Jastrzębie to nie Katowice. II-ligowemu GKS-owi pomógłby tylko cud

31.05.2010
Futbol w Jastrzębiu upada i wcale nie widać chętnego, który chciałby go reanimować. - Niektórzy z nas dostali w tym roku jedną pensję, inni jej połowę, a jeszcze inni zupełnie nic - mówi Mateusz Sławik.
Słowa golkipera, a jednocześnie trenera bramkarzy II-ligowca nie pozostawiają złudzeń. - Jak jednym słowem oceniłbym sytuację klubu? Tragedia - przyznaje. - Zamiast pożytkować energię na mecze ligowe, tracimy ją, zastanawiając się, co będzie dalej. Żyjemy z dnia na dzień. Na tak amatorskich zasadach w II lidze funkcjonować się nie da - podkreśla.

Dlaczego więc wraz z kolegami postanowił "ciągnąć wózek" do końca sezonu? - Myślę, że mało kto zdecydowałby się na naszym miejscu na taki krok. Przemawia przez nas ambicja. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że wbrew wszystkiemu damy z siebie maksa - stwierdza 30-latek. Później tak jego, jak i większości zawodników w klubie już jednak zabraknie.

- Takich, którzy będą chcieli tu zostać, nie znajdzie się wielu. Mnie w tym gronie nie będzie. Na pewno nie na takich zasadach... Wszyscy mamy na utrzymaniu rodziny. Musimy być odpowiedzialni i myśleć przede wszystkim o nich - wskazuje Sławik, który musi dojeżdżać do Jastrzębia 80 kilometrów. Takich jak on jest zresztą więcej...

Pomógł GKS-owi mógłby tylko... - Cud. Naprawdę. Innej możliwości nie widzę. Temu klubowi potrzebny jest sponsor, ale i pomoc ze strony władz miasta. W Katowicach tamtejszemu GKS-owi udało się jej udzielić. Dlaczego zatem tu nie można?
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również