Jakub Szumski: W Piaście Gliwice nie było żadnej rywalizacji
07.06.2013
Z Jakubem Szumskim porozmawialiśmy tuż po meczu Polska U-21 - Malta U-21, w którym bramkarz Piasta nie puścił gola.
Takie mecze jak ten z Maltą chyba nie są najłatwiejsze dla bramkarza?
Jakub Szumski, bramkarz Piasta Gliwice i reprezentacji Polski U-21: - No tak, takie spotkania są ciężkie dla bramkarzy, bo stoi się cały czas samemu i nigdy nie wiadomo, co się za chwilę może zdarzyć. W drugiej połowie Maltańczycy wyjechali z kilkoma groźnymi kontrami. Nie oddali strzałów, ale też mogło być groźniej. Od dziecka miałem jednak ten komfort, jeśli chodzi o takie mecze. Gdy grałem w Legii w drużynach juniorskich, często było tak, że dominowaliśmy na boisku i pracy było mało, a jak już była, to trzeba było być do końca skoncentrowanym, by pomóc drużynie. To bardzo ważne, żeby nie stracić w takich momentach przewagi jakiejś głupiej bramki. To się w tym meczu udało i z tego się cieszymy.
W Piaście przez większość sezonu byłeś rezerwowym, a twój reprezentacyjny rywal Rafał Leszczyński cały czas grał w Dolcanie Ząbki. Nie zaskoczyło cię, że w meczu o punkty trener postawił akurat na ciebie?
- Nie, nie było to dla mnie zaskoczeniem, bo uważam, że dobrze się prezentowałem na treningach. To też nie jest pierwsze spotkanie naszej kadry, a bodajże czwarte. Czułem, że na treningach wywalczyłem sobie dość mocną pozycję i widziałem, że trener mi ufa. To, że Rafał grał, to fajnie. Super dla niego. Cieszę się, że coraz więcej młodych bramkarzy dostaje swoją szansę. Ja jeszcze jej nie dostałem, ale mam nadzieję, że jeszcze nadejdzie mój czas i ktoś tak, jak trener Dorna, wyciągnie do mnie rękę i da mi szansę, bo w końcu na nią zasługuję.
Jak tak patrzyłeś na poczynania twoich kolegów, to chyba zaczynało się już robić nerwowo? 85 minuta i dalej było 0-0...
- Tak, strasznie się nadenerwowałem w tym meczu, ale na szczęście ten balon w końcu pękł. Działy się pod bramką Maltańczyków już rzeczy naprawdę niebywałe. Najważniejsze jest to, że wierzyliśmy do końca i strzeliliśmy gola w tej 87. minucie. Duży kamień z serca. Nie spodziewałem się, że będę się aż tak cieszył po tej pierwszej bramce. Myślałem, że zrobimy to trochę spokojniej, ale widzieliśmy, że to nie była przypadkowa grupa ludzi, tylko drużyna, która postawiła nam ciężkie warunki. Chwała nam za to, że do końca wierzyliśmy, że wygramy.
Przyznasz jednak chyba, że teraz poprzeczka znacznie powędruje w górę? Macie w grupie Turcję, Szwecję, Grecję.
- Początki są zawsze trudne. A poza tym, tak jak trener powiedział w szatni po meczu: sukces rodzi się w bólach. Może u nas będzie tak samo? Ciężki początek, a potem zrobimy w końcu coś ciekawego w młodzieżowej piłce. Kto wie?
Powiedz, czy wiesz już coś na temat swojej przyszłości klubowej? Zostajesz w Piaście czy wracasz do Legii?
- Nic mi o tym nie wiadomo. Skończył się sezon, okienko się dopiero zaczyna i sam usilnie się nad tym wszystkim zastanawiam. Ale przede wszystkim skupiam się teraz na tym, żeby wyglądać jak najlepiej na zgrupowaniu. Być może zostanę w Piaście, być może będę szukał jeszcze innego klubu. Wiadomo, jaka jest sytuacja w Gliwicach. Przez rok nie dostałem szansy i nie jest wcale powiedziane, że teraz dostanę. Uważam, że w drugiej rundzie nie było już w zasadzie rywalizacji. A bardzo tego potrzebuję, bo to sprawia, że mogę się rozwijać. Zobaczymy, jakie będą decyzje. Na razie prowadzimy rozmowy i mam nadzieję, że mecze reprezentacji też pomogą mi ustatkować swoją pozycję po okienku transferowym, bo najwyższy czas, żeby zacząć gdzieś już grać.
Powiedziałeś, że w Piaście nie było rywalizacji. To oznacza, że z góry było wiadomo, kto zagra? Tak to odbierać?
- No tak, dokładnie. Ja pracowałem cały czas do końca, bo wiedziałem, że mam też zgrupowanie po sezonie. Często w takich sytuacjach, kiedy wiedziałem, że nie mam szans na grę, czego bym nie zrobił na treningach - a uważam, że całkiem nieźle wyglądałem - przychodzą jakieś chwile załamania. Ale ja wiedziałem, że mam swoją robotę do wykonania, żeby dać sobie radę na zgrupowaniu kadry U-21. Końcówka sezonu to właściwie była moja indywidualna praca, żeby jak najlepiej się zaprezentować w kadrze, a nie po to, by walczyć o miejsce w składzie, bo wiedziałem, że czegokolwiek bym nie zrobił, za wiele to nie da...
Debiutowałeś niedaleko, bo na stadionie Wisły Kraków. Zagrałeś tam dobry mecz. To jest ten moment, w którym mogłeś dostać szansę, a jej nie dostałeś? O to masz żal?
- Ten mecz dał mi bardzo dużo. To był mój początek i wyszło wszystko fajnie. Wiem, że teraz kolejne spotkanie w lidze, będzie już tym następnym, a nie pierwszym. Będę już do niego na pewno podchodził spokojniej. Tak się złożyło, że w Krakowie w tej rundzie dostałem dwie szanse i oba mecze wygraliśmy.
Rozmawiał Michał Trela.
Takie mecze jak ten z Maltą chyba nie są najłatwiejsze dla bramkarza?
Jakub Szumski, bramkarz Piasta Gliwice i reprezentacji Polski U-21: - No tak, takie spotkania są ciężkie dla bramkarzy, bo stoi się cały czas samemu i nigdy nie wiadomo, co się za chwilę może zdarzyć. W drugiej połowie Maltańczycy wyjechali z kilkoma groźnymi kontrami. Nie oddali strzałów, ale też mogło być groźniej. Od dziecka miałem jednak ten komfort, jeśli chodzi o takie mecze. Gdy grałem w Legii w drużynach juniorskich, często było tak, że dominowaliśmy na boisku i pracy było mało, a jak już była, to trzeba było być do końca skoncentrowanym, by pomóc drużynie. To bardzo ważne, żeby nie stracić w takich momentach przewagi jakiejś głupiej bramki. To się w tym meczu udało i z tego się cieszymy.
W Piaście przez większość sezonu byłeś rezerwowym, a twój reprezentacyjny rywal Rafał Leszczyński cały czas grał w Dolcanie Ząbki. Nie zaskoczyło cię, że w meczu o punkty trener postawił akurat na ciebie?
- Nie, nie było to dla mnie zaskoczeniem, bo uważam, że dobrze się prezentowałem na treningach. To też nie jest pierwsze spotkanie naszej kadry, a bodajże czwarte. Czułem, że na treningach wywalczyłem sobie dość mocną pozycję i widziałem, że trener mi ufa. To, że Rafał grał, to fajnie. Super dla niego. Cieszę się, że coraz więcej młodych bramkarzy dostaje swoją szansę. Ja jeszcze jej nie dostałem, ale mam nadzieję, że jeszcze nadejdzie mój czas i ktoś tak, jak trener Dorna, wyciągnie do mnie rękę i da mi szansę, bo w końcu na nią zasługuję.
Jak tak patrzyłeś na poczynania twoich kolegów, to chyba zaczynało się już robić nerwowo? 85 minuta i dalej było 0-0...
- Tak, strasznie się nadenerwowałem w tym meczu, ale na szczęście ten balon w końcu pękł. Działy się pod bramką Maltańczyków już rzeczy naprawdę niebywałe. Najważniejsze jest to, że wierzyliśmy do końca i strzeliliśmy gola w tej 87. minucie. Duży kamień z serca. Nie spodziewałem się, że będę się aż tak cieszył po tej pierwszej bramce. Myślałem, że zrobimy to trochę spokojniej, ale widzieliśmy, że to nie była przypadkowa grupa ludzi, tylko drużyna, która postawiła nam ciężkie warunki. Chwała nam za to, że do końca wierzyliśmy, że wygramy.
Przyznasz jednak chyba, że teraz poprzeczka znacznie powędruje w górę? Macie w grupie Turcję, Szwecję, Grecję.
- Początki są zawsze trudne. A poza tym, tak jak trener powiedział w szatni po meczu: sukces rodzi się w bólach. Może u nas będzie tak samo? Ciężki początek, a potem zrobimy w końcu coś ciekawego w młodzieżowej piłce. Kto wie?
Powiedz, czy wiesz już coś na temat swojej przyszłości klubowej? Zostajesz w Piaście czy wracasz do Legii?
- Nic mi o tym nie wiadomo. Skończył się sezon, okienko się dopiero zaczyna i sam usilnie się nad tym wszystkim zastanawiam. Ale przede wszystkim skupiam się teraz na tym, żeby wyglądać jak najlepiej na zgrupowaniu. Być może zostanę w Piaście, być może będę szukał jeszcze innego klubu. Wiadomo, jaka jest sytuacja w Gliwicach. Przez rok nie dostałem szansy i nie jest wcale powiedziane, że teraz dostanę. Uważam, że w drugiej rundzie nie było już w zasadzie rywalizacji. A bardzo tego potrzebuję, bo to sprawia, że mogę się rozwijać. Zobaczymy, jakie będą decyzje. Na razie prowadzimy rozmowy i mam nadzieję, że mecze reprezentacji też pomogą mi ustatkować swoją pozycję po okienku transferowym, bo najwyższy czas, żeby zacząć gdzieś już grać.
Powiedziałeś, że w Piaście nie było rywalizacji. To oznacza, że z góry było wiadomo, kto zagra? Tak to odbierać?
- No tak, dokładnie. Ja pracowałem cały czas do końca, bo wiedziałem, że mam też zgrupowanie po sezonie. Często w takich sytuacjach, kiedy wiedziałem, że nie mam szans na grę, czego bym nie zrobił na treningach - a uważam, że całkiem nieźle wyglądałem - przychodzą jakieś chwile załamania. Ale ja wiedziałem, że mam swoją robotę do wykonania, żeby dać sobie radę na zgrupowaniu kadry U-21. Końcówka sezonu to właściwie była moja indywidualna praca, żeby jak najlepiej się zaprezentować w kadrze, a nie po to, by walczyć o miejsce w składzie, bo wiedziałem, że czegokolwiek bym nie zrobił, za wiele to nie da...
Debiutowałeś niedaleko, bo na stadionie Wisły Kraków. Zagrałeś tam dobry mecz. To jest ten moment, w którym mogłeś dostać szansę, a jej nie dostałeś? O to masz żal?
- Ten mecz dał mi bardzo dużo. To był mój początek i wyszło wszystko fajnie. Wiem, że teraz kolejne spotkanie w lidze, będzie już tym następnym, a nie pierwszym. Będę już do niego na pewno podchodził spokojniej. Tak się złożyło, że w Krakowie w tej rundzie dostałem dwie szanse i oba mecze wygraliśmy.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów