Jan Kocian – 384 dni na „Niebiesko”

06.10.2014
19 września 2013 roku. Chorzowski Ruch dołuje w tabeli Ekstraklasy. Widmo spadku coraz wyraźniej zagląda w oczy „Niebieskim”. Czarę goryczy przelewa klęska 0:6 z Jagiellonią Białystok. Wtedy na ratunek przybywa trener nie mający jakiegokolwiek doświadczenia z pracy w Polsce – Jan Kocian.
Norbert Barczyk/pressfocus.pl
Słowak jest wówczas znany w naszym kraju. Ale jako kapitan reprezentacji Czechosłowacji na Mundialu we Włoszech z 1990 roku. Także jako szkoleniowiec słowackiej kadry lub asystent trenera reprezentacji Austrii. Ci bardziej obeznani wiedzą, że niedawno pracował w... Chinach. Jak taka osoba odnajdzie się w specyficznym światku naszej Ekstraklasy?

Okazało się, że odnalazła się świetnie. Kocian szybko oddalił widmo relegacji „Niebieskich” z grona najlepszych. Na półmetku rozgrywek Ruch był już siódmy. Po 30 meczach wylądował na trzeciej pozycji z dużymi szansami na walkę o podium. I rzeczywiście, finisz rozgrywek był dla chorzowian wielkim sukcesem. Brązowe medale zawisły na piersiach „Niebieskich”, a słowacki trener – zbawca całkiem słusznie uznany został wtedy najlepszym szkoleniowcem T-Mobile Ekstraklasy.

Wielki wpływ miały na to takie mecze jak ten wygrany w Wielkich Derbach Śląska z Górnikiem 2:1, czy też tryumf nad Legią w Warszawie, trzy kolejki przed końcem sezonu 2013/14. Później nadeszła letnia przerwa w rozgrywkach, transfery i kolejny sukces – niezwykle udane występy w eliminacjach do Ligi Europy, gdzie Ruch, w konfrontacji z silnymi rywalami, był o krok od awansu do fazy grupowej tych zmagań.

Dziś Kocian żegna się z Chorzowem. Po kilku nieudanych występach w Ekstraklasie. Historia osądzi czy decyzja zarządu „Niebieskich” jest słuszna i nie nazbyt pochopna. Słowak kończy pracę z dorobkiem 48 oficjalnych meczów w barwach Ruchu. 17 z nich zakończyło się wygranymi, tyleż samo podziałem punktów. Do tego dochodzi 14 porażek. Stosunek bramek niemalże remisowy: 56 do 57. Czy to są liczby kwalifikujące trenera do rozwiązania z nim kontraktu? Zdecydujcie Państwo sami.
źródło: sportslaski.pl
autor: Miłosz Karski

Przeczytaj również