Kapitan Ruchu apeluje do kibiców o wsparcie. "Walczymy o to samo"
12.05.2013
- Gdyby ktoś nam powiedział przed meczem z Lechią, że z Gdańska wywieziemy jeden punkt, pewnie bylibyśmy zadowoleni z tego rezultatu. Ale w sytuacji, kiedy wygrywamy 4-2 i w doliczonym czasie gry tracimy dwie bramki, można być ogromnie rozczarowanym. I tak się właśnie czujemy - przyznał Pavel Szultes, który był wyróżniającym się zawodnikiem Ruchu.
Napastnik zastąpił w wyjściowym składzie kontuzjowanego Macieja Jankowskiego. Ze swojej roli spisał się bardzo dobrze - strzelił dwie bramki i zaliczył jedną asystę. To jednak nie wystarczyło, by wywieźć komplet punktów z Gdańska.
- Prawda jest taka, że sami sobie zgotowaliśmy ten los. Możemy mieć tylko pretensje do siebie, że doprowadziliśmy do takiej sytuacji. Nie możemy być zadowoleni ze spotkania wyjazdowego, w którym strzelamy aż cztery bramki i nie zapewniamy sobie zwycięstwa - kręcił głową Łukasz Janoszka, strzelec pierwszego gola dla "Niebieskich". - Problemy zaczęły się pod koniec meczu, kiedy Lechia zaczęła grać na Grzegorza Rasiaka. Byliśmy zmęczeni, zbyt późno reagowaliśmy i w efekcie Lechia zdobyła dwie bardzo podobne bramki już w doliczonym czasie gry - dodał.
- Chciałbym też zaapelować do naszych kibiców, aby cały czas w nas wierzyli i dopingowali nas w tej niełatwej końcówce sezonu. Mam nadzieję, że fani "Niebieskich" zdają sobie sprawę, że wszyscy walczymy o to samo, a ich wsparcie, zwłaszcza w trudnych momentach, jest drużynie bardzo potrzebne - zakończył Janoszka.
Napastnik zastąpił w wyjściowym składzie kontuzjowanego Macieja Jankowskiego. Ze swojej roli spisał się bardzo dobrze - strzelił dwie bramki i zaliczył jedną asystę. To jednak nie wystarczyło, by wywieźć komplet punktów z Gdańska.
- Prawda jest taka, że sami sobie zgotowaliśmy ten los. Możemy mieć tylko pretensje do siebie, że doprowadziliśmy do takiej sytuacji. Nie możemy być zadowoleni ze spotkania wyjazdowego, w którym strzelamy aż cztery bramki i nie zapewniamy sobie zwycięstwa - kręcił głową Łukasz Janoszka, strzelec pierwszego gola dla "Niebieskich". - Problemy zaczęły się pod koniec meczu, kiedy Lechia zaczęła grać na Grzegorza Rasiaka. Byliśmy zmęczeni, zbyt późno reagowaliśmy i w efekcie Lechia zdobyła dwie bardzo podobne bramki już w doliczonym czasie gry - dodał.
- Chciałbym też zaapelować do naszych kibiców, aby cały czas w nas wierzyli i dopingowali nas w tej niełatwej końcówce sezonu. Mam nadzieję, że fani "Niebieskich" zdają sobie sprawę, że wszyscy walczymy o to samo, a ich wsparcie, zwłaszcza w trudnych momentach, jest drużynie bardzo potrzebne - zakończył Janoszka.
Polecane
Ekstraklasa