Janusz Białek: Charakterystyką ekstraklasy są niespodzianki...
Zacznijmy od góry tabeli. Gliwiczanie zremisowali z Legią, ograli Ruch i wyprzedzili Górnika w tabeli. Spodziewałby się pan przed sezonem, że tą będącą najwyżej po 25. kolejkach śląską drużyną będzie Piast?
- Na pewno takiego scenariusza bym nie podejrzewał. Pamiętając jednak rywalizację Piasta w I lidze, znając ludzi i patrząc jakimi torami wszystko się toczy w Gliwicach - mówię o wybudowaniu najładniejszego stadionu na Śląsku i awansie do ekstraklasy - można powiedzieć, że wszystko idzie zgodnie z planem. W Gliwicach nakreślono sobie cel i konsekwentnie dążą do jego realizacji. Jak widać, wyniki przyszły równo z oczekiwaniami. Myślę, że tak dobre wyniki Piasta są mniejszym zaskoczeniem dla samych gliwiczan, niż dla nas - obserwatorów. Ale rzeczywiście, fajnie to wszystko wygląda przy Okrzei. Przyjemnie patrzy się na grę gliwiczan w lidze, a to tylko dowód na to, że ich droga jest przemyślana i przynosi dobre efekty.
A tak szczerze - wyobraża sobie pan Piasta w europejskich pucharach?
- Tak, wyobrażam. W tej chwili, pomijając najmożniejszych naszej ligi, pozostałe drużyny prezentują wyrównany poziom. Każdy z każdym może wygrać i sięgnąć po wysokie miejsce w tabeli. Przypomnijmy sobie wyniki Ruchu, które obserwowaliśmy z niedowierzaniem przez ostatnie dwa lata. Podobnie sprawa przedstawiała się ze Śląskiem Wrocław, o którym mówiono, że nie jest w stanie wygrać ligi... Charakterystyką ekstraklasy są niespodzianki. Drużyny, na które się mniej stawia, w pewnym momencie "odpalają" i emocje się potęgują. W tym momencie i z tą formą, którą prezentuje Piast, nie byłoby dla mnie niespodzianką nawet gdyby Piast znalazł się na "pudle" pod koniec sezonu.
W najbliższą niedzielę Piast zmierzy się ze swoim sąsiadem w tabeli - Śląskiem Wrocław, który z kolei chce utrzymać miejsce na - wspomnianym przez pana - "pudle" i zagrał w środę świetny mecz na Łazienkowskiej. Jaki będzie ten mecz?
- Na pewno w tej chwili ma bardziej ustabilizowaną formę. Do wczorajszego meczu Śląska byłby faworytem. Po środowym finale Pucharu Polski szanse na zwycięstwo w niedzielnym meczu są jednak wyrównane i wynoszą 50 na 50. Większe doświadczenie i tytuł mistrzowski przemawia na korzyść Śląska, ale stabilna forma - tak jak wcześniej wspomniałem - na rzecz Piasta. To spotkanie potwierdzi która z drużyn jest lepiej dysponowana. Żaden wynik w tym meczu nie będzie niespodzianką. To będzie prawdziwa gratka dla kibiców, bo stawką tego spotkania jest wspomniane "pudło" i być może wyższe miejsce na koniec sezonu. Widzimy, że Śląskowi też zależy, bo wziął się do roboty na koniec sezonu. Lubię takie spotkania, bo zapowiadają emocję. Myślę, że mecz będzie ciekawy nie tylko dla kibiców z Gliwic i Wrocławia, a to o czymś świadczy.
Przejdźmy do Górnika Zabrze, który ostatnio również pokonał Ruch, ale wiosną prezentuje się fatalnie. Ostatni mecz "Trójkolorowych", czyli spotkanie w Bełchatowie, było po prostu żenujące. Co się dzieje z tą drużyną?
- Znając założenia klubu i politykę jaką prowadzą... a także wizję samego Adama Nawałki - w Zabrzu już myślą o przyszłym sezonie. Widać roszady w składzie, próby nowych zawodników. Nie od dzisiaj wiedzieliśmy, że nie mają w Zabrzu drugiego takiego zawodnika, jakim był Milik. Bramki Arka na jesieni mówiły same za siebie. To zawodnik, który pokazywał się, błyszczał i strzelał dla Górnika zwycięskie bramki. Dzisiaj jest trudniej. Te wzmocnienia, które poczyniono zimą, nie są aż tak ofensywne i skuteczne jak piłkarz, który w ostatnim okienku opuścił Roosevelta. Jak się okazało - to nie jest łatwa sprawa zastąpić człowieka, który pasuje do koncepcji, składu, taktyki i potrafi sfinalizować akcję drużyny. Teraz o bramki nie jest łatwo. Myślę jednak, że na wiosnę było widać myślenie o następnym sezonie i o tym co będzie dalej. Zresztą dzisiaj wyczytałem informację o tym, że klub i sam Adam Nawałka chcą dalej pracować dalej. To przemyślany ruch, więc ja bym się słabszą wiosną w wykonaniu Górnika wcale nie przejmował. Po kilku słabszych meczach, w których nie wszystko ułożyło się po myśli drużyny z Zabrza, zaczęto wybiegać w przód i przygotowywać się do kolejnego sezonu, który na pewno będzie trudny i ciężki. W Zabrzu już o tym myślą.
W najbliższej kolejce "Górnicy" grają z Zagłębiem Lubin, czyli jedyną ekipą, która pokonała ich jesienią. Zabrzanie są na straconej pozycji przed tym spotkaniem?
- Górnik zawsze potrafił przełamać piłkę Zagłębia. Styl gry lubinian zawsze pasował "Trójkolorowym". Myślę, że ten mecz to potwierdzi. Zagłębie prezentuje równą formę i spokojnie radzi sobie w tych rozgrywkach, natomiast myślę, że tymi drużynami nie ma aż takiej różnicy, aby Górnik wreszcie się nie przełamał i złapał rytm. Zabrzanie mogą zaskoczyć kibiców i obserwatorów, tak jak zrobił to w środowym meczu z Legią Śląsk Wrocław. To będzie bardzo ciekawe spotkanie. Czekam na nie i chętnie je obejrzę, bo wiem, że czeka nas sporo emocji.
Ruch Chorzów - drużyna, nad którą obecnie przelewa się sporo krytyki. Atmosfera w Chorzowie jest gęsta i coraz częściej słyszy się hasła o potrzebie zwolnienia Jacka Zielińskiego. Jakie ma pan zdanie na ten temat?
-Przed rundą rewanżową udzielałem wywiadu dla którejś z gazet i powiedziałem wtedy, że Górnikowi i Ruchowi będzie trudno zastąpić Milika i Piecha. Ich wyniki wiosną łączą się z faktem odejścia tych zawodników. Oba te kluby idą obecnie podobną drogą. Oczywiście, w dużo lepszej sytuacji jest Górnik Zabrze, ale mam na myśli efekty gry i kropki nad "i". Obu zespołom brakuje bramek, które dają remisy i zwycięstwa. Wiosną obu ekipom o to trudno. Ze świecą w tych zespołach szukać zawodników o podobnej skuteczności pod bramką rywali, jaką mieli Piech i Milik. Ich procent wykańczania akcji swoich zespołów zaważył o dobrych wynikach obu drużyn. Teraz, ich brak, powoduje gorszy wyniki Górnika i Ruchu. Zachwycamy się ligami zachodnimi. Dlaczego? Chelsea, Real, Barcelona, Bayern... mają po kilku czołowych snajperów i z łatwością zastępują odejście jednego z nich. My teraz jesteśmy na etapie ekscytacji Robertem Lewandowskim, tym gdzie zagra, kto się nim interesuje, komu i do czego jest potrzebny... a to pokazuje, że drużyna mając dobry skład, musi się jeszcze wzmacniać. Wracając na naszą ligową "łączkę" - polskim drużynom również potrzebne są wzmocnienia i wyrównany skład. Wiemy jakim trenerem jest Jacek Zieliński, zdążył to udowodnić nawet w obecnym sezonie, gdyż zaliczył udany start z Ruchem Chorzów. Drużyna wówczas wróciła na swój poziom i złapała rytm gry - i przede wszystkim - punktowała. Sam trener na dłuższą metę jednak nie da rady. Potrzebuje wzmocnień, nowych zawodników, aby dać drużynie jakość. W Ruchu potrzeba kogoś, kto będzie "nowym Piechem". Kogoś kto da nowe bramki i nowe nadzieje. W Chorzowie, aby wszystko funkcjonowało lepiej, potrzeba właśnie tego elementu. Trenerzy nie grają. Oni mogą tylko układać taktykę, przygotowywać do niej zawodników... ale jej realizacja zależy od piłkarzy. Zarówno więc w Zabrzu oraz Ruchu potrzeba wzmocnień. Zapomnieliśmy już, że te ekipy są pozbawione swoich głównych egzekutorów. Wiedzieliśmy zimą, że będą przeżywali trudne chwile. Wiosna to tylko potwierdza. Gdybym był członkiem zarządu Ruchu, skupiłbym się na wzmocnieniach drużyny, a nie rozpatrywaniu tego, czy trener Zieliński da sobie radę, czy nie. O niego jestem spokojny.
Ruch czeka daleka wyprawa do Gdańska, kolejnej ekipy, która w tym sezonie spisuje się znacznie poniżej oczekiwań. Czy to "stracony" mecz?
- Zdecydowanie nie, gdyż siły są wyrównane. Lechia jest kolejnym zespołem, który zimą stracił swojego głównego snajpera, czyli Traore. To tylko potwierdza moje słowa o braku wyrównanego zespołu. Gdańszczanie grają "w kratkę" i nieco zawodzą. Takich zawodników jak wymieniona trójka napastników, naprawdę trudno zastąpić. Szanse na zwycięstwo w tym meczu porównałbym do meczu Piasta ze Śląskiem - równe. To mecz "na przełamanie", na poprawienie humorów i lepsze zakończenie sezonu, który zbliża się ku końcowi. Zwycięstwo w tym spotkaniu może podnieść ocenę na koniec rozgrywek. Ktoś powie, że to nieciekawy mecz, bo obie drużyny grają nierówno. Ale takie ekipy w którymś momencie muszą się przebudzić, zrobić krok do przodu, a nawet podskoczyć i pokonać pewien pułap. A te zespoły mają coś do udowodnienia. Muszą wszystkich przekonać o swoich możliwościach i potencjale ,bo to pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość. To na tyle ważny cel, aby na boisko wyjść maksymalnie skoncentrowanym i z chęcią zwycięstwa za wszelką cenę. To powinno przeciągnąć kibiców na stadion. Mnie na pewno przyciągnie przed telewizor.
Na deser pozostało nam Podbeskidzie, które "dokonało niemożliwego". Jest w tej chwili w takiej sytuacji, o której nikt nawet nie marzyłby przed startem rundy rewanżowej. Mam na myśli fakt, że bielszczanie mają los utrzymania w swoich rękach. Jeśli pokonają Pogoń u siebie i będą grali lepiej od szczecinian - wepchną ich do strefy spadkowej. Czy wierzy pan w taki scenariusz?
- Takie scenariusze, w których drużyny budziły się na wiosnę, zaskakiwały i grały dobrze, już przerabialiśmy. Podbeskidzie jest przykładem tego, że słaba runda nie jest przesłanką do obowiązkowego spadku z ligi. Nawet runda jesienna, w której szło, jak szło, nie przekreślała potencjału tej drużyny. Wszyscy wiedzieliśmy, że to ekipa o możliwościach większych, niż one pokazywały. Dla mnie wiosenna metamorfoza Podbeskidzia nie jest aż tak wielkim zaskoczeniem. Ich potencjał bowiem znacząco różnił się od tego, co pokazywał na boisku i jakie wyniki osiągał. Prawdziwsza twarz Podbeskidzia to ta, którą zaprezentowali wiosną. Przyjście trenera Michniewicza dało jeszcze dodatkowy bodziec i blask tym bielszczanom. Czesiu potrafi dodać skrzydeł i zmotywować zespół. Ich umiejętności jednak nie różnią się specjalnie od tych, które mają wyżej notowani rywale. Dobrą robotę w Podbeskidziu wykonuje Robert Demjan. "Górale" akurat - w odniesieniu do Górnika i Ruchu, którzy pozbyli się swoich snajperów - mają takiego człowieka, który strzela w meczach, w których powinien strzelać. Ten napastnik nie zawodzi i wciąż daje nadzieje na punkty i utrzymanie w lidze. A to jest możliwe jeśli tylko bielszczanie wytrzymają fizycznie. Oglądałem mecze Podbeskidzia w telewizji i uważam, że jeśli nadal będą się tak prezentowali kondycyjnie, to sprawią niespodziankę całej piłkarskiej Polsce.
Byłaby to prawdziwa definicja piękna sportu i powiedzenia "dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą"...
- Dokładnie tak. Nie tylko oglądamy mecze drużyn najsilniejszych i emocjonujemy się ich grą i wynikami... ale ciekawe są również starcia ekip, które walczą w swoją szansę. Podobną historię prezentuje Bełchatów - wprawdzie nie śląski, ale górniczy - który wiosną także próbuje walczyć o swoje i prezentuje się solidnie. Remisuje, zdarza mu się zwyciężać... Oni również mają jeszcze szanse. Dlatego warto walczyć, warto się starać i wierzyć w to, że można "przenosić" przysłowiowe góry. A bielszczanie to w końcu "Górale", więc zaczęli to robić.
"Górali" czeka mecz z targaną wewnętrznymi problemami Polonią Warszawa. Trener Czesław Michniewicz głośno jednak ostrzega przed lekceważeniem "Czarnych Koszul", bo wciąż mają w swoich szeregach groźnych zawodników. Kto tak naprawdę jest faworytem tego spotkania?
- Na pewno bielszczanie mają tę przewagę, że są bardziej zmotywowani i bardziej potrzebują punktów. Na mecz z Polonią wyjdą jak na wojnę. To spory atut Podbeskidzia, że oni muszą wygrać ten mecz nawet kosztem przysłowiowych "trupów". O Polonii sporo czytamy. Znamy wypowiedzi trenera, zawodników... wiemy, że klub nie zapewnia drużynie komfortu przygotowań i spokoju psychicznego. Warszawiacy są zdani sami na siebie. Jednak z nimi jest jak z koniem, który już leży i umiera... ale jeszcze kopie, gdy do niego się podchodzi. Po obejrzeniu ostatniego meczu Polonii w Kielcach, muszę stwierdzić, że "Czarnym Koszulom" należy się spory szacunek. Potencjał w tej drużynie jest i warszawiacy bardzo chcieli zdobyć tam dobry wynik. Prowadzili niemal przez cały mecz... i widać było, że bardzo chcą. Nie udało im się wygrać, ale pozostawili po sobie dobre wrażenie. Do Polonii trzeba więc podchodzić w pełni skoncentrowanym, bo inaczej "Czarne Koszule" skarcą tych, którzy ich zlekceważyli.

Rozmawiał Maciej Smolewski