Jacek Trzeciak: Nigdy nie wymówię słów "Polonia" i "spadek" obok siebie
Podsumowujemy jesień w wykonaniu naszych drużyn w I lidze, na pierwszy ogień idzie Polonia Bytom...
- A, czyli zaczynacie od końca (śmiech)?
Dokładnie tak. Stąd pytanie - czy ta runda, w wykonaniu Polonii Bytom, mogła być jeszcze gorsza?
- Nie. To chyba była najgorsza runda w historii klubu. Gorzej już być nie mogło.
Zanotowaliście fatalne wyniki sportowe, a na dodatek pech was nie opuszczał...
- Ja mówię o całokształcie, o wynikach, o pechu, o dziwnych kontuzjach. Naprawdę, ciężko jest mi sobie wyobrazić gorszą rundę dla Polonii.
Słyszę frustrację w twoim głosie. Stąd te wszystkie cierpkie słowa, które usłyszeliśmy w związku z Polonią w tym sezonie? Mówię o tej wypowiedzi Marka Chojnackiego, który krytykował materiał ludzki i rykoszetem dostało się też drużynie z Bytomia, przypominam twoją rozmowę o parówkach z Weszło.com, czy wypowiedź o tym, że ktoś powinien zmienić pracę "jeśli nie spodziewa się piłki w szesnastce"...
- Po kolei... Do słów Marka Chojnackiego trudno jest mi się odnosić, bo - jak już powiedziałem wcześniej - nie mogłem rozpoczynać swojej pracy od narzekania. Co do parówek to - gdy zobaczyłem jak odżywiają się piłkarze - to byłem w szoku i wpadłem w furię. Później jednak zacząłem się zastanawiać i naszła mnie refleksja, że oni nie mieli prawa wiedzieć o tym jak się odpowiednio zachowywać. To byli chłopcy z juniorów i ciężko było wymagać od nich profesjonalizmu. To wszystko wynikało z ich nieświadomości i powiedziałem im, że zaczynamy wszystko od początku. Natomiast jeśli chodzi o to co powiedziałem o zdziwieniu zawodników na fakt, że piłka znalazła się w ich "szesnastce"... to nie wycofuje się z tych słów. Sorry, przecież jeden z drugim nie jest na boisku dlatego żeby pobiegać czy dlatego, że mu trener kazał. To wszystko musi się dziać z udziałem świadomości i to starałem się przekazać piłkarzom. Nie uderzałem w konkretnego zawodnika tylko mówiłem ogólnie.
- Ale prawdą jest to, że często te słowa były wyrazem frustracji i takim gorzkim śmiechem. Jest takie stare piłkarskie powiedzenie, że jeśli w meczu na trzy sytuacje, chociaż jedną powinno się wykorzystać. My czasami w spotkaniu mieliśmy pięć, sześć... a nawet siedem. I to nie stuprocentowych, ale dwustu! I ich nie wykorzystywaliśmy. Żeby zobrazować - często to były takie sytuacje, jaką ostatnio miał Sebastian Mila w meczu Śląska z Wisłą Kraków. Jak się nie trafia do pustej bramki, to co trener ma powiedzieć? Tym bardziej, że drużyna jest w takiej sytuacji, że musimy wykorzystywać każdą sytuację, a nie jedną na ileś. Jeśli jej nie wykorzystamy to rywal nas wypunktuje. Mamy na tyle młodą drużyną, że nie jesteśmy w stanie się obronić i jeśli nie będziemy mieli przewagi bramkowej, to nie wygramy.
Drużyna rzeczywiście młoda i nie oszukujmy się - taka, której brakuje umiejętności. Natomiast tą waleczność, boiskową determinację, chyba udało ci się w tych chłopakach zaszczepić? Mówię o tym w odniesieniu do pochwał, które trenerzy drużyn, z którym się mierzyliście, kierowali w waszą stronę.
- Myślę, że mogę mieć, i zresztą miałem, pretensję do swoich zawodników tylko za jeden mecz. Wtedy zaprezentowali samowolkę i bardzo mi się to nie podobało. Natomiast co do reszty spotkań - nie mam zastrzeżeń czy pretensji w sferze mentalnej. Jeśli przegrywaliśmy, to nie dlatego, że nie byliśmy zdeterminowani, a dlatego, że popełnialiśmy błędy. I to takie, których nie da się wyeliminować z dnia na dzień w młodej drużynie.
- A to, że nas trenerzy chwalili? To raczej kurtuazja... Miłe słowa, które punktów nam nie dają. Ale z drugiej strony - wskazują też drogę, którą powinniśmy zmierzać. Powiem szczerze, że wielokrotnie rozmawiałem z trenerami naszych rywali przed czy po spotkaniach, spędziłem z nimi na rozmowach naprawdę wiele godzin i mówili mi, że obawiali się spotkania z Polonią, bo to takie mecze z gatunku rywali, których łatwo zlekceważyć i łatwo stracić punkty. Mówili, że my momentami gramy dobrze, że nasza gra nie odzwierciedla pozycji w tabeli i oni również wskazywali na nieskuteczność pod bramką.
Spadek Polonii, która przecież jeszcze nie tak dawno występowała w Ekstraklasie, na pewno będzie bolesny dla regionu... ale mam wrażenie, że w Bytomiu wszyscy są pogodzeni z tą myślą i spodziewają się degradacji. Mówiąc wszyscy - mam na myśli drużynę, działaczy, kibiców.
- Nie wiem kto się spodziewa, zresztą nawet mnie to nie interesuje. Nie podejmuję rozmów na temat spadku Polonii Bytom z I ligi. Jeśli słyszę, że ktoś rozpoczyna ten temat - bez słowa wychodzę z pokoju. Wszyscy wiedzą jaka jest sytuacja. Matematyki się nie oszuka. Dwa plus dwa zawsze jest cztery. Natomiast gram tyle lat w piłkę i dla mnie ten sport, oprócz korzyści duchowych - dobrego samopoczucia, wiele mnie również nauczyła. Mówię o szacunku do przeciwnika, walki, zaangażowania i oddania całego serca temu, co się robi. Te wartości staram się przenieść teraz na niwę trenerską. Dopóki będzie istniała dla Polonii matematyczna szansa na utrzymanie - ja w nią nie zwątpię. W sporcie wszystko jest możliwe, a w piłce tym bardziej. Ja nigdy się nie poddam, wolę wylecieć z hukiem niż złożyć rękawice. Myślę, że tego się można spodziewać po mnie. Wielkim piłkarzem nigdy nie byłem, ale nikt nigdy nie mógł mi zarzucić braku serducha do gry. Tak mi zostało do dziś, w życiu codziennym i mojej pracy.
To bardzo budujące co mówisz, ale chyba trzeba być realistą - tą drużyną, którą macie obecnie, nie utrzymacie I ligi. Sytuację natomiast jeszcze dodatkowo komplikuje zakaz transferowy, który na was ciąży. Wiem, że prezes i dyrektor walczą o zniesienie go, ale z drugiej strony - zapowiadają, że zimą rewolucji w składzie Polonii nie będzie.
- Na pewno zakaz utrzyma się do grudnia... ale nie wiem jakie są szanse na jego całkowite zniesienie. Nie zgłębiam tej kwestii. Jestem przygotowany na wariant "beztransferowy", czyli rozpoczęcia wiosny z tą kadrą, którą posiadam obecnie i na razie będę go realizował.
Ale dla mnie komunikat działaczy o braku większych zmian w kadrze Polonii to powiedzenie "ok, poddajemy się. Polonia spada".
- Może się poddali. Ja jutro widzę się z prezesem i sobie porozmawiamy na spokojnie, wyjaśnimy swoje wizje. Na pewno na łamach prasy nie będę rozstrzygał tych kwestii. Ze swojej strony mogę jedynie zadeklarować, że ja nie poddałem się w walce o utrzymanie.
Dramatyczna walka o utrzymanie... Twoja przygoda z trenerką nie rozpoczęła się chyba tak, jak sobie wymarzyłeś... Przedstawię więc scenariusz - Polonia spada. Trzeciak zostaje w Bytomiu i walczy o awans z II do I ligi?
- Nie. Nie namówisz mnie na taką dywagację. Polonia nie spada i Trzeciak dalej zostaje w Polonii jako trener. Scenariuszy podobnych temu, które teraz przedstawiasz - nie biorę pod uwagę. Nie myślę o nich. Nawet przez sekundę.
Nie ma szans, żeby Jacek Trzeciak wymówił słowa "Polonia Bytom" i "spadek" obok siebie?
- Nie ma takiej możliwości. Z moich ust tego nie usłyszycie. To, że teraz o tym mówię, jest tylko i wyłącznie wyrazem dobrej woli i koleżeństwa. Nie wypowiem jednak tych dwóch słów obok siebie. Jestem takim skur... skurczybykiem, który nigdy się nie poddaje.
Rozmawiał Maciej Smolewski