Jan Kocian: Medal, jak mistrzostwo

04.06.2014
Miejsce chorzowskiego Ruchu na ekstraklasowym podium to bez wątpienia sporej rangi osiągnięcie. Świadomość sukcesu ma szkoleniowiec „Niebieskich”, Jan Kocian.
Norbert Barczyk/Press Focus
- Gdy został pan nominowany do nagrody dla Trenera Sezonu czuł pan się faworytem? Tylko szczerze!
Jan Kocian: Proszę mi uwierzyć, że naprawdę nie przypuszczałem, że to ja zostanę wybrany. Proszę spojrzeć, z kim rywalizowałem. Trener Berg wygrywa gładko mistrzostwo z Legią, trener Tarasiewicz zdobywa z Zawiszą historyczny Puchar Polski. A my? Skromny brązowy medal.

- Teraz to pan żartuje. Przecież Ruch jeszcze niedawno był na dnie ligowej tabeli...
J.K.: Nie no, oczywiście zgadza się. Słyszałem, że Łukasz Surma powiedział, że dla niego ten brąz z Ruchem, to jak mistrzostwo Polski. Ja się z nim zgadzam w stu procentach. Proszę zobaczyć jaki mamy stadion, w jakich warunkach pracujemy i gdzie był Ruch gdy przychodziłem. To naprawdę jest coś niesamowitego, aż trudno w to uwierzyć i racjonalnie wytłumaczyć.

- To pana osobisty największy sukces?
J.K.: Jako trenera z pewnością, bo nigdy nie byłem w czołówce ligi. Dla mnie to coś nowego i niesamowitego. Gdy byłem piłkarzem to w 1990 roku zostałem najlepszym zawodnikiem na Słowacji. Więcej pracy wymagał ten obecny sukces, bo gdy jesteś piłkarzem, to wiele zależy od ciebie. W pracy trenera na wyniki ma wpływ wiele czynników, a poza tym pracowałem w zupełnie nowym dla mnie kraju. Na część z nich nie mam wpływu. Radość z sukcesu jednak zawsze dobrze smakuje.

- W Chorzowie wszyscy porównują pana do Waldemara Fornalika. Puchary, nagrodę dla najlepszego trenera już pan ma. Teraz kadra?
J.K.: (śmiech) Nie no tak daleko nie wybiegam w przyszłość. Teraz skupiam się na pracy w Ruchu. Zdaję sobie sprawę, że kibice mają w pamięci trenera Fornalika. W ogóle to bardzo mnie on zaskoczył, gdyż sam przedzwonił i pogratulował brązowego medalu i indywidualnej nagrody. Przyznał, że bardzo się cieszy i trzyma kciuku za drużynę w europejskich pucharach.

- Z niezbyt liczną kadrą obawy przed pucharami nie są bezpodstawne...
J.K.: Zgadzam się. Praktycznie przez cały sezon graliśmy dwunastoma, trzynastoma zawodnikami. Pod koniec sezonu było widać po mojej drużynie, że ma już dość. Dlatego w miarę naszych możliwości musimy dokonać kilku wzmocnień, muszą być zmiennicy i rywalizacja na wszystkich pozycjach. Musimy podnieść jakość zespołu. Nie chcemy nowych piłkarzy tylko po to, aby liczba się zgadzała. Nowi gracze muszą realnie pomóc zespołowi.

Obszerny wywiad na łamach Sportu.
źródło: SPORT/SportSlaski.pl

Przeczytaj również