"Jak się sypie, to się sypie w całości" - martwi się Robert Moskal

22.11.2009
Aż cztery bramki stracili ze Śląskiem piłkarze z Wodzisławia Śląskiego. - To blamaż w naszym wykonaniu. W pierwszej połowie grała tylko jedna drużyna - bił się w pierś Marcin Dymkowski.
- Ustalamy taktykę, a potem wszystko bierze w łeb. Zagraliśmy zbyt delikatnie, zupełnie odpuściliśmy. Przy jednym z goli na jeden zwód rywala nabrało się trzech moich graczy. Przecież to jest ekstraklasa... - irytował się Robert Moskal, który od początku swojej pracy z Odrą wpada na kolejne kłody pod nogami. - Niestety, często bywa tak, że jak coś się sypie, to w całości. W okresie, gdy mieliśmy dwa tygodnie wolnego i mogliśmy popracować, to 12 zawodników zachorowało na grypę. Przed meczem ze Śląskiem kontuzji doznał bramkarz Adam Stachowiak i musiał debiutować młody Michał Buchalik - wskazał.

Rezerwowy między słupkami, mimo tylu straconych goli, spisał się jednak dzielnie, bo... koledzy z linii obrony zadbali, aby miał sporo roboty. - Co tu dużo mówić, sami przyłożyliśmy rękę do tak srogiej porażki - nie krył Dymkowski. Na ten moment wraz z kolegami tworzy on najsłabszy zespół w całej lidze. - Mamy problem, bo nasza sytuacja w tabeli robi się coraz gorsza i czujemy dużą presję - przyznaje Mateusz Słodowy.

Co gorsza, wodzisławian czekają jeszcze trzy mecze z silnymi rywalami. - Wolałbym, by te dwie kolejki z wiosny nie były rozgrywane w tym roku - szczerze wyznał trener Robert Moskal.
źródło: SportSlaski.pl / slasknet.com

Przeczytaj również