Kiedy padają bramki w meczach naszych I-ligowych zespołów?

09.10.2011
Po analizie czasu padania bramek w ekstraklasie, czas na podobne zestawienie w I lidze. Tak samo jak w elicie, nasze kluby muszą popracować nad zdobywaniem goli na początku spotkań.
Ruch Radzionków
Zawodnicy Artura Skowronka zdecydowanie najlepiej radzą sobie w pierwszym kwadransie po przerwie - wtedy strzelili sześć goli, tracąc tylko trzy. Zresztą trzy stracone bramki to norma dla tego klubu w każdym kwadransie, nie licząc tego pomiędzy 16. a 30. minutą, gdy "Cidry" tylko raz dały się pokonać. W pierwszych połowach meczów radzionkowianie zdobyli pięć goli i stracili siedem, zaś po przerwie strzelili dziesięć bramek, tracąc dziewięć.

Polonia Bytom
Zawodnicy Dariusza Fornalaka, choć młodzi, to prawdziwi mężczyźni! Oczywiście, jeśli postępować zgodnie z zasadą, że tych poznaje się nie po tym, jak zaczynają, ale jak kończą. Bytomianie najwięcej goli stracili w pierwszych 15. minutach spotkania (4) i pierwszym kwadransie drugiej połowy (6). Na początku udało się strzelić tylko raz, w ostatnim meczu z GKS-em Katowice, za to w końcówce Polonia strzeliła aż cztery bramki.

GKS Katowice
Kibicom, dla których liczy się przede wszystkim ilość bramek, odradzamy przychodzenie na pierwsze połowy meczów przy Bukowej. Za to po przerwie - będzie się działo. Najpierw nastanie najlepszy kwadrans katowiczan, w którym strzelili pięć bramek, a zaraz po nim, pomiędzy 61. a 75. minutą - najgorszy, kiedy stracili... tyle samo goli. Warto pozostać do samego końca, bo GKS - choć niezbyt często - w ostatnich kwadransach częściej strzela (3) niż traci (2) gole.

Piast Gliwice
Zespół Marcina Brosza stanowi jaskrawy przykład trwonienia dorobku, na który pracowało się przez cały mecz. Piłkarze Piasta powinni sobie wpoić, że gra się do 90. a nie 75. minuty. W ostatnim kwadransie "Piastunki" dały się pokonać aż ośmiokrotnie, co stanowi 45 procent wszystkich straconych goli. Najlepiej gliwiczanom idzie w okolicach przerwy. Przed nią strzelili pięć bramek, a tuż po niej dołożyli tyle samo.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również