Jacek Zieliński: To nie wina Marka Zieńczuka, że nie wygraliśmy!
15.09.2012
- Mieliśmy swoje plany i marzenia. A mamy duży niedosyt. Cóż, trzeba grać dalej, bo liga dopiero się zaczyna - podkreślił szkoleniowiec, który dziś po raz pierwszy poprowadził Ruch.
- Początek meczu był w naszym wykonaniu średni. Straciliśmy bramkę i graliśmy nieporadnie. Po wyrównaniu wydawało się, że bramka do szatni wpłynie na nas pozytywnie. Po przerwie momenty w naszej grze były lepsze. Próbowaliśmy robić to, co ćwiczyliśmy na treningach. Szybciej operowaliśmy piłką, rozgrywaliśmy ją do boku, lecz brakowało wykończenia. Solidniej prezentowaliśmy się w defensywie, nie popełnialiśmy już tylu błędów - wyliczał Jacek Zieliński.
Czego zabrakło, by odnieść zwycięstwo? - Przełamania pewnego standardu w rozegraniu piłki. W takich meczach trzeba zaryzykować jednym, drugim podaniem, które może zostać przecięte lub może zaskoczyć rywali. My skupiliśmy się zaś na tym, by piłki przede wszystkim nie stracić - wskazywał.
Kluczowym momentem spotkania był niewykorzystany rzut karny. - Ten moment powinien był przeważyć losy. Nie winię jednak Marka Zieńczuka. Nie tacy zawodnicy się mylili. Kto wykona następną jedenastkę? To na ten moment nasz najmniejszy problem. Mamy tydzień czasu, by się zastanowić. Jest pewna hierarchia w zespole, na jej czele są zawodnicy, którzy najlepiej wykonują rzuty karne na treningach. Ćwiczyliśmy je choćby... wczoraj. Marek trafiał. Szkoda, że dziś ta sztuka mu się nie udała. Podkreślę jednak - to nie wina Marka, że dziś nie wygraliśmy - zaakcentował Jacek Zieliński.
- Początek meczu był w naszym wykonaniu średni. Straciliśmy bramkę i graliśmy nieporadnie. Po wyrównaniu wydawało się, że bramka do szatni wpłynie na nas pozytywnie. Po przerwie momenty w naszej grze były lepsze. Próbowaliśmy robić to, co ćwiczyliśmy na treningach. Szybciej operowaliśmy piłką, rozgrywaliśmy ją do boku, lecz brakowało wykończenia. Solidniej prezentowaliśmy się w defensywie, nie popełnialiśmy już tylu błędów - wyliczał Jacek Zieliński.
Czego zabrakło, by odnieść zwycięstwo? - Przełamania pewnego standardu w rozegraniu piłki. W takich meczach trzeba zaryzykować jednym, drugim podaniem, które może zostać przecięte lub może zaskoczyć rywali. My skupiliśmy się zaś na tym, by piłki przede wszystkim nie stracić - wskazywał.
Kluczowym momentem spotkania był niewykorzystany rzut karny. - Ten moment powinien był przeważyć losy. Nie winię jednak Marka Zieńczuka. Nie tacy zawodnicy się mylili. Kto wykona następną jedenastkę? To na ten moment nasz najmniejszy problem. Mamy tydzień czasu, by się zastanowić. Jest pewna hierarchia w zespole, na jej czele są zawodnicy, którzy najlepiej wykonują rzuty karne na treningach. Ćwiczyliśmy je choćby... wczoraj. Marek trafiał. Szkoda, że dziś ta sztuka mu się nie udała. Podkreślę jednak - to nie wina Marka, że dziś nie wygraliśmy - zaakcentował Jacek Zieliński.
Polecane
Ekstraklasa