Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale w Chorzowie powiało optymizmem
01.03.2013
Chorzowianie z trudnego terenu przywieźli dobry rezultat, jeśli patrzeć na to, że rewanżowe spotkanie z Zagłębiem odbędzie się przy Cichej. Zanim jednak dojdzie do pucharowej potyczki, "Niebieskich" czeka ligowe starce w "meczu przyjaźni" z Widzewem Łódź.
- Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale w Lubinie był pierwszy sygnał, że ruszyliśmy w dobrym kierunku. Rozliczyliśmy się z nieudaną inauguracją i do Lubina nie pojechaliśmy jak na ścięcie, tylko z podniesioną głową. Chcieliśmy tam zmazać plamę po nieudanym meczu z Lechem i moim zdaniem to się udało - uważa Jacek Zieliński.
W Lubinie, po raz drugi w karierze, w seniorskim zespole wystąpił Martin Konczkowski, jeden z dwóch zawodników Ruchu, który był chwalony za występ w potyczce z Lechem. - Jest przepaść między MESĄ a prawdziwą ekstraklasą, ale... tak sobie właśnie wyobrażałem grę w seniorach. Przyznam, że jeszcze nigdy nie grałem przeciwko tak dobremu, szybkiemu i dynamicznemu zawodnikowi, jak Szymon Pawłowski. Na szczęście wspierają i mobilizują mnie do walki koledzy z zespołu. Najbardziej "Baszczu" - opisuje wrażenia młody piłkarz.
- Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale w Lubinie był pierwszy sygnał, że ruszyliśmy w dobrym kierunku. Rozliczyliśmy się z nieudaną inauguracją i do Lubina nie pojechaliśmy jak na ścięcie, tylko z podniesioną głową. Chcieliśmy tam zmazać plamę po nieudanym meczu z Lechem i moim zdaniem to się udało - uważa Jacek Zieliński.
W Lubinie, po raz drugi w karierze, w seniorskim zespole wystąpił Martin Konczkowski, jeden z dwóch zawodników Ruchu, który był chwalony za występ w potyczce z Lechem. - Jest przepaść między MESĄ a prawdziwą ekstraklasą, ale... tak sobie właśnie wyobrażałem grę w seniorach. Przyznam, że jeszcze nigdy nie grałem przeciwko tak dobremu, szybkiemu i dynamicznemu zawodnikowi, jak Szymon Pawłowski. Na szczęście wspierają i mobilizują mnie do walki koledzy z zespołu. Najbardziej "Baszczu" - opisuje wrażenia młody piłkarz.
Polecane
Ekstraklasa