Kamil Wilczek: Wiem jak pokonuje się kryzys!

16.02.2015
Piast przegrał sobotnim popołudniem z „Niebieskimi”, choć w pierwszej połowie mógł prowadzić. Strzał głową Kamila Wilczka fenomenalnie wybronił wówczas słowacki golkiper Ruchu.
Norbert Barczyk/pressfocus.pl
Pomimo porażki, byli w zespole „Piastunek” zawodnicy, którzy nie muszą spisywać tego meczu całkowicie na straty. Jednym z nich jest na pewno wspomniany napastnik gliwiczan. Pozbawiony wsparcia słabo dysponowanych skrzydłowych, robił co mógł aby odwrócić losy rywalizacji. Bez skutku.

Nawet jednak jeżeli porażka z Ruchem jest zapowiedzią kryzysu w Piaście, czego naturalnie podopiecznym trenera Garcii nie życzymy, akurat najlepszy snajper z Gliwic jest do tego typu, trudnych sytuacji przyzwyczajony.

Tak Wilczek wspomina pierwszą z nich: „Grając przed laty w Hiszpanii, miałem już praktycznie dograny transfer do Atletico Madryt. Jednego dnia wystarczyło złożyć podpis i stawić się na trening, a następnego dowiedziałem się, że jednak nie jestem zawodnikiem czerwono-białych. Decydowały wówczas podobno jakieś kwestie pozasportowe.
To był pierwszy taki trudny moment w moim życiu. Ale nie poddałem się, nie odpuściłem, pomogła rodzina. Ostatecznie podniosłem się i zacząłem niemal od zera.”


Kolejny zakręt w karierze przydarzył się wychowankowi Wodzisławskiej Szkoły Piłkarskiej podczas gry w Lubinie – Doznałem wtedy urazu mięśniowego. Kontuzja przeciągała się, a kiedy nawet byłem w stanie grać, trener pomijał mnie podczas ustalania składu. Cierpiała na tym moja sportowa ambicja. I znów była pomoc rodziny plus dobra współpraca z menadżerem, więc udało się zwalczyć ten trudny etap. Podnieść się – kończy snajper „Piastunek”.

Miejmy nadzieję, że sobotnia porażka to tylko jednorazowy wypadek przy pracy Piasta. Nawet jeśli jednak miało by być inaczej, już wiemy kto byłby w stanie wrzucić gliwicki zespół ponownie na właściwe tory.
źródło: SportSlaski.pl/Piast Gliwice
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również