Jastrzębie - Korona 0-0. Sytuacje piłkarzom będą się śniły po nocach

04.04.2009
Zawodnicy Jerzego Wyrobka nadal niepokonani w tym roku! GKS zdobywa kolejny cenny punkt w kontekście utrzymania. I to z rywalem, który myśli o awansie.
Przed rundą wiosenną chyba mało kto przypuszczał, że GKS Jastrzębie po czterech kolejkach będzie miał na koncie zwycięstwo i trzy remisy. Podział punktów z Koroną sprawił, że jego piłkarze schodzili do szatni z uśmiechami na ustach, a żegnały ich brawa i gromkie "dziękujemy" ze strony kibiców.

Pierwsza połowa w wykonaniu Jastrzębia nie była najlepsza. - Spokojnie mogło być 3-0 dla gości. - ocenił Robert Żbikowski. Bardzo aktywny był Konon. Napastnik Korony nie potrafił jednak znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego golkipera gospodarzy. Wpierw Kafka piękną paradą odbił piłkę po główce z bliskiej odległości. Kolejne uderzenie głową snajpera z Kielc o centymetry minęło słupek. W międzyczasie groźnie strzelali jeszcze Sobolewski i Kiełb.

Miejscowi ograniczali się głównie do defensywy. Ich sporadyczne kontry nie sprawiały praktycznie żadnych problemów graczom Korony. Dopiero w drugiej odsłonie zaczęli nękać obronę przyjezdnych. Dwie stuprocentowe sytuacje zmarnował Żbikowski. Przy pierwszej, bardzo niecelnie uderzył będąc w sytuacji sam na sam. Później niepilnowany na 7 metrze, zamiast przyjąć piłkę, próbował od razu strzelać i trafił nogą w… powietrze. - Te okazje będą mi się chyba śniły - przyznał lekko rozczarowany napastnik GKS-u.

Kolejną szansę ponownie miał też Konon. Również tym razem znakomicie powstrzymał go Kafka parując piłkę na rzut rożny. - Jestem od tego, aby bronić w takich sytuacjach. Na ten remis zapracowała jednak cała drużyna - podsumował wyraźnie zadowolony golkiper z Czech.

Na konferencji prasowej nie pojawił się szkoleniowiec gospodarzy, Jerzy Wyrobek, który od kilku dni zmaga się z chorobą.

Pod szatniami

[b]Jakub Kafka[/b] (bramkarz Jastrzębia): Koronie grało się z nami bardzo źle. Goście mieli więcej sytuacji by wygrać, ale my też mogliśmy coś strzelić. Zdobyliśmy cenny punkt z niezwykle trudnym przeciwnikiem. Ja wybroniłem, Robert Żbikowski nie strzelił, więc wyszło na zero. Mam nadzieję, że w następnym pojedynku coś wykorzysta, a ja znów zachowam czyste konto.

[b]Cezary Wilk [/b](pomocnik Korony): Wynik jest zasłużony, ale my absolutnie nie jesteśmy zadowoleni. Remis jest dla nas jak porażka. Kiepska murawa przeszkadzała obu drużynom. Nie mamy się czym tłumaczyć. Przede wszystkim jesteśmy rozczarowani, że nie udało się zdobyć bramki.

[b]Jacek Wiśniewski[/b] (obrońca Jastrzębia): Rywale mieli dramatyczną przewagę. Pokazali nam jak się gra, ale wygrywa ten, co strzela bramki. My też mieliśmy swoje okazje. Szkoda przede wszystkim akcji "Żbika" w końcówce, bo to woła o pomstę do nieba.

[b]Jacek Kiełb[/b] (pomocnik Korony): Gra w tych warunkach wyglądała jak ping-pong. Zmarnowaliśmy mnóstwo sytuacji. Musimy popracować nad skutecznością i to jak najszybciej, bo bez tego możemy zapomnieć o awansie.
[b]
Jarosław Wieczorek[/b] (pomocnik Jastrzębia): Rywale zepchnęli nas do obrony. Dopiero po przerwie zagraliśmy pressingiem, przez co Korona nie miała już takiej swobody. Nie udało się jednak wykorzystać okazji, które mieliśmy, ale remis z kielczanami jak najbardziej nas zadowala.

Konferencja prasowa

[b]Włodzimierz Gąsior[/b] (trener Korony): W pierwszej połowie mieliśmy kilka sytuacji bramkowych. Dwukrotnie jednak golkiper gospodarzy popisał się świetnymi interwencjami. Podziwiam zespół Jastrzębia. Mają spore problemy, a pomimo to, włożyli w ten mecz dużo zdrowia i pokazali ogromną ambicję. My w tej rundzie nie odnieśliśmy jeszcze zwycięstwa. W każdym kolejnym meczu musimy wygrywać, jeśli chcemy wywalczyć awans. Po takich wynikach zespół jest coraz bardziej zestresowany.

[b]Jarosław Matusiak[/b] (drugi trener Jastrzębia): Korona była faworytem. My mogliśmy tylko walką i determinacją zniwelować różnicę umiejętności piłkarskich. Po pierwszej połowie, jakbyśmy przegrywali 3-0, to nikt nie miałby pretensji. Mieliśmy trochę szczęścia. W drugiej odsłonie mogliśmy nawet przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, niestety Robert Żbikowski trochę się zagapił. Mógł spokojnie przyjąć piłkę i zapytać bramkarza, w który róg ma strzelić. 
autor: Sebastian Skierski, Mariusz Polak

Przeczytaj również