Jego żywiołem jest atakowanie. Matawu wrócił do Bytomia
07.09.2010
- Zaskoczyliśmy rywala i zdobyliśmy pierwsi bramkę. Szkoda wyrównania w drugiej części meczu, ale z wyniku jesteśmy zadowoleni. Starałem dać z siebie wszystko i jestem dumny, że mogłem zagrać w reprezentacji. Teraz wracam do Polski i skupiam się na dwóch najbliższych meczach domowych Polonii - mówi Matawu, z którym w Bytomiu wiążą spore nadzieje. To właśnie zawodnik pozyskany z Podbeskidzia strzelił gola w spotkaniu z Wisła Kraków.
Został w tym meczu ustawiony jako ofensywny pomocnik. Wcześniej Jurij Szatałow wystawiał go na prawej pomocy. - Lubię grać na pozycji, która atakuje. Nie dbam o to, czy gram jako cofnięty napastnik, wysunięty, czy nawet jako pomocnik. Atak to mój żywioł - podkreśla Clemence. Do Polski trafił jako jeden z najlepszych zawodników w swoim kraju. Na wstępie były testy w Legii. Warszawiacy nie zatrudnili jednak filigranowego zawodnika. - Może oczekiwano zbyt wiele ode mnie? Nie wiem. Nie zdecydowano się wtedy na mój zakup. Powiedziano mi tylko, że będą mnie obserwować jak gram w innych drużynach, więc zadecydowałem, że pójdę do Podbeskidzia - wspomina.
Początki do łatwych nie należały. Panowała zima. Matawu pierwszy raz w życiu zobaczył śnieg na własne oczy. - Pogoda i język to były dwie rzeczy, które nie ułatwiały mi życia w Podbeskidziu, ale jakoś sobie poradziłem. Nie umiem mówić zbyt płynnie po polsku, więcej rozumiem, ale na boisku z porozumiewaniem się nie mam najmniejszych problemów - zapewnia.
Wolny czas spędza głównie w swoim mieszkaniu. Odwiedza też od czasu do czasu swoich kolegów. Nie brak w Polsce rodaków Matawu. - Regularnie rozmawiam z Costą, który gra w Zagłębiu Lubin, ponieważ byliśmy bardzo dobrymi kolegami, kiedy graliśmy w Zimbabwe. Dobrze się znamy, to on pomagał mi w kraju i doradzał jak żyć w Polsce - przyznaje Clemence.
Został w tym meczu ustawiony jako ofensywny pomocnik. Wcześniej Jurij Szatałow wystawiał go na prawej pomocy. - Lubię grać na pozycji, która atakuje. Nie dbam o to, czy gram jako cofnięty napastnik, wysunięty, czy nawet jako pomocnik. Atak to mój żywioł - podkreśla Clemence. Do Polski trafił jako jeden z najlepszych zawodników w swoim kraju. Na wstępie były testy w Legii. Warszawiacy nie zatrudnili jednak filigranowego zawodnika. - Może oczekiwano zbyt wiele ode mnie? Nie wiem. Nie zdecydowano się wtedy na mój zakup. Powiedziano mi tylko, że będą mnie obserwować jak gram w innych drużynach, więc zadecydowałem, że pójdę do Podbeskidzia - wspomina.
Początki do łatwych nie należały. Panowała zima. Matawu pierwszy raz w życiu zobaczył śnieg na własne oczy. - Pogoda i język to były dwie rzeczy, które nie ułatwiały mi życia w Podbeskidziu, ale jakoś sobie poradziłem. Nie umiem mówić zbyt płynnie po polsku, więcej rozumiem, ale na boisku z porozumiewaniem się nie mam najmniejszych problemów - zapewnia.
Wolny czas spędza głównie w swoim mieszkaniu. Odwiedza też od czasu do czasu swoich kolegów. Nie brak w Polsce rodaków Matawu. - Regularnie rozmawiam z Costą, który gra w Zagłębiu Lubin, ponieważ byliśmy bardzo dobrymi kolegami, kiedy graliśmy w Zimbabwe. Dobrze się znamy, to on pomagał mi w kraju i doradzał jak żyć w Polsce - przyznaje Clemence.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów