Kapitan Ruchu: Mieliśmy dużo szczęścia, lecz mu nie pomogliśmy

07.05.2011
Zagłębie Lubin w zgodnej ocenie było w piątek lepszym zespołem od Ruchu. Tymczasem "Niebieskim" zabrakło minuty, by wygrać. - Jeszcze długo będzie się nam to śniło - przyznał Rafał Grodzicki.
- Zagraliśmy w pierwszej połowie bardzo słabo. Najgroźniejsze sytuacje pod naszą bramką wynikały w tym okresie z naszych błędów. Mieliśmy dużo szczęścia w tej odsłonie, bo nie straciliśmy gola, a udało się objąć prowadzenie. Wojtek Grzyb zamienił na gola pierwszy strzał w stronę bramki Zagłębia. Skuteczność była naszą silną stroną tego dnia - komentował kapitan chorzowskiego zespołu.

"Niebiescy" prowadzili i mogli grać z kontry, więc tak, jak lubią. Jednak również po przerwie nie ustrzegli się bardzo poważnych błędów w obronie. Grodzicki nie popisał się przy pierwszej straconej bramce. - Biję się w pierś. Źle oceniłem sytuacje. Sądziłem, że piłka odbije się kozłem i trafi w ręce Matko Peridjicia. Ta stracona bramka ląduje na "moim koncie". Koledzy mi potem pomogli, bo po raz drugi objęliśmy prowadzenie. Cóż jednak z tego... - kręcił głową "Grodek", bo w 94. minucie przy rzucie wolnym Zagłębia zupełnie bez krycia został Kamil Wilczek i doprowadził do remisu.

- Był sam na piątym metrze, zabrakło zrozumienia w naszym zespole. Strasznie głupio stracona bramka. Ta sytuacja jeszcze długo będzie się nam śniła. Mieliśmy mnóstwo szczęścia w tym meczu. Szkoda, że nie potrafiliśmy mu pomóc - dodał Grodzicki.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również