Kluczbork - Miedź 2-0. Rewelacyjny beniaminek wita się z I ligą!
31.05.2009
Takiej fety jak po dzisiejszym meczu w niewielkim Kluczborku nie było jeszcze nigdy. Ale radość jest w pełni uzasadniona. Zespół, który co rusz święci triumfy, choć tradycyjnie typowany jest do roli co najwyżej średniaka, wzbudzałby szacunek nawet w niższych ligach. A przedstawiciel Opolszczyzny znalazł już przecież na zapleczu ekstraklasy! - Co ja widzę, co ja widzę. Nasz MKS w I lidze! - miejscowi kibice świętować zaczęli już w 8. minucie.
Wtedy bowiem dobrym odbiorem, a później podaniem do Waldemara Soboty popisał się Nowacki. To była jednak tylko połowa sukcesu. - Przyjęciem piłki od razu minąłem obrońcę i wyszedłem na czystą pozycję. Strzał przy słupku i bramkarz był bez szans - cieszył się Sobota. Ale legniczanie nie przyjechali na ul. Sportową w roli przysłowiowych kelnerów. Bardzo groźne "główki" Ilkowa-Gołębia i Ochoty, stuprocentowa sytuacja Musiałowskiego, piękne uderzenie z rzutu wolnego Kovalchuka, które w fenomenalny sposób sparował Stodoła - piłkarze Janusza Kudyby za wszelką cenę chcieli dać trochę radości grupce ok. 80 wspierających ich fanów.
- Daliśmy się gościom wyszumieć, a potem zadaliśmy decydujący cios - skwitował Sobota, mając na myśli trafienie Adamczyka, który wykorzystał sprytne rozegranie stałego fragmentu gry przez Krzęciesę. Niedługo po zakończeniu widowiska na murawie pojawili się kibice. - Są niesamowici. W Królewskiej Woli, gdzie grałem przed przyjściem do MKS-u, na stadion przychodziło po 300 widzów. Dzisiaj mieliśmy wsparcie 3000 gardeł - Piotr Stawowy nie krył podziwu dla fanów nowo upieczonego I-ligowca. [b]
[/b][b] [/b]
Wtedy bowiem dobrym odbiorem, a później podaniem do Waldemara Soboty popisał się Nowacki. To była jednak tylko połowa sukcesu. - Przyjęciem piłki od razu minąłem obrońcę i wyszedłem na czystą pozycję. Strzał przy słupku i bramkarz był bez szans - cieszył się Sobota. Ale legniczanie nie przyjechali na ul. Sportową w roli przysłowiowych kelnerów. Bardzo groźne "główki" Ilkowa-Gołębia i Ochoty, stuprocentowa sytuacja Musiałowskiego, piękne uderzenie z rzutu wolnego Kovalchuka, które w fenomenalny sposób sparował Stodoła - piłkarze Janusza Kudyby za wszelką cenę chcieli dać trochę radości grupce ok. 80 wspierających ich fanów.
- Daliśmy się gościom wyszumieć, a potem zadaliśmy decydujący cios - skwitował Sobota, mając na myśli trafienie Adamczyka, który wykorzystał sprytne rozegranie stałego fragmentu gry przez Krzęciesę. Niedługo po zakończeniu widowiska na murawie pojawili się kibice. - Są niesamowici. W Królewskiej Woli, gdzie grałem przed przyjściem do MKS-u, na stadion przychodziło po 300 widzów. Dzisiaj mieliśmy wsparcie 3000 gardeł - Piotr Stawowy nie krył podziwu dla fanów nowo upieczonego I-ligowca. [b]
[/b][b] [/b]
Polecane
II liga