Katowice Business Run przebiegł ulicami Katowic - zobacz zdjęcia!
06.09.2015
SportŚląski: Po dzisiejszym dniu można chyba powiedzieć, że w pomaganiu nie ma granic.
Marek Urbanek: Zdecydowanie tak! Jestem przeszczęśliwy i ciężko słowami opisać to co czuje i przy okazji się nie wzruszyć. Bardzo serdecznie chciałbym wszystkim podziękować, bo wszyscy biegaczne poprzez taki zwykły, prosty gest jakim jest bieg robią coś niesamowicie wielkiego - zmieniają mi życie i dają szansę na powrót do normalności, do pracy czy spotkań ze znajomymi.
Ze sceny Jasiek Mela wypowiedział dziś bardzo ważne słowa: "dla naszych beneficjentów wybiegaliście dzisiaj nogi" - to chyba najlepsze streszczenie tego, jak przebiegnięcie 3,4 kilometra przez blisko 1500 osób może zmienić czyjeś życie.
Zdanie jakże paradoksalne, ale jednak prawdziwe. To jest coś niesamowitego! Poprzez dzisiejszy bieg udowodnili, że pomaganie jest czymś na prawdę wielkim i kiedy łączymy się w grupę, to jako całość możemy zmieniać świat.
Wszyscy, którzy dziś biegli dali mi nadzieję, że równo za rok stanę na starcie biegu razem z nimi.
To bardzo ambitny plan na dalszą przyszłość. A jakie są te na najbliższe dni?
Bardzo chciałbym jak najszybciej pójść na spacer. Plany są następujące: na początku chcę jak najszybciej stanąć na nogi. Od 2,5 roku chodzę o kulach i mam wrażenie, że te kule już przyrosły mi do rąk. Dlatego wiem, że ta chwila, kiedy stanę już o własnych siłach będzie niezapomniana, a może wręcz dziwna.
Chce jak najszybciej, nawet w przeciągu kilku-kilkunastu tygodni wrócić na wysokie obroty, robić to wszystko co robiłem przed wypadkiem. Perspektywy po dzisiejszym dniu są fantastyczne!
Dzisiaj obserwujemy efekt końcowy - sam bieg, tysiące ludzi na ulicach miasta, wielka scena, nagrody. Kiedy natomiast pojawił się pierwszy sygnał, że to właśnie dla Pana biegacze pokonają tą trudną trasę? Kto wykonał pierwszy ruch?
Zacząłem szukać pomocy poprzez internet, ponieważ powiem szczerze - od ponad dwóch lat jestem na tymczasowej rencie, która jest bardzo niewielka. Zmusiło mnie to do powrotu do mieszkania z rodzicami, ledwo wiązałem koniec z końcem. 800 złotych renty ledwie starcza na przeżycie do pierwszego, nie mówiąc już nawet o środkach higieny do kikuta. Wiedząc, że muszę zebrać ogromną ilość pieniędzy wysłałem wiadomości do ponad 30 różnych fundacji. Na moje szczęście, choć długo odzewu nie było, to kiedy już przyszedł, był ogromny.
Bardzo pomogła mi fundacja Jaśka Meli "Nowe horyzonty". Swoją cegiełkę dołożył również mój protetyk Kuba Krawczak z Tarnowskich Gór, który bardzo mnie wspierał i również dzięki niemu udało mi się zakwalifikować jako beneficjenta tegorocznego biegu.
Widzimy się za rok?
To jest więcej niż pewne. Wierzę, że za rok będzie Pan ze mną rozmawiał jako z uczestnikiem biegu.
Marek Urbanek: Zdecydowanie tak! Jestem przeszczęśliwy i ciężko słowami opisać to co czuje i przy okazji się nie wzruszyć. Bardzo serdecznie chciałbym wszystkim podziękować, bo wszyscy biegaczne poprzez taki zwykły, prosty gest jakim jest bieg robią coś niesamowicie wielkiego - zmieniają mi życie i dają szansę na powrót do normalności, do pracy czy spotkań ze znajomymi.
Ze sceny Jasiek Mela wypowiedział dziś bardzo ważne słowa: "dla naszych beneficjentów wybiegaliście dzisiaj nogi" - to chyba najlepsze streszczenie tego, jak przebiegnięcie 3,4 kilometra przez blisko 1500 osób może zmienić czyjeś życie.
Zdanie jakże paradoksalne, ale jednak prawdziwe. To jest coś niesamowitego! Poprzez dzisiejszy bieg udowodnili, że pomaganie jest czymś na prawdę wielkim i kiedy łączymy się w grupę, to jako całość możemy zmieniać świat.
Wszyscy, którzy dziś biegli dali mi nadzieję, że równo za rok stanę na starcie biegu razem z nimi.
To bardzo ambitny plan na dalszą przyszłość. A jakie są te na najbliższe dni?
Bardzo chciałbym jak najszybciej pójść na spacer. Plany są następujące: na początku chcę jak najszybciej stanąć na nogi. Od 2,5 roku chodzę o kulach i mam wrażenie, że te kule już przyrosły mi do rąk. Dlatego wiem, że ta chwila, kiedy stanę już o własnych siłach będzie niezapomniana, a może wręcz dziwna.
Chce jak najszybciej, nawet w przeciągu kilku-kilkunastu tygodni wrócić na wysokie obroty, robić to wszystko co robiłem przed wypadkiem. Perspektywy po dzisiejszym dniu są fantastyczne!
Dzisiaj obserwujemy efekt końcowy - sam bieg, tysiące ludzi na ulicach miasta, wielka scena, nagrody. Kiedy natomiast pojawił się pierwszy sygnał, że to właśnie dla Pana biegacze pokonają tą trudną trasę? Kto wykonał pierwszy ruch?
Zacząłem szukać pomocy poprzez internet, ponieważ powiem szczerze - od ponad dwóch lat jestem na tymczasowej rencie, która jest bardzo niewielka. Zmusiło mnie to do powrotu do mieszkania z rodzicami, ledwo wiązałem koniec z końcem. 800 złotych renty ledwie starcza na przeżycie do pierwszego, nie mówiąc już nawet o środkach higieny do kikuta. Wiedząc, że muszę zebrać ogromną ilość pieniędzy wysłałem wiadomości do ponad 30 różnych fundacji. Na moje szczęście, choć długo odzewu nie było, to kiedy już przyszedł, był ogromny.
Bardzo pomogła mi fundacja Jaśka Meli "Nowe horyzonty". Swoją cegiełkę dołożył również mój protetyk Kuba Krawczak z Tarnowskich Gór, który bardzo mnie wspierał i również dzięki niemu udało mi się zakwalifikować jako beneficjenta tegorocznego biegu.
Widzimy się za rok?
To jest więcej niż pewne. Wierzę, że za rok będzie Pan ze mną rozmawiał jako z uczestnikiem biegu.
Polecane
Sporty inne