Jednego dnia został ojcem, zdobył medal i przepustkę do pucharów!
17.05.2010
Kiedy wyjeżdżał z drużyną Ruchu na zgrupowanie przed spotkaniem w Kielcach, nic nie zapowiadało tak szalonego okresu. Rafał Grodzicki wiedział, że zostanie ojcem, ale nie sądził, że już w sobotę. Żona Katarzyna czuła się wyśmienicie, kiedy wyjeżdżał z domu. Jednak już w czasie, kiedy piłkarze Ruchu jechali w stronę Kielc, mała Maja zaczęła wysyłać sygnały, że chce pojawić się na świecie. - I tak na zgrupowaniu byłem całe... półtorej godziny. Ustaliłem z trenerem, że z Koroną nie zagram. Potem wskoczyłem do taksówki i wróciłem do żony. Poród rozpoczął się w sobotę o 4:00 rano, a skończył o 10:40. Cały czas byłem blisko Kasi - opowiada świeżo upieczony tata.
Koniec końców "Grodek" dotarł jednak i do Kielc. Mecz rozpoczął na ławce. - I przyznam, że w ogóle nie myślałem o jego wyniku, a nawet o tym, czy awansujemy do europejskich pucharów. Duchem ciągle byłem przy żonie i córeczce. Jednak na boisku, wbrew początkowym decyzjom, i tak się pojawiłem. Miałem nie dopuścić do straty kolejnych goli - tłumaczy, bo wynik był już bardzo niekorzystny. Korona prowadziła 3-0. Nic nie zapowiadało euforii, jaka zapanowała w obozie chorzowian po końcowym gwizdku. Radość z trzeciego miejsca i udziału w europejskich pucharach trwała w Kielcach, a potem przeniosła się do Chorzowa, gdzie piłkarzy przywitali rozentuzjazmowani kibice.
Początkowo było ich 30-40, ale grupa szybko rozrosła się do kilkuset osób. - Oj działo się! Nasza cała trybuna kryta się wypełniła. Było wesoło - uśmiecha się Grodzicki. Razem z kolegami będzie trenował najpewniej do końca tygodnia. Urlopy będą krótkie z uwagi na udział w kwalifikacjach do Ligi Europejskiej. Pierwszy mecz odbędzie się już 1 lipca. - Wakacje potrwają 2,5 tygodnia, ale i tak idealnie mi to wszystko spasowało. Będę mógł być w tym pierwszym okresie z rodziną. Pomogę żonie. A potem? Chcemy pokazać się Europie.
- Dodam, że piętnastka to od soboty moja szczęśliwa cyfra. Gram z tym numerem na koszulce, a w dodatku 15 maja spotkało mnie tyle radości - wyjaśnia.
Koniec końców "Grodek" dotarł jednak i do Kielc. Mecz rozpoczął na ławce. - I przyznam, że w ogóle nie myślałem o jego wyniku, a nawet o tym, czy awansujemy do europejskich pucharów. Duchem ciągle byłem przy żonie i córeczce. Jednak na boisku, wbrew początkowym decyzjom, i tak się pojawiłem. Miałem nie dopuścić do straty kolejnych goli - tłumaczy, bo wynik był już bardzo niekorzystny. Korona prowadziła 3-0. Nic nie zapowiadało euforii, jaka zapanowała w obozie chorzowian po końcowym gwizdku. Radość z trzeciego miejsca i udziału w europejskich pucharach trwała w Kielcach, a potem przeniosła się do Chorzowa, gdzie piłkarzy przywitali rozentuzjazmowani kibice.
Początkowo było ich 30-40, ale grupa szybko rozrosła się do kilkuset osób. - Oj działo się! Nasza cała trybuna kryta się wypełniła. Było wesoło - uśmiecha się Grodzicki. Razem z kolegami będzie trenował najpewniej do końca tygodnia. Urlopy będą krótkie z uwagi na udział w kwalifikacjach do Ligi Europejskiej. Pierwszy mecz odbędzie się już 1 lipca. - Wakacje potrwają 2,5 tygodnia, ale i tak idealnie mi to wszystko spasowało. Będę mógł być w tym pierwszym okresie z rodziną. Pomogę żonie. A potem? Chcemy pokazać się Europie.
- Dodam, że piętnastka to od soboty moja szczęśliwa cyfra. Gram z tym numerem na koszulce, a w dodatku 15 maja spotkało mnie tyle radości - wyjaśnia.
Polecane
Ekstraklasa