Jerzy Brzęczek: Kuba mnie wspiera duchowo

28.02.2010
Nowy trener Rakowa Częstochowa przyznaje, że nazwisko pomaga mu w pracy. - Nawet dzwonią do mnie piłkarze, którzy byliby zainteresowani u nas grą - mówi Jerzy Brzęczek.
Tymczasem jeszcze miesiąc temu klub spod Jasnej Góry "tonął". Nie do pomyślenia była sytuacja, że zawodnik z którejkolwiek ligi zgłasza swoje zainteresowanie grą w Rakowie. Kto mógł, pakował walizki i z Częstochowy uciekał. II-ligowiec był na skraju bankructwa.

- Obecny spokój jest tylko pozorny. Teraz dopiero zaczynają się dla nas najtrudniejsze chwile. Walczymy o każdą złotówkę, szukamy sponsorów, wsparcia firm. Musimy spłacić długi, wypłacić zaległe wynagrodzenie pracownikom klubu i zawodnikom - przypomina Brzęczek, który przejął funkcję trenera.

- I powiem troszeczkę nieskromnie, że nazwisko ułatwia mi pracę - mówi legendarny piłkarz, który został rzucony na głęboką wodę. Wcześniej nie miał nigdy okazji do samodzielnej pracy szkoleniowej. - A tu się  okazuje, że otrzymuję wiele telefonów od piłkarzy z różnych lig. Oczywiście my nie możemy zaoferować im zbyt wiele. Mamy pewne ramy możliwości. Musimy spłacić ogromne sumy - podkreśla.

Dlatego transfery w Rakowie dokonywane są w opcji oszczędnościowej. Dawid Nabiałek ze Skry Częstochowa przyszedł na zasadzie półrocznego wypożyczenia. Udało się także pozyskać Sławomira Ogłazę i Arkadiusz Hyłę z Olimpii Truskolasy. Brzęczek wzmocnień szuka również w Zabrzu. Na testy zaprosił młodzieżowców: Pawła Krzysztoporskiego oraz Łukasza Kmiecia.

- Jestem zbudowany tym, jak pracują moi zawodnicy. Robią postępy, szybko "łapią" uwagi. To przyjemność pracować z takimi ludźmi. Oni przecież nie otrzymują wynagrodzenia od dawna. Ale "pokazują serce" - zaznacza 39-letni trener. Wczoraj w sparingu jego zawodnicy pokonali Victorię Częstochowa 1-0. Wszystkiemu przyglądał się z boku Jakub Błaszczykowski, gwiazda Borussi Dortmund, a prywatnie siostrzeniec Brzęczka. - Wspiera mnie duchowo - uśmiecha się wujek "Kuby".
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również