- Polonię przed sezonem krytycznie ocenia się niemal od zawsze. Nie pamiętam, żebym słyszał pochlebne opinie, zawsze nas lekceważono. I to może być nasza siła - mówi asystent trenera bytomian.
Jacek Trzeciak: Jeśli chodzi o technikę, nie dorównałbym Pauliście (wywiad)
15.02.2012
Nie wiem czy Pan pamięta - ostatni raz rozmawialiśmy jeszcze w ubiegłym sezonie. Dzwoniłem do Pana przed ostatnimi meczami i wyrażałem obawy o Polonię. Pan jednak uspokajał i mówił, żebym się nie martwił. W tym roku można powiedzieć, że sytuacja się powtarza…
- Tak, pamiętam. Rozmawialiśmy o utrzymaniu… W takim razie teraz, żeby nie powielać tamtej wypowiedzi i nie spowodować sytuacji sprzed roku - powiem, że będzie ciężko, ale myślę i czuję, że się uda. Sytuacja jest inna niż w tamtym sezonie, ale nie jest beznadziejna. Głęboko wierzę, że się utrzymamy. Teraz nie będę uspokajał, powiem tylko, że my w klubie, jesteśmy optymistami.
A jak się Pan czuje – tak osobiście - z sytuacją, w jakiej znalazła się Polonia? Po spadku dały o sobie znać finansowe problemy klubu, ale chyba nikt nie spodziewał się tak słabych wyników sportowych… Jesienią pojawiły się nawet głosy, wskazujące na podobieństwa sytuacji Polonii do tej z Odry Wodzisław, sprzed nie tak dawnego okresu.
- To były głosy z zewnątrz, ludzi, którzy nie mieli pojęcia o sytuacji w klubie. Nikt z nas nie powiedziałby czegoś takiego. To jednak prawda, że problemy organizacyjne i finansowe na pewno nam nie pomagały. A co do formy sportowej, to mówiliśmy, że ciężko będzie spodziewać się walki o awans, skoro 90% drużyny odeszło. A byli to przede wszystkim piłkarze ograni, dlatego musieliśmy zaciągnąć zawodników z niższych lig. Chcieliśmy zająć miejsce w środku tabeli, to byłby sukces… Nie udaje nam się spełnić tego zadania, ale z drugiej strony - nie jest najgorzej. Mamy jakąś pozycję wyjściową, dlatego mówię, że wciąż jesteśmy dobrej myśli.
Mówi Pan, że jest optymistą, a co za tym idzie - liczy na dobre wyniki wiosną. Co zatem, w Pana opinii, da Polonii punkty? Co będzie najsilniejszą stroną tej drużyny w przyszłej rundzie?
- Myślę, że nasza psychika. Z tego co słyszę, większość już zdążyła nas skreślić i „spuścić” do II ligi. A nas te opinie bardzo mobilizują. Niepochlebne słowa budzą naszą sportową złość i jestem przekonany, że chłopcy - słysząc je - wyjdą na boisko i będą zasuwać. Zresztą Polonię ocenia się krytycznie przed sezonem niemal od zawsze. Nie przypominam sobie, żebym słyszał pochlebne komentarze, gdy grałem jeszcze w piłkę. Zawsze byliśmy drużyną lekceważoną, która grała tylko o utrzymanie. A my to lekceważenie nas przekuwaliśmy w atut.

Norbert Barczyk/Pressfocus
Wcześniej wspomniał Pan o wymianie większości składu jako o przyczynie słabej postawy jesienią. Teraz jednak pierwsza drużyna trochę ze sobą przeszła, zahartowała się. Można zatem spodziewać się lepszych wyników?
- Początki sezonu były trudne, bo nasi młodzi zawodnicy grali do tej pory tylko w II i III lidze… Ich gra opierała się głównie na atutach młodości: fantazji i werwie. To jednak za mało i dlatego wyniki na początku sezonu traktowaliśmy przede wszystkim jako okazję dla nich do ogrania się. Z kolei z późniejszych, w kontekście gry drużyny, jako całości - możemy być w miarę zadowoleni. Chłopcy zrobili bowiem postępy, zgrali i ograli się trochę, a za tym poszły wyniki. Teraz muszą jednak zdać sobie sprawę z tego, że wymagania wobec nich wzrosły. Mają za sobą pół roku, podczas którego mieli się ogrywać i oswajać z I-ligową piłką… Zawieszamy więc im poprzeczkę wyżej. Oni muszą to wiedzieć i wytrzymać presję ze strony sztabu szkoleniowego, klubu oraz oczywiście kibiców. Teraz każdy mecz będzie bardzo ważny, bo będziemy w nim walczyć o punkty. Sytuacja ogólna i kadrowa jest więc lepsza od tej z początku sezonu. Poza tym, mamy kilku uznanych i ogranych w ekstraklasie zawodników...
No właśnie, ściągnęliście do drużyny trzech doświadczonych piłkarzy. O ile David Kobylik jest Wam dobrze znany, o tyle forma Marcina Cabaja i Hermesa to swego rodzaju niewiadome. Jaką mają oni pełnić funkcję w drużynie? Mają być „strażakami”?
- Myślę, że oni gwarantują pewien poziom. To nie są zawodnicy anonimowi, wręcz przeciwnie. Przez cały okres gry w ekstraklasie byli kojarzeni z wysokim poziomem i wyrobili sobie renomę. Myślę, że umiejętności potwierdzą w Polonii. Na efekty musimy jednak poczekać.
To prawda, obaj piłkarze wyrobili sobie marki w ekstraklasie, ale nie jestem do końca przekonany czy są one aż tak dobre. O Marcinie Cabaju mówi się, że to fajtłapa. Andrzej Dawidziuk powiedział, że ta łatka przylgnęła do niego przez jego „klopsy”…
- To niesprawiedliwe postawienie sytuacji. Marcin zawsze bronił znakomicie. Raz czy dwa zdarzyła mu się wpadka, która co jakiś czas zdarza się każdemu bramkarzowi, i od razu został w ten sposób oceniony. Powiem szczerze, że dziwię się ludziom, wypowiadającym takie osądy, szczególnie tym, którzy z piłką są związani zawodowo. Mają wiedzę na temat treningów, pracy bramkarzy, a wypowiadają się bardziej jak kibice, a nie eksperci. Te opinie są niesprawiedliwe. Nie rozumiem czemu niektórych bramkarzy ocenia się na podstawie jednej interwencji. Marcin ma to nieszczęście, że jest jednym z nich. Nie pamięta się jego świetnych meczów, w których ratował drużynę.
A co z Hermesem? Nie patrzycie mu w metrykę? Oczywiście, to piłkarz, który ostatnio grał w Jagiellonii dość regularnie, ale tak szczerze - da radę? W I lidze mecze trzeba przede wszystkim wywalczyć i wybiegać, a nie wygrać techniką…
- Ściągając tego piłkarza, byliśmy absolutnie przekonani, że jego wiek nie będzie miał w żadnym wypadku negatywnego wpływu na jego postawę na boisku. Poza tym, ja - mówiąc coś na temat wieku piłkarza, jego umiejętności i przydatności dla drużyny - kieruję się doświadczeniem. Wiem, że często zarzuca się piłkarzowi zbyt duży wiek, a są to opinie niesprawiedliwe. Wiem z autopsji. Często mi zarzucano, że jestem za stary, a przecież fizycznie nie odstawałem od kolegów czy rywali. Nie miałem też kompleksów z powodu długiej gry. Mało tego - dziś, z perspektywy czasu, uważam że skończyłem karierę zbyt szybko. Jestem przekonany, że Hermesowi wiek również nie będzie przeszkadzał.
Opinia o Pana zbyt wczesnym zakończeniu kariery jest stałym wątkiem moich rozmów z kibicami Polonii. Ostatnio jeden z nich powiedział mi, że gdyby Pan wciąż grał w piłkę to pokazałby Pan Jeanowi Pauliście jak się biega, bo on potrafi tylko truchtać…
- Nie chcę komentować takich opinii. Powiem tylko, że jeśli chodzi o technikę i operowanie piłką to ja „Jankowi” nigdy bym nie dorównał.
Na koniec pytanie z innej beczki. Przez ostatnie parę dni, z powodu choroby trenera Dariusza Fornalaka, był Pan samodzielnym trenerem. Jakie to uczucie? Kiedy podejmie się Pan takiej próby tak „naprawdę”?
- Na razie jestem drugim trenerem i spełniam się w tej roli. Natomiast jeśli chodzi o ostatnie dni to… cały czas byliśmy w kontakcie z pierwszym trenerem. Wszystko, co robiłem, było zatem po konsultacjach. Wszystko toczyło się normalnym tokiem i można powiedzieć, że trener Fornalak był tylko nieobecny ciałem (śmiech).
Rozmawiał Maciej Smolewski
- Tak, pamiętam. Rozmawialiśmy o utrzymaniu… W takim razie teraz, żeby nie powielać tamtej wypowiedzi i nie spowodować sytuacji sprzed roku - powiem, że będzie ciężko, ale myślę i czuję, że się uda. Sytuacja jest inna niż w tamtym sezonie, ale nie jest beznadziejna. Głęboko wierzę, że się utrzymamy. Teraz nie będę uspokajał, powiem tylko, że my w klubie, jesteśmy optymistami.
A jak się Pan czuje – tak osobiście - z sytuacją, w jakiej znalazła się Polonia? Po spadku dały o sobie znać finansowe problemy klubu, ale chyba nikt nie spodziewał się tak słabych wyników sportowych… Jesienią pojawiły się nawet głosy, wskazujące na podobieństwa sytuacji Polonii do tej z Odry Wodzisław, sprzed nie tak dawnego okresu.
- To były głosy z zewnątrz, ludzi, którzy nie mieli pojęcia o sytuacji w klubie. Nikt z nas nie powiedziałby czegoś takiego. To jednak prawda, że problemy organizacyjne i finansowe na pewno nam nie pomagały. A co do formy sportowej, to mówiliśmy, że ciężko będzie spodziewać się walki o awans, skoro 90% drużyny odeszło. A byli to przede wszystkim piłkarze ograni, dlatego musieliśmy zaciągnąć zawodników z niższych lig. Chcieliśmy zająć miejsce w środku tabeli, to byłby sukces… Nie udaje nam się spełnić tego zadania, ale z drugiej strony - nie jest najgorzej. Mamy jakąś pozycję wyjściową, dlatego mówię, że wciąż jesteśmy dobrej myśli.
Mówi Pan, że jest optymistą, a co za tym idzie - liczy na dobre wyniki wiosną. Co zatem, w Pana opinii, da Polonii punkty? Co będzie najsilniejszą stroną tej drużyny w przyszłej rundzie?
- Myślę, że nasza psychika. Z tego co słyszę, większość już zdążyła nas skreślić i „spuścić” do II ligi. A nas te opinie bardzo mobilizują. Niepochlebne słowa budzą naszą sportową złość i jestem przekonany, że chłopcy - słysząc je - wyjdą na boisko i będą zasuwać. Zresztą Polonię ocenia się krytycznie przed sezonem niemal od zawsze. Nie przypominam sobie, żebym słyszał pochlebne komentarze, gdy grałem jeszcze w piłkę. Zawsze byliśmy drużyną lekceważoną, która grała tylko o utrzymanie. A my to lekceważenie nas przekuwaliśmy w atut.

Norbert Barczyk/Pressfocus
Wcześniej wspomniał Pan o wymianie większości składu jako o przyczynie słabej postawy jesienią. Teraz jednak pierwsza drużyna trochę ze sobą przeszła, zahartowała się. Można zatem spodziewać się lepszych wyników?
- Początki sezonu były trudne, bo nasi młodzi zawodnicy grali do tej pory tylko w II i III lidze… Ich gra opierała się głównie na atutach młodości: fantazji i werwie. To jednak za mało i dlatego wyniki na początku sezonu traktowaliśmy przede wszystkim jako okazję dla nich do ogrania się. Z kolei z późniejszych, w kontekście gry drużyny, jako całości - możemy być w miarę zadowoleni. Chłopcy zrobili bowiem postępy, zgrali i ograli się trochę, a za tym poszły wyniki. Teraz muszą jednak zdać sobie sprawę z tego, że wymagania wobec nich wzrosły. Mają za sobą pół roku, podczas którego mieli się ogrywać i oswajać z I-ligową piłką… Zawieszamy więc im poprzeczkę wyżej. Oni muszą to wiedzieć i wytrzymać presję ze strony sztabu szkoleniowego, klubu oraz oczywiście kibiców. Teraz każdy mecz będzie bardzo ważny, bo będziemy w nim walczyć o punkty. Sytuacja ogólna i kadrowa jest więc lepsza od tej z początku sezonu. Poza tym, mamy kilku uznanych i ogranych w ekstraklasie zawodników...
No właśnie, ściągnęliście do drużyny trzech doświadczonych piłkarzy. O ile David Kobylik jest Wam dobrze znany, o tyle forma Marcina Cabaja i Hermesa to swego rodzaju niewiadome. Jaką mają oni pełnić funkcję w drużynie? Mają być „strażakami”?
- Myślę, że oni gwarantują pewien poziom. To nie są zawodnicy anonimowi, wręcz przeciwnie. Przez cały okres gry w ekstraklasie byli kojarzeni z wysokim poziomem i wyrobili sobie renomę. Myślę, że umiejętności potwierdzą w Polonii. Na efekty musimy jednak poczekać.
To prawda, obaj piłkarze wyrobili sobie marki w ekstraklasie, ale nie jestem do końca przekonany czy są one aż tak dobre. O Marcinie Cabaju mówi się, że to fajtłapa. Andrzej Dawidziuk powiedział, że ta łatka przylgnęła do niego przez jego „klopsy”…
- To niesprawiedliwe postawienie sytuacji. Marcin zawsze bronił znakomicie. Raz czy dwa zdarzyła mu się wpadka, która co jakiś czas zdarza się każdemu bramkarzowi, i od razu został w ten sposób oceniony. Powiem szczerze, że dziwię się ludziom, wypowiadającym takie osądy, szczególnie tym, którzy z piłką są związani zawodowo. Mają wiedzę na temat treningów, pracy bramkarzy, a wypowiadają się bardziej jak kibice, a nie eksperci. Te opinie są niesprawiedliwe. Nie rozumiem czemu niektórych bramkarzy ocenia się na podstawie jednej interwencji. Marcin ma to nieszczęście, że jest jednym z nich. Nie pamięta się jego świetnych meczów, w których ratował drużynę.
A co z Hermesem? Nie patrzycie mu w metrykę? Oczywiście, to piłkarz, który ostatnio grał w Jagiellonii dość regularnie, ale tak szczerze - da radę? W I lidze mecze trzeba przede wszystkim wywalczyć i wybiegać, a nie wygrać techniką…
- Ściągając tego piłkarza, byliśmy absolutnie przekonani, że jego wiek nie będzie miał w żadnym wypadku negatywnego wpływu na jego postawę na boisku. Poza tym, ja - mówiąc coś na temat wieku piłkarza, jego umiejętności i przydatności dla drużyny - kieruję się doświadczeniem. Wiem, że często zarzuca się piłkarzowi zbyt duży wiek, a są to opinie niesprawiedliwe. Wiem z autopsji. Często mi zarzucano, że jestem za stary, a przecież fizycznie nie odstawałem od kolegów czy rywali. Nie miałem też kompleksów z powodu długiej gry. Mało tego - dziś, z perspektywy czasu, uważam że skończyłem karierę zbyt szybko. Jestem przekonany, że Hermesowi wiek również nie będzie przeszkadzał.
Opinia o Pana zbyt wczesnym zakończeniu kariery jest stałym wątkiem moich rozmów z kibicami Polonii. Ostatnio jeden z nich powiedział mi, że gdyby Pan wciąż grał w piłkę to pokazałby Pan Jeanowi Pauliście jak się biega, bo on potrafi tylko truchtać…
- Nie chcę komentować takich opinii. Powiem tylko, że jeśli chodzi o technikę i operowanie piłką to ja „Jankowi” nigdy bym nie dorównał.
Na koniec pytanie z innej beczki. Przez ostatnie parę dni, z powodu choroby trenera Dariusza Fornalaka, był Pan samodzielnym trenerem. Jakie to uczucie? Kiedy podejmie się Pan takiej próby tak „naprawdę”?
- Na razie jestem drugim trenerem i spełniam się w tej roli. Natomiast jeśli chodzi o ostatnie dni to… cały czas byliśmy w kontakcie z pierwszym trenerem. Wszystko, co robiłem, było zatem po konsultacjach. Wszystko toczyło się normalnym tokiem i można powiedzieć, że trener Fornalak był tylko nieobecny ciałem (śmiech).
Rozmawiał Maciej Smolewski
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku