Im kariery przerwały kontuzje. "Nie odstawiajcie ich na boczny tor!"
09.08.2010
- To jest moment. Niefortunne zagranie i może stać się dramat - mówi Marek Motyka, dziś znany trener, a w przeszłości piłkarz, którego kontuzje nie omijały. Za każdym razem wracał jednak na boisko, co kiedyś nie było rzeczą oczywistą. - Dziś technika lekarska niesamowicie poszła do przodu. Bywało tak, że operacja więzadeł przekreślała karierę. Teraz są to zabiegi wykonywane praktycznie w każdym większym mieście. Są super fachowcy i w Polsce, i za granicą - przekonuje Motyka. Różnie już natomiast wygląda dalszy los piłkarza...
Całkiem niedawno wręcz szokującą decyzję ogłosił Konrad Gołoś. 28-latek postanowił zakończyć przygodę z piłką. Wymusiła to na nim kontuzja kolana. - Wiem, jaki to jest ambitny chłopak. Nie chciał oszukiwać kibiców, zawodników i podjął bardzo trudną decyzję. Pełen szacunek dla niego. Niejeden próbowałby za wszelką cenę jeszcze "ciągnąć", zarobić trochę grosza, ale przy tym oszukiwać samego siebie i łudzić się, że wróci do dawnej dyspozycji. On uznał, że nie ma szans i podjął tak drastyczną decyzję - wskazuje były trener m.in. Górnika Zabrze, w którym zdolny pomocnik grał przed dwoma laty, a teraz chciał do niego wrócić.
Gołoś był już w zasadzie piłkarzem renomowanym. Wielu zawodników pech dopadł znacznie wcześniej. Tomasz Stranc był wyróżniającą się postacią w Ruchu Radzionków, gdy ten grał w III lidze. Wówczas przyglądała mu się nawet Polonia Bytom! Ale życie piłkarza jest przewrotne... - W tej chwili muszę udowadniać swoją przydatność gdziekolwiek bym nie pojechał - rozkłada ręce 25-latek, który po okresie rehabilitacji nie załapał się już do kadry I-ligowego obecnie Ruchu. Ostatecznie wylądował w Rozwoju Katowice. - Spróbuję się teraz odbudować, przez rok dojść do takiej dyspozycji, żeby jeszcze w życiu pograć. Nie traktuję piłki jako swój zawód i przymus. Gdybym nie chciał grać, pewnie zająłbym się czymś innym. Zawsze zresztą wychodziłem z założenia, że trzeba się uczyć. Cokolwiek by się nie działo - tłumaczy student dwóch kierunków.
Na niższe ligi skazany przez los został Adam Giesa. W ekstraklasie w barwach GKS-u Katowice zdążył wystąpić w 24 spotkaniach. Miał wówczas nieco tylko ponad 20 lat. Dziś jest o osiem lat starszy i kojarzy się głównie ze świetnymi występami w... III lidze. Niedawno przeszedł do beniaminka II ligi, Ruchu Zdzieszowice. Tu rozpoczął udanie, ale czy jeszcze kiedykolwiek powróci na szczebel centralny?
Wciąż wszystko przed sobą ma Wojciech Mróz. Utalentowany wychowanek Polonii Bytom w najwyższej klasie rozgrywkowej zagrał dziewięć razy. Tego lata sięgnął po niego wspomniany już Ruch Radzionków. - I jestem mu za to wdzięczny, bo wyciągnął do mnie pomocną dłoń - 23-latek często wyraża słowa podziękowania w stronę "Cidrów", które dają mu szansę odbudowania się po kilku miesiącach bez piłki. - Kontuzja wyeliminowała go z bardzo ważnego okresu. Ale to było świadectwo tego, że jest niezwykle ambitny. Inni, gdyby ich tylko coś pociągnęło, ukłuło, powiedzieliby: "sorry". Wojtek, mimo że go cały czas bolało, wiązał się, smarował, wychodził na treningi i zasuwał. Niestety, stało się, że zerwał mięsień - rozpamiętuje Jacek Trzeciak, bytomski kolega "Mrozia".
Ale że po kontuzji można wrócić do wysokiej dyspozycji, pokazuje przypadek Sebastiana Olszara. - Miałem go w Polonii Warszawa - wspomina Motyka. - Cały czas zastanawialiśmy się, co się dzieje, bo ta jego kontuzjowana noga nie była sprawna bardzo długo. Jednak po operacji, kiedy był już zdrowy, zobaczyłem, że pokazuje się zupełnie z innej strony. Zaczął być bardzo skutecznym napastnikiem, agresywnym, nie bał się "wsadzać" nóg. Cieszę się, że jego talent eksplodował w Piaście i trafił do Ruchu. Miał pecha, ale teraz widać, że kontuzje go omijają - przytakuje 52-letni fachowiec.
- Urazów w sporcie się nie uniknie. Ważne jednak, żeby kontuzjowanych nie odstawiać na boczny tor. Oni muszą czuć, że są przy zespole, że traktuje się ich poważnie. Niech przychodzą normalnie na treningi, uczestniczą w odprawach. Zupełnie tak, jakby nic się nie wydarzyło. Bardzo wiele od tego zależy - dodaje Motyka.
Całkiem niedawno wręcz szokującą decyzję ogłosił Konrad Gołoś. 28-latek postanowił zakończyć przygodę z piłką. Wymusiła to na nim kontuzja kolana. - Wiem, jaki to jest ambitny chłopak. Nie chciał oszukiwać kibiców, zawodników i podjął bardzo trudną decyzję. Pełen szacunek dla niego. Niejeden próbowałby za wszelką cenę jeszcze "ciągnąć", zarobić trochę grosza, ale przy tym oszukiwać samego siebie i łudzić się, że wróci do dawnej dyspozycji. On uznał, że nie ma szans i podjął tak drastyczną decyzję - wskazuje były trener m.in. Górnika Zabrze, w którym zdolny pomocnik grał przed dwoma laty, a teraz chciał do niego wrócić.
Gołoś był już w zasadzie piłkarzem renomowanym. Wielu zawodników pech dopadł znacznie wcześniej. Tomasz Stranc był wyróżniającą się postacią w Ruchu Radzionków, gdy ten grał w III lidze. Wówczas przyglądała mu się nawet Polonia Bytom! Ale życie piłkarza jest przewrotne... - W tej chwili muszę udowadniać swoją przydatność gdziekolwiek bym nie pojechał - rozkłada ręce 25-latek, który po okresie rehabilitacji nie załapał się już do kadry I-ligowego obecnie Ruchu. Ostatecznie wylądował w Rozwoju Katowice. - Spróbuję się teraz odbudować, przez rok dojść do takiej dyspozycji, żeby jeszcze w życiu pograć. Nie traktuję piłki jako swój zawód i przymus. Gdybym nie chciał grać, pewnie zająłbym się czymś innym. Zawsze zresztą wychodziłem z założenia, że trzeba się uczyć. Cokolwiek by się nie działo - tłumaczy student dwóch kierunków.
Na niższe ligi skazany przez los został Adam Giesa. W ekstraklasie w barwach GKS-u Katowice zdążył wystąpić w 24 spotkaniach. Miał wówczas nieco tylko ponad 20 lat. Dziś jest o osiem lat starszy i kojarzy się głównie ze świetnymi występami w... III lidze. Niedawno przeszedł do beniaminka II ligi, Ruchu Zdzieszowice. Tu rozpoczął udanie, ale czy jeszcze kiedykolwiek powróci na szczebel centralny?
Wciąż wszystko przed sobą ma Wojciech Mróz. Utalentowany wychowanek Polonii Bytom w najwyższej klasie rozgrywkowej zagrał dziewięć razy. Tego lata sięgnął po niego wspomniany już Ruch Radzionków. - I jestem mu za to wdzięczny, bo wyciągnął do mnie pomocną dłoń - 23-latek często wyraża słowa podziękowania w stronę "Cidrów", które dają mu szansę odbudowania się po kilku miesiącach bez piłki. - Kontuzja wyeliminowała go z bardzo ważnego okresu. Ale to było świadectwo tego, że jest niezwykle ambitny. Inni, gdyby ich tylko coś pociągnęło, ukłuło, powiedzieliby: "sorry". Wojtek, mimo że go cały czas bolało, wiązał się, smarował, wychodził na treningi i zasuwał. Niestety, stało się, że zerwał mięsień - rozpamiętuje Jacek Trzeciak, bytomski kolega "Mrozia".
Ale że po kontuzji można wrócić do wysokiej dyspozycji, pokazuje przypadek Sebastiana Olszara. - Miałem go w Polonii Warszawa - wspomina Motyka. - Cały czas zastanawialiśmy się, co się dzieje, bo ta jego kontuzjowana noga nie była sprawna bardzo długo. Jednak po operacji, kiedy był już zdrowy, zobaczyłem, że pokazuje się zupełnie z innej strony. Zaczął być bardzo skutecznym napastnikiem, agresywnym, nie bał się "wsadzać" nóg. Cieszę się, że jego talent eksplodował w Piaście i trafił do Ruchu. Miał pecha, ale teraz widać, że kontuzje go omijają - przytakuje 52-letni fachowiec.
- Urazów w sporcie się nie uniknie. Ważne jednak, żeby kontuzjowanych nie odstawiać na boczny tor. Oni muszą czuć, że są przy zespole, że traktuje się ich poważnie. Niech przychodzą normalnie na treningi, uczestniczą w odprawach. Zupełnie tak, jakby nic się nie wydarzyło. Bardzo wiele od tego zależy - dodaje Motyka.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów