Ireneusz Kościelniak: Derbowe widowisko ciekawe dla kibiców
06.05.2014
Trwa znakomita seria piłkarzy Podbeskidzia, którzy milowymi krokami zbliżają się do utrzymania. Sposobu na bielszczan nie znalazła najwyżej sklasyfikowana w stawce grupy spadkowej Jagiellonia Białystok. – Od 10 kolejek, teraz już 11, przy tylko jednej porażce z Lechem, „na fali” znajduje się Podbeskidzie. Przed meczem zwracałem uwagę na kwestię skuteczności. Gospodarze szanse, które sobie wypracowali zdołali wykorzystać. W kontekście Jagiellonii podkreślałem, że do meczu przystąpią piłkarze tej drużyny z dużym komfortem wynikającym z miejsca w tabeli. To jednak nie zadziałało, jak należy. Podbeskidzie dążyło do zwycięstwa i wykonało kolejny krok w walce o byt. Nie zaskoczył mnie przebieg tego meczu. Zdecydowała w nim skuteczność i choć nie było „Góralom” łatwo, to z atutu własnego boiska skorzystali – podsumowuje potyczkę inaugurującą 32. kolejkę T-Mobile Ekstraklasy, Ireneusz Kościelniak.
W Gliwicach doszło do podziału punktów w istotnej konfrontacji Piasta ze Śląskiem Wrocław. Kibice przy Okrzei nie doczekali się goli. – Spotkały się dwie drużyny w nieciekawej sytuacji i ostatecznie podzieliły zdobyczą, co oznacza raczej, że do końca będą musiały walczyć o utrzymanie. Śląsk na wyjazdach nie potrafi wygrywać. Cóż z tego, że goście stworzyli sobie sporo sytuacji, skoro nie zdołali ani jednej wykorzystać. Trzeba tu poszukać jeszcze pewnych rozwiązań. Według mnie nie ma na dziś większej różnicy między Piastem a Śląskiem. To drużyny równe, a w takich spotkaniach decydujące znaczenie ma skuteczność i dyspozycja w danym dniu. Z punktu widzenia zespołu z naszego regionu, a przecież chcemy, by jak najwięcej występowało ich w najwyższej klasie rozgrywkowej, dobrze się stało, że gospodarze tego meczu nie przegrali – komentuje były zawodnik ekstraklasowego Górnika Zabrze czy Amiki Wronki.
Obecny szkoleniowiec IV-ligowego Drzewiarza Jasienica, zasiadł w niedzielę na trybunach podczas Wielkich Derbów Śląska. Trzymał kciuki rzecz jasna za swój były klub. – Mógłbym mówić i mówić na temat tego meczu. Dla postronnego kibica był to bardzo dobry mecz ze sporą liczbą fajnych sytuacji bramkowych. Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando Górnika, druga należała do Ruchu. Goście mieli rzut karny, inne sytuacje, ale świetnie bronił bramkarz zabrzan. Jak na derby mało było brutalnej, brzydkiej gry. Może dlatego, że obie drużyny są już bezpieczne w grupie mistrzowskiej. Oceniając sytuacje to był to mecz na remis. Oczywiście, nie brakuje głosów, zwłaszcza przy Cichej 6, że to Ruch był lepszy. Przełomowy moment to rzut karny. Goście nie wykorzystali tej doskonałej okazji, a to wtedy mecz mógł się odwrócić – zauważa Kościelniak.
Były piłkarz Górnika potyczkę oglądał wraz ze swoimi młodymi podopiecznymi szkółki piłkarskiej LUKAM ze Skoczowa. – Coś wspaniałego oglądać takie spotkanie przez pryzmat podpowiadania młodym piłkarzom, zwrócenia uwagi na asekurację, grę bez piłki w obu zespołach. Fajnie było te derby zobaczyć na żywo, najbardziej brakowało... pełnych trybun. Gdyby mecz na stadionie oglądało na żywo 30 tysięcy widzów to atmosfera byłaby jeszcze lepsza. Ja patrzyłem nieco subiektywnie na ten mecz i cieszyłem się ze zwycięstwa Górnika. Miałem okazję wyściskać się z przyjaciółmi z boiska z dawnych lat – uśmiecha się trener Kościelniak.
W Gliwicach doszło do podziału punktów w istotnej konfrontacji Piasta ze Śląskiem Wrocław. Kibice przy Okrzei nie doczekali się goli. – Spotkały się dwie drużyny w nieciekawej sytuacji i ostatecznie podzieliły zdobyczą, co oznacza raczej, że do końca będą musiały walczyć o utrzymanie. Śląsk na wyjazdach nie potrafi wygrywać. Cóż z tego, że goście stworzyli sobie sporo sytuacji, skoro nie zdołali ani jednej wykorzystać. Trzeba tu poszukać jeszcze pewnych rozwiązań. Według mnie nie ma na dziś większej różnicy między Piastem a Śląskiem. To drużyny równe, a w takich spotkaniach decydujące znaczenie ma skuteczność i dyspozycja w danym dniu. Z punktu widzenia zespołu z naszego regionu, a przecież chcemy, by jak najwięcej występowało ich w najwyższej klasie rozgrywkowej, dobrze się stało, że gospodarze tego meczu nie przegrali – komentuje były zawodnik ekstraklasowego Górnika Zabrze czy Amiki Wronki.
Obecny szkoleniowiec IV-ligowego Drzewiarza Jasienica, zasiadł w niedzielę na trybunach podczas Wielkich Derbów Śląska. Trzymał kciuki rzecz jasna za swój były klub. – Mógłbym mówić i mówić na temat tego meczu. Dla postronnego kibica był to bardzo dobry mecz ze sporą liczbą fajnych sytuacji bramkowych. Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando Górnika, druga należała do Ruchu. Goście mieli rzut karny, inne sytuacje, ale świetnie bronił bramkarz zabrzan. Jak na derby mało było brutalnej, brzydkiej gry. Może dlatego, że obie drużyny są już bezpieczne w grupie mistrzowskiej. Oceniając sytuacje to był to mecz na remis. Oczywiście, nie brakuje głosów, zwłaszcza przy Cichej 6, że to Ruch był lepszy. Przełomowy moment to rzut karny. Goście nie wykorzystali tej doskonałej okazji, a to wtedy mecz mógł się odwrócić – zauważa Kościelniak.
Były piłkarz Górnika potyczkę oglądał wraz ze swoimi młodymi podopiecznymi szkółki piłkarskiej LUKAM ze Skoczowa. – Coś wspaniałego oglądać takie spotkanie przez pryzmat podpowiadania młodym piłkarzom, zwrócenia uwagi na asekurację, grę bez piłki w obu zespołach. Fajnie było te derby zobaczyć na żywo, najbardziej brakowało... pełnych trybun. Gdyby mecz na stadionie oglądało na żywo 30 tysięcy widzów to atmosfera byłaby jeszcze lepsza. Ja patrzyłem nieco subiektywnie na ten mecz i cieszyłem się ze zwycięstwa Górnika. Miałem okazję wyściskać się z przyjaciółmi z boiska z dawnych lat – uśmiecha się trener Kościelniak.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów