"Idź na bliższy słupek!" - tłukł do głowy Piechowi. Opłacało się!
11.09.2011
Jak postrzegaliście Zagłębie przed pierwszym gwizdkiem? Z jednej strony nie wygrało meczu w tym sezonie, a z drugiej nazwiska w kadrze zespołu z Lubina budzą respekt...
- Po odprawie też pomyślałem, że Zagłębie ma mocną drużynę i trochę dziwne, że dotąd zdobyło tylko trzy punkty. Faktem jest, że na starcie sezonu mierzyli się z Lechem Poznań i Wisłą Kraków, lecz potem podejmowali u siebie dwie teoretycznie słabsze drużyny. Na papierze Zagłębie jest na pewno mocnym zespołem, ma trenera, którego osobiście bardzo cenię, a jednak nie potrafi odnaleźć swojego rytmu. Jest w wyraźnym dołku, ale to już nie nasz problem. Podejrzewam za to, że fachowcy przed sezonem widzieli Ruch i Zagłębie na odwrotnych miejscach w tabeli. To znaczy rywali gdzieś w górze, a nas pałętających się w dole. Na szczęście jest inaczej.
Dobrze się Ruchowi ten mecz ułożył. Objęliście prowadzenie, potem czerwona kartka dla gracza rywali. Wasi kibice oczekiwali, że w szybki sposób "dobijecie" rywala.
- Często jest tak, że będąc w przewadze liczebnej na boisku gra się trudniej. Pokazała to poprzednia kolejka i mecz... Zagłębia Lubin, które straciło bramkę z osłabioną Cracovią. Nam udało się tego uniknąć, a wręcz podwyższyć wynik. Spokojnie czekaliśmy na swoją okazję i ten plan był strzałem "w dziesiątkę". Gdybyśmy się "podpalili", to Zagłębie mogłoby wyrównać. Ma na tyle szybkich piłkarzy, że jest w stanie wyprowadzić błyskawiczną kontrę.
Waldemar Fornalik żałował tylko straconej bramki. Matko Perdijić wyglądał na człowieka, który ma duże pretensje do siebie samego.
- Szkoda tej bramki. Będąc już na ławce rezerwowych krzyczałem i motywowałem kolegów, by nie stracili koncentracji. Chciałem byśmy w kolejnym meczu zagrali "na zero" z tyłu. Nie udało się. Na szczęście wynik przesłania błędy indywidualne, a zawsze ktoś takie popełnia. Raz jest to środkowy obrońca, innym razem napastnik marnuje stuprocentową okazję... A to, że Matko ma pretensje do siebie? Cóż, pewnie uderzy się w pierś, przeprosi. Dobrze, że ten gol niczego nie zmienił. Był tylko jedynym minusem tego spotkania.

Plusem kolejna asysta...
- Cieszy mnie, że Arek Piech posłał piłkę do siatki po moim podaniu, bo tłukę mu do głowy, że kiedy jestem przy piłce i mam okazję dośrodkować, to ma "iść" na bliższy słupek. Cieszę się, że udało się w meczu z Zagłębiem. Bramka "palce lizać", a co najważniejsze uspokoiła ona ten mecz i dała nam wiarę, że nic złego się nie może się stać.
Ruch trochę musiał czekać na to zwycięstwo z Zagłębiem przy Cichej. Wie pan od kiedy?
- Nie pamiętam tamtego meczu, bo dopiero teraz wygrałem z drużyną z Lubina po raz pierwszy w lidze w Chorzowie. Pokonaliśmy co prawda Zagłębie na Stadionie Śląskim, lecz to było spotkanie Pucharu Polski, a rywale grali wówczas na zapleczu ekstraklasy. Cieszy, że przełamaliśmy tą swego rodzaju niemoc.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
- Po odprawie też pomyślałem, że Zagłębie ma mocną drużynę i trochę dziwne, że dotąd zdobyło tylko trzy punkty. Faktem jest, że na starcie sezonu mierzyli się z Lechem Poznań i Wisłą Kraków, lecz potem podejmowali u siebie dwie teoretycznie słabsze drużyny. Na papierze Zagłębie jest na pewno mocnym zespołem, ma trenera, którego osobiście bardzo cenię, a jednak nie potrafi odnaleźć swojego rytmu. Jest w wyraźnym dołku, ale to już nie nasz problem. Podejrzewam za to, że fachowcy przed sezonem widzieli Ruch i Zagłębie na odwrotnych miejscach w tabeli. To znaczy rywali gdzieś w górze, a nas pałętających się w dole. Na szczęście jest inaczej.
Dobrze się Ruchowi ten mecz ułożył. Objęliście prowadzenie, potem czerwona kartka dla gracza rywali. Wasi kibice oczekiwali, że w szybki sposób "dobijecie" rywala.
- Często jest tak, że będąc w przewadze liczebnej na boisku gra się trudniej. Pokazała to poprzednia kolejka i mecz... Zagłębia Lubin, które straciło bramkę z osłabioną Cracovią. Nam udało się tego uniknąć, a wręcz podwyższyć wynik. Spokojnie czekaliśmy na swoją okazję i ten plan był strzałem "w dziesiątkę". Gdybyśmy się "podpalili", to Zagłębie mogłoby wyrównać. Ma na tyle szybkich piłkarzy, że jest w stanie wyprowadzić błyskawiczną kontrę.
Waldemar Fornalik żałował tylko straconej bramki. Matko Perdijić wyglądał na człowieka, który ma duże pretensje do siebie samego.
- Szkoda tej bramki. Będąc już na ławce rezerwowych krzyczałem i motywowałem kolegów, by nie stracili koncentracji. Chciałem byśmy w kolejnym meczu zagrali "na zero" z tyłu. Nie udało się. Na szczęście wynik przesłania błędy indywidualne, a zawsze ktoś takie popełnia. Raz jest to środkowy obrońca, innym razem napastnik marnuje stuprocentową okazję... A to, że Matko ma pretensje do siebie? Cóż, pewnie uderzy się w pierś, przeprosi. Dobrze, że ten gol niczego nie zmienił. Był tylko jedynym minusem tego spotkania.
Plusem kolejna asysta...
- Cieszy mnie, że Arek Piech posłał piłkę do siatki po moim podaniu, bo tłukę mu do głowy, że kiedy jestem przy piłce i mam okazję dośrodkować, to ma "iść" na bliższy słupek. Cieszę się, że udało się w meczu z Zagłębiem. Bramka "palce lizać", a co najważniejsze uspokoiła ona ten mecz i dała nam wiarę, że nic złego się nie może się stać.
Ruch trochę musiał czekać na to zwycięstwo z Zagłębiem przy Cichej. Wie pan od kiedy?
- Nie pamiętam tamtego meczu, bo dopiero teraz wygrałem z drużyną z Lubina po raz pierwszy w lidze w Chorzowie. Pokonaliśmy co prawda Zagłębie na Stadionie Śląskim, lecz to było spotkanie Pucharu Polski, a rywale grali wówczas na zapleczu ekstraklasy. Cieszy, że przełamaliśmy tą swego rodzaju niemoc.
Rozmawiał Krzysztof Kubicki
Polecane
Ekstraklasa