Jan Woś podziwia i podgląda pracę Waldemara Fornalika
26.06.2011
Spekulowało się, że były kapitan Odry Wodzisław Śląski pojawił się w Chorzowie tylko i wyłącznie ze względu na testy Bartosza Glińskiego. Młody zawodnik Skry jest sprawdzany przy Cichej.
- Pamiętam, że kiedy ja dołączyłem do Ruchu, moje umiejętności bardzo szybko wzrosły. Mimo upływu lat, wciąż widzę, że kiedy ktoś przyjeżdża na Cichą, po pewnym czasie staje się lepszym zawodnikiem - mówi Woś.
- Owszem, obserwowałem Bartka, ale to nie wszystko. Można moją wizytację nazwać odbyciem warsztatów. Chcę nawiązać współpracę ze sztabem szkoleniowym "Niebieskich". Widząc, jaką wykonują pracę, wiem, że są ludźmi, którzy mogą mi pomóc na nowej drodze - dodaje Jan Woś.
Skąd w ogóle wziął się jego pomysł, aby "na poważnie" zająć się trenowaniem? W przeszłości Woś miał styczność z rolą taktyka w Odrze Wodzisław Śląski, kiedy to pod swoją opiekę dostał juniorów rocznika 1991. - Jestem związany z futbolem i innej opcji dla siebie nie widzę. Skoro kontuzje i wiek nie pozwoliły mi kontynuować kariery zawodniczej, to skupię się na trenowaniu. Choć muszę przyznać - to twardy orzech do zgryzienia - dodaje trener Skry.
Jakie są różnice między byciem piłkarzem, a szkoleniowcem? - Gracz ma piękne życie. Jeśli dostał od Bozi talent, to może go spokojnie rozwijać, skupić się na swojej beztroskiej pasji. Jedynie co musi, to dobrze prezentować się na murawie i słuchać trenera - podkreśla Woś.
- Inaczej jest z trenerem. Budzisz się rano, już rozmyślasz, jaką taktykę dobrać, kogo wstawić do składu. Jeśli jeden zawodnik zagra kosztem drugiego, czy ten zdjęty nie będzie pokrzywdzony. Ponadto ciągle trzeba się doszkalać i dokształcać. Szkoleniowiec nie może stanąć w miejscu, bo nie osiągnie sukcesu. Zdecydowanie trudniej być trenerem niż piłkarzem - dodaje.
- Pamiętam, że kiedy ja dołączyłem do Ruchu, moje umiejętności bardzo szybko wzrosły. Mimo upływu lat, wciąż widzę, że kiedy ktoś przyjeżdża na Cichą, po pewnym czasie staje się lepszym zawodnikiem - mówi Woś.
- Owszem, obserwowałem Bartka, ale to nie wszystko. Można moją wizytację nazwać odbyciem warsztatów. Chcę nawiązać współpracę ze sztabem szkoleniowym "Niebieskich". Widząc, jaką wykonują pracę, wiem, że są ludźmi, którzy mogą mi pomóc na nowej drodze - dodaje Jan Woś.
Skąd w ogóle wziął się jego pomysł, aby "na poważnie" zająć się trenowaniem? W przeszłości Woś miał styczność z rolą taktyka w Odrze Wodzisław Śląski, kiedy to pod swoją opiekę dostał juniorów rocznika 1991. - Jestem związany z futbolem i innej opcji dla siebie nie widzę. Skoro kontuzje i wiek nie pozwoliły mi kontynuować kariery zawodniczej, to skupię się na trenowaniu. Choć muszę przyznać - to twardy orzech do zgryzienia - dodaje trener Skry.
Jakie są różnice między byciem piłkarzem, a szkoleniowcem? - Gracz ma piękne życie. Jeśli dostał od Bozi talent, to może go spokojnie rozwijać, skupić się na swojej beztroskiej pasji. Jedynie co musi, to dobrze prezentować się na murawie i słuchać trenera - podkreśla Woś.
- Inaczej jest z trenerem. Budzisz się rano, już rozmyślasz, jaką taktykę dobrać, kogo wstawić do składu. Jeśli jeden zawodnik zagra kosztem drugiego, czy ten zdjęty nie będzie pokrzywdzony. Ponadto ciągle trzeba się doszkalać i dokształcać. Szkoleniowiec nie może stanąć w miejscu, bo nie osiągnie sukcesu. Zdecydowanie trudniej być trenerem niż piłkarzem - dodaje.
Polecane
Ekstraklasa