Igor Lewczuk: Zagłębie powinno atakować w Chorzowie. I dobrze!
19.09.2012
Za wami seria spotkań, w których zabrakło zwycięstwa. Czy remis z Koroną był krokiem do przodu?
- Liczyliśmy wszyscy na zwycięstwo, ale po trzech porażkach w lidze człowiek zaczyna doceniać nawet ten jeden punkt. Kiedy nie idzie, w głowie zaczynają się pojawić myśli, że coś jest nie tak z drużyną lub coś samemu źle się robi. A przecież wykonuje wszystko bardzo podobnie jak w ubiegłym sezonie. Wtedy się udawało, teraz wprost przeciwnie. Przykład - sytuacje, jakie mieliśmy w spotkaniu ze Śląskiem. Jeszcze kilka miesięcy temu strzelaliśmy gole i nikt nas nie krytykował. Przeciwnie! Były pochwały, oklaski... Teraz piłka nie chce wpaść do siatki.
Czy problem może wynikać z braku pewności siebie?
- Nie ulega wątpliwości, że gdy człowiek dobrze się czuje fizycznie i odpowiednio wchodzi w spotkanie, to wszystko zaczyna wychodzić. Gdy jest inaczej, jeśli 2-3 zagrania są złe, to rodzi się sugestia w głowie, by w podobnej sytuacji zagrać bezpieczniej, do partnera. Nie powinniśmy mieć takich myśli, skoro tyle lat pracujemy w tym zawodzie. Powinniśmy to przezwyciężać, ale meandry psychiki są skomplikowane.
Jacek Zieliński wskazał na konferencji prasowej, że brakowało mu elementu ryzyka. Czy trener zachęcał was do tego w ostatnich dniach?
- Owszem, szkoleniowiec już w ciągu ostatnich 10 dni zachęcał nas do bardziej odważnych działań i rozwiązań. Kilka takich zagrań w spotkaniu z Koroną było, ale ich efekt nie zawsze był taki, jakbyśmy oczekiwali. Każda strata, niedokładne podanie wybijało nas z kolei z rytmu. Pewność siebie w takich sytuacjach jest bardzo ważna.
Rozpamiętujecie jeszcze niewykorzystany rzut karny?
- Marek Zieńczuk był trochę przybity po meczu, sam wiedział, że zmarnował dobra sytuację. Nikt nie miał do niego pretensji. Jedna taka okazja nie zmienia faktu, że Marek jest dobrym fachowcem od jedenastek. Cristiano Ronaldo dwa razy z rzędu nie strzelił rzutu karnego, ale i tak wziął po raz kolejny piłkę i uderzył. Żałuję tylko, że nie udało się zdobyć drugiego gola w inny sposób. Mieliśmy przecież sporo czasu, bo rzut karny był w 52. minucie.
Mecz z Zagłębiem rozegracie znów przed własną publicznością. To dobrze?
- Bardzo dobrze. Szczególnie dlatego, że w Chorzowie punktujemy regularnie. W ostatnich miesiącach poza Koroną, tylko ŁKS i Podbeskidzie wywiozły stąd po punkcie. Nasi kibice są oczywiście wymagający po wicemistrzostwie Polski. Ale nie deprymują nas, w Chorzowie jest pozytywny doping. Okrzyki pojedynczych jednostek nie wpływają na naszą grę.
Słowo na temat Zagłębia Lubin. Na którym miejscu widziałeś ten zespół przed startem sezonu?
- Zagłębie to zespół, który przed każdym sezonem jest zaliczany do zespołów z góry tabeli. Wydaje się, że to poukładany klub, z ładnym stadionem, z finansami... Jednak to wszystko nie gwarantuje miejsca w czubie. Niemniej sądzę, że czeka nas fajne widowisko. Tym bardziej, że goście powinni atakować przy Cichej, a nie się bronić.
- Liczyliśmy wszyscy na zwycięstwo, ale po trzech porażkach w lidze człowiek zaczyna doceniać nawet ten jeden punkt. Kiedy nie idzie, w głowie zaczynają się pojawić myśli, że coś jest nie tak z drużyną lub coś samemu źle się robi. A przecież wykonuje wszystko bardzo podobnie jak w ubiegłym sezonie. Wtedy się udawało, teraz wprost przeciwnie. Przykład - sytuacje, jakie mieliśmy w spotkaniu ze Śląskiem. Jeszcze kilka miesięcy temu strzelaliśmy gole i nikt nas nie krytykował. Przeciwnie! Były pochwały, oklaski... Teraz piłka nie chce wpaść do siatki.
Czy problem może wynikać z braku pewności siebie?
- Nie ulega wątpliwości, że gdy człowiek dobrze się czuje fizycznie i odpowiednio wchodzi w spotkanie, to wszystko zaczyna wychodzić. Gdy jest inaczej, jeśli 2-3 zagrania są złe, to rodzi się sugestia w głowie, by w podobnej sytuacji zagrać bezpieczniej, do partnera. Nie powinniśmy mieć takich myśli, skoro tyle lat pracujemy w tym zawodzie. Powinniśmy to przezwyciężać, ale meandry psychiki są skomplikowane.
Jacek Zieliński wskazał na konferencji prasowej, że brakowało mu elementu ryzyka. Czy trener zachęcał was do tego w ostatnich dniach?
- Owszem, szkoleniowiec już w ciągu ostatnich 10 dni zachęcał nas do bardziej odważnych działań i rozwiązań. Kilka takich zagrań w spotkaniu z Koroną było, ale ich efekt nie zawsze był taki, jakbyśmy oczekiwali. Każda strata, niedokładne podanie wybijało nas z kolei z rytmu. Pewność siebie w takich sytuacjach jest bardzo ważna.
Rozpamiętujecie jeszcze niewykorzystany rzut karny?
- Marek Zieńczuk był trochę przybity po meczu, sam wiedział, że zmarnował dobra sytuację. Nikt nie miał do niego pretensji. Jedna taka okazja nie zmienia faktu, że Marek jest dobrym fachowcem od jedenastek. Cristiano Ronaldo dwa razy z rzędu nie strzelił rzutu karnego, ale i tak wziął po raz kolejny piłkę i uderzył. Żałuję tylko, że nie udało się zdobyć drugiego gola w inny sposób. Mieliśmy przecież sporo czasu, bo rzut karny był w 52. minucie.
Mecz z Zagłębiem rozegracie znów przed własną publicznością. To dobrze?
- Bardzo dobrze. Szczególnie dlatego, że w Chorzowie punktujemy regularnie. W ostatnich miesiącach poza Koroną, tylko ŁKS i Podbeskidzie wywiozły stąd po punkcie. Nasi kibice są oczywiście wymagający po wicemistrzostwie Polski. Ale nie deprymują nas, w Chorzowie jest pozytywny doping. Okrzyki pojedynczych jednostek nie wpływają na naszą grę.
Słowo na temat Zagłębia Lubin. Na którym miejscu widziałeś ten zespół przed startem sezonu?
- Zagłębie to zespół, który przed każdym sezonem jest zaliczany do zespołów z góry tabeli. Wydaje się, że to poukładany klub, z ładnym stadionem, z finansami... Jednak to wszystko nie gwarantuje miejsca w czubie. Niemniej sądzę, że czeka nas fajne widowisko. Tym bardziej, że goście powinni atakować przy Cichej, a nie się bronić.
Polecane
Ekstraklasa