczkowski. - Długo zastanawialiśmy się czy to nie będzie zbyt ryzykowne. Po konsultacji z trenerami zdecydowaliśmy że może zagrać i to był bardzo dobry wybór – podsumował trener Fornalik.
Polecane
Ekstraklasa