Justyna Święty: Dałam z siebie wszystko

26.03.2014
Reprezentantka AZS AWF Katowice, Justyna Święty, została nie tak dawno czwartą zawodniczką Halowych Mistrzostw Świata Sopot 2014 w biegach. – To dla mnie wielkie wyróżnienie i niespodzianka – mówi nam w wywiadzie sympatyczna zawodniczka.
- Już na „chłodno”, po zakończeniu HMŚ, jakie to jest uczucie być czwartą biegaczką na świecie?
Justyna Święty: Wspaniałe i... dosyć nieoczekiwane. Jest to dla mnie wielkie wyróżnienie i niespodzianka, gdyż na pewno jadąc do Sopotu nie spodziewałam się takiej wysokiej lokaty w biegu indywidualnym.

- To jaki miałaś cel na Halowe Mistrzostwa Świata? Jakieś minimum?

- Głównie to... zakwalifikowanie się do półfinału. Miałam rekord życiowy, który ustanowiłam w Spale tego roku i nie łapałam się z nim do finału, więc dla mnie dostanie się do półfinału tak wielkiej imprezy byłoby wielkim sukcesem.

- Mistrzostwa trwały w sumie 3 dni. W którym momencie czułaś największe zmęczenie, czy w ogóle odczuwałaś jakiekolwiek zmęczenie? Kiedy ono było większe – w finale 400 metrów indywidualnie czy w sztafecie?
- Na pewno w pierwszym dniu miałam mocne przetarcie rano. Bieg eliminacyjny bardzo mnie zmęczył, ponieważ miałam problemy żołądkowe. Ciężko mi było, strasznie się zmęczyłam i wieczorem jeszcze miałam drugi bieg, więc w pokoju marudziłam moim koleżankom. Wszystko mnie bolało, nogi mi „rwało”, ale kiedy już przyszło do biegu potrafiłam się zmobilizować i dałam z siebie wszystko. A później z dnia na dzień, nie powiem, że nie byłam zmęczona, ale to nie było takie zmęczenie, jak po biegu eliminacyjnym.

- Co Ci „siedziało w głowie” przed startem w finale 400 metrów? Czy uświadamiałaś sobie, że jesteś jedyną Polką, której to się udało i znajdujesz się wśród sześciu najlepszych tegorocznych zawodniczek na świecie?
- Myślałam o tym, że znajduję się w tej szóstce. Wiedziałam już, że mogę postawić wszystko na jedną kartę i nie mam nic do stracenia, bo legitymowałam się najsłabszym wynikiem w tym finale. Pobiegłam od początku, jak na mnie i tak mocno, ale na tle dziewczyn zostałam w tyle. Udało się być na 4. miejscu na finiszu.

- Czy w trakcie problemów zdrowotnych dodatkową energię dodawała Ci polska publiczność?
- Już po biegu eliminacyjnym, kiedy leżałam w pokoju regenerując się, miałam w głowie myśli, że nie wystartuję, że nie dam rady, ale później postanowiłam, że gdzieś to zmęczenie pójdzie na bok, że dam radę, że jestem na polskiej ziemi. Publiczność była wspaniała – dopingowała mnie i to na pewno pomogło.

- Jak podeszłaś do sztafety? Czy to było dla Ciebie wyzwanie tak samo ważne, jak bieg indywidualny?
- Biegi sztafetowe są dla mnie bardzo ważne i traktuję je jako tak samo ważne, jak biegi indywidualne. Ale nie ukrywam, że dla mnie większym celem był bieg indywidualny. Jakkolwiek sztafety nie odsuwałam gdzieś tam na bok, ponieważ wiedziałam, że mogę powalczyć z dziewczynami o wyższą lokatę.

- A co sobie pomyślałaś, jak sztafetę rosyjską zdyskwalifikowano i przesunęłyście się z 5.miejsca na 4.? Pechowe?
- Dla mnie 4. miejsce jest szczęśliwe. Po takiej lokacie w biegu indywidualnym byłam mega szczęśliwa, ale po sztafetach nawet nie wiedziałyśmy o tym, że Rosjanki zostały zdyskwalifikowane. Dopiero na trybunach Tomek Majewski krzyknął do nas, że jednak Rosjanki zostały zdyskwalifikowane. Na początku się cieszyłyśmy, ale potem Rosjanki przywrócono.

- Jaka była reakcja trenera Matusińskiego? Co Ci mówił pomiędzy startami – motywował, wytykał błędy?
- Bieg eliminacyjny pobiegłam bardzo dobrze. W półfinale jedynie dałam się zamknąć minimalnie Holenderce i to był mój błąd, ale awansowałam do finału, więc trener przymknął na to oko (śmiech). A w finale raczej żadnego błędu nie popełniłam. Biegłam od początku do końca własnym tempem.

- Czy po tym wyniku, idąc po naszym campusie AWF-u, odczułaś wzrost zainteresowania swoją osobą?
- Na pewno więcej ludzi gdzieś mnie teraz rozpoznaje, ale nie czuję się, jakbym była lepsza od nich czy coś w tym stylu. Jest to strasznie miłe, że ludzie rozpoznają mnie, gratulują sukcesów.

- Biegi na hali można uznać za zakończone. „Życiówka” zrobiona, a teraz przed nami sezon letni. Jakie plany startowe? Jaki będzie Twój „rozkład jazdy”?

- Cel główny to zakwalifikowanie się do Mistrzostw Świata sztafet w maju na Bahama. Celem drugim dla mnie jest dostanie się do finału na Mistrzostwach Europy i walka o medale zarówno indywidualnie, jak i w sztafecie.

- To do kiedy można Ciebie spotkać na uczelni?

- Cóż, zbyt wiele czasu na uczelni nie spędzę w najbliższym czasie. Obóz w Zakopanem, tydzień wolnego i potem kolejne dwa tygodnie zgrupowania w Hiszpanii.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również