Jacek Trzeciak: Nazywam tych, którzy zostali "megakozaczkami"

10.03.2013
- Nie, nie, nie. Nigdy nie powiedziałem, że mamy realne szanse się utrzymać. Mówiłem tylko, że będziemy walczyć o to, by wygrywać mecze. Sytuacja jest bardzo ciężka, ale jestem optymistą - mówi Jacek Trzeciak.
Jak nastrój u pana i w drużynie przed startem rundy wiosennej, która zapowiada się bardzo ciężko?

Jacek Trzeciak, trener Polonii Bytom: - Nie, dlaczego? Po co od razu mówić, że się ciężko zapowiada?

Bo trzeba zdobyć dużo punktów, by w ogóle myśleć o utrzymaniu. Bardzo dużo.

- No, tak, ale trzeba podchodzić optymistycznie. Nieistotne, ile się ma punktów. Przed nami wiele ciężkich meczów, a każdy jest dla nas megaważny. Ja i chłopaki dokładnie tak do tego podchodzimy.

A skąd pan ten optymizm czerpie? Może pan zdradzić?

- Jestem po prostu życiowym optymistą. I takie sytuacje, jak w tej chwili nie są mnie zdołować.

Ale patrząc racjonalnie, myśli pan, że jest jakakolwiek szansa się utrzymać? Bo tak pan często mówi...

- Nie, nie, nie. Nigdy nie powiedziałem czegoś takiego. Powiedziałem, że zawsze będziemy walczyć o to, by wygrywać mecze. Jeżeli chodzi o szanse na utrzymanie - to kwestia rundy. Jak nam się uda. To, że niektórzy potrafią zdobyć w rundzie 30 punktów, to nie znaczy, że my nie potrafimy. Dokładnie tak do tego będę podchodził, choć zdaję sobie sprawę, że sytuacja jest bardzo ciężka.

Proszę powiedzieć, jak pan ocenia zimę w waszym wykonaniu? Sparingi, to, co się udało zrobić, tak zbiorczo.

- Przez większą część rundy miałem dość małą ilość zawodników i dlatego zaplanowałem sobie na zimę sporo sparingów. Myślałem, że chłopcy, którzy mają nas zasilić, przyjdą wcześniej i będzie potrzebne zgranie, ale nie do końca to wyszło. Niestety, większość chłopaków przychodziła pod koniec okresu przygotowawczego i wiele sparingów musiałem grać okrojoną ilością zawodników. Natomiast jeżeli chodzi o cały okres przygotowawczy. Wie pan, nie było obozu. Jakoś się z tym jednak pogodziliśmy. Takie zgrupowanie to nie tylko przygotowania, ale też jakaś integracja, spotykanie się z chłopakami na co dzień i to bardzo buduje, wiąże drużynę. Nie mogliśmy z tego skorzystać, lecz zobaczymy jak to wszystko wyjdzie. Czas pokaże.

Jeśli chodzi o sprawy organizacyjno-finansowe, odczuwacie, że jest choć trochę lepiej niż pod koniec 2012 roku?

- To nie moja działka. Ja się zajmuję tylko i wyłącznie szkoleniem. Do mnie należy to, żeby zawodnicy byli w miarę dobrze przygotowani.

Jak pan ocenia zimowe zmiany personalne w drużynie? Czy to będą jakieś wzmocnienia? Choć w waszej sytuacji ciężko mówić o wzmocnieniach...

- Dokładnie, to po pierwsze, tak jak pan powiedział. W naszej sytuacji ciężko mówić o wzmocnieniach. Cały czas to będę powtarzał, to jest moja i klubu porażka, że zawodnicy z IV ligi odmawiają drużynie z I ligi. To jest mega porażka. Drugą rzeczą jest to, że poodchodziło od nas trochę zawodników. Myślę jednak, że gorzej już być nie może. Aczkolwiek bardzo żal, że kilku chłopaków odeszło. Niestety, nie mieliśmy na to żadnego wpływu. Mam tu na myśli Michalaka czy Cempę.

A co pan myśli o tych, którzy jednak was zasilili?

- Myślę, że ci, którzy do nas przyszli, zdawali sobie sprawę z sytuacji klubu. I to mnie napawa optymizmem. Wiedząc, jaka jest sytuacja, zgodzili się na warunki, które im zaproponowaliśmy. Jak do tej pory nie było żadnych problemów, jeżeli chodzi o zaangażowanie na treningach, o kontakt międzyludzki, co jest bardzo ważne. Stąd też czerpię optymizm. Ja ich nazywam "megakozaczkami". "Megakozak" to jest taki człowiek, który zostaje mimo tak ciężkiej sytuacji. Kozakiem jest ten, który do nas przychodzi. I tak to właśnie rozumiem.

Mówi pan, że trudno było namówić zawodników z IV ligi do gry w Bytomiu, ale udało się skusić Dawida Jarkę i Mariusza Sachę, czyli dwie postacie dość znane nawet w ogólnopolskiej skali.

- Nie jestem w stanie cokolwiek o nich powiedzieć. Mam ich dopiero kilka dni i trudno, żebym wyrobił sobie całkowicie zdanie na temat ich aktualnego przygotowania fizycznego. Nie jestem w stanie. Te kilka dni zbyt wiele mi nie dało. Jeśli jednak chodzi o Dawida Jarkę, to że schudł o kilka ładnych kilogramów i naprawdę chce się pokazać, świadczy o tym, że może być dla nas wzmocnieniem.

A Sacha?

- Mariusz sam przyznał, że trochę fizycznie odstaje. Skupiliśmy się na tym, żeby przygotować go na kolejne mecze. To jest naprawdę dobry zawodnik, a swego czasu był znakomity. W którymś momencie gdzieś się zagubił, trenerzy do końca mu nie ufali i tym się troszeczkę zdołował. Natomiast ja bardzo ufam temu chłopakowi. Widać, że złapał kontakt z zawodnikami, co jest niezwykle ważne.

Wierzy pan, że Jarka może się choć zbliżyć do formy z dawnych lat? Bo w ostatnich klubach, jakkolwiek to zabrzmi, "jechał na nazwisku"...

- Ja nie wiem. Nie rozmawiałem z Dawidem na temat jego przeszłości. Nie grzebmy w przeszłości. Najważniejsze jest to, co przed nami. Jeżeli popełnił błędy, to myślę, że jest na tyle inteligentnym chłopakiem, że coś z tego zrozumiał. Teraz na pewno tego błędu nie popełni. Ja rozmawiałem z jego poprzednim trenerem i wypowiadał się bardzo pozytywnie. Dlatego się zdecydowałem, żeby go przygarnąć. Myślę, że Dawid też zdaje sobie sprawę, że to dla niego ostatni dzwonek.

Na koniec chciałbym spytać o mecz z Termaliką Bruk-Betem Nieciecza. Chyba na początek trafił się wam jeden z trudniejszych możliwych rywali?

- Z miejsca, w którym jesteśmy w tej chwili, na wszystkich patrzymy z dołu. Proszę mi wierzyć, czy to Termalica czy Flota, czy kolejne mecze, wszystkie mecze będą strasznie ciężkie. My startujemy od zera, odbijamy się od dna.

Rozmawiał Michał Trela.

Termalica Bruk-Bet Nieciecza - Polonia Bytom
niedziela, 12:00
Sędzia Mariusz Korzeb (Warszawa).
autor: Michał Trela

Przeczytaj również