Jacek Zieliński: To będzie sezon rekompensaty dla naszych kibiców

20.07.2013
- Zdajemy sobie sprawę, że po wiosennych meczach mamy mocno nadszarpnięte zaufanie u naszych kibiców, dlatego w nowym sezonie będziemy chcieli spłacić zaciągnięty kredyt - mówi Jacek Zieliński.
Ruch Chorzów - obok Widzewa Łódź - jest bodaj najczęściej wymienianym kandydatem do spadku z ekstraklasy w nowym sezonie. Trener Jacek Zieliński się tym jednak nie przejmuje. - To problem ekspertów, nie nasz. My sobie tym głowy nie zaprzątamy, dywagacje fachowców nie pętają nam nóg. Mamy swój plan na ten sezon, swoje ambicje, które sprowadzają się do zajęcia miejsce w pierwszej ósemce ligi po zakończeniu fazy zasadniczej. Zdajemy sobie sprawę, że po wiosennych meczach mamy mocno nadszarpnięte zaufanie u naszych kibiców, dlatego w nowym sezonie będziemy chcieli spłacić zaciągnięty kredyt. Mam nadzieję, że będzie to sezon rekompensaty dla naszych kibiców za to, co pokazywaliśmy jesienią ubiegłego roku i na wiosnę - przyznaje.

W jutrzejszym meczu z Lechem może się pojawić kilku debiutantów nie tylko w Ruchu, ale w ogóle w ekstraklasie. Mogą do nich należeć Bartosz Brodziński, Daniel Dziwniel czy Bartłomiej Babiarz. Jak sobie poradzą z presją? - Rozmawiałem o tym z "Babim" i on bardzo fajnie do tego podchodzi. Zdradził mi, że przed meczem nie czuje zwykle stresu. Ten pojawia się dopiero na 2-3 godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego, ale już w trakcie gry szybko mija. Poradziłem mu, by nie bał się tego stanu, bo to nie jest wbrew pozorom zła oznaka, a sygnał, że organizm jest przygotowany do nowego wyzwania. Tak mają młodzi i starzy, dlatego nie wierzę tym doświadczonym zawodnikom, którzy twierdzą, że nie czują adrenaliny przed meczem. Oczywiście nie może być tej tremy za dużo, trzeba nad stresem panować. Ja swój debiut w 1996 roku w Wiśle Kraków przeciwko GKS-owi Bełchatów bardzo przeżywałem. Dlatego choć minęło już tyle lat od tego mecz, nigdy tego uczucia nie zapomniałem - mówi Łukasz Surma, nowy pomocnik Ruchu, który w ekstraklasie grał już ponad 400 razy.

Natomiast Leszek Dyja, trener przygotowania fizycznego Ruchu, nie widzi tolerancji dla tych, którzy nie wytrzymają psychicznie. - Każdy indywidualnie przeżywa takie chwile, ale nie można na tym poziomie sportowym patrzeć, czy zawodnik jest wystraszony, czy nie. Na tym poziomie nie ma miejsca dla słabych psychicznie. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że jak się spalę, nie udźwignę ciężaru, to następnej szansy może już nie być. Naturalnie jak zawodnik dobrze się czuje, jest dobrze przygotowany do sezonu, to jego pewność siebie jest zdecydowanie większa. Poza tym piłka nożna jest grą zespołową. Nie wierzę, że na początku starsi, doświadczeni zawodnicy nie otoczą młodszych kolegów troskliwą opieką na boisku i z tolerancją należną debiutantom poszerzą im trochę margines błędów - mówi dziennikowi "Sport".
źródło: Sport

Przeczytaj również