Historia nadzwyczajnego pojedynku! Bokserskie show w Zabrzu
23.05.2014
W tamtym czasie na polskich ulicach sporo było samochodów „Syrena”, a pod sklepami długie kolejki. Gdy 1 kwietnia w dziennikach ukazała się zapowiedź pojedynku, niektórzy z czytelników myśleli, że to... żart primaaprilisowy. Henryk Średnicki, który do dzisiaj jest jedynym polskim amatorskim mistrzem świata w boksie, miał wtedy 34 lata i kilka miesięcy przed kwietniowym starciem zakończył karierę. Leszek Błażyński, mistrz i wicemistrz starego kontynentu oraz dwukrotny brązowy medalista olimpijski, miał dłuższą przerwę, bo w 1983 roku przeszedł na sportową emeryturę. W dniu starcia miał 40 lat.
- W obecnych czasach 40-letni pięściarz to nic specjalnego, ale w tamtym okresie było inaczej. Amatorzy kończyli kariery w wieku 33 lat i czterdziestolatek był już uważany za oldboja - tłumaczy Jerzy Nakonieczny, dziennikarz katowickiego „Sportu”, który przyjaźnił się z obydwoma pięściarzami i na żywo obserwował starcie.
Gala odbyła się w zabrzańskim Domu Muzyki i Tańca, zawodnicy wychodzili na ring przy muzyce (występowały bardzo popularne wówczas grupy Bajm i Vox), walczyli bez kasków oraz koszulek, a w przerwie pani w topless pokazywała numery rund. Pojedynek toczył się na dystansie 9 rund, z których każda trwała po 2 minuty. Walka nie była transmitowana przez TVP, ale prowadzącym galę był Włodzimierz Szaranowicz. - Niektórzy myśleli, że to będzie pokazówka, a wcale tak nie było. Obydwaj daliśmy z siebie wszystko - zaznacza Średnicki, który przegrał na punkty 1-2 i był mocno tym werdyktem rozczarowany. Na ringach amatorskich miał z Błażyńskim bilans 3 zwycięstw i 2 porażek.
- Heniek Średnicki był malutki, ale zawsze miał niesamowicie silny cios. Z kolei Leszek Błażyński był lepszym technikiem i wielkim spryciarzem. Potrafił bezlitośnie wykorzystać błędy swojego rywala. Wygrał zasłużenie - przekonuje Nakonieczny.
Przed pojedynkiem ustalono, że pula nagród wyniesie 2 miliony złotych, zwycięzca otrzyma 60 procent, a przegrany resztę (w 1989 roku średnia zarobków wynosiła 206 tys. 758 złotych). - A guzik. Dzielimy się po milionie - od razu po wygranej stwierdził Błażyński, który jako triumfator mógł wybrać dodatkową nagrodę. Były nimi magnetowid lub wycieczka zagraniczna. Zdecydował się na urządzenie do odtwarzania i nagrywania kaset video. - Mnie została wycieczka do Włoch. Nie udało mi się jednak tam wyjechać razem z małżonką, bo firma, która ufundowała nagrodę... splajtowała - przypomina Średnicki.
Obydwaj pięściarze złożyli się jeszcze na wystawny bankiet. - Stoły uginały się pod jedzeniem. Do dzisiaj pamiętam, że było wtedy niesamowicie dużo porcji tatara - przypomina Nakonieczny. - Kupę forsy wydaliśmy na to przyjęcie – podkreśla Średnicki. - To Błażyński wpadł na pomysł organizacji walki. Był jednym z prekursorów. Niektórzy do dzisiaj traktują ten pojedynek z przymrużeniem oka, bo obydwaj nie byli już czynnymi zawodnikami, a wcześniej nie mieli nic wspólnego z zawodowstwem. To było jednak starcie na wysokim poziomie z otoczką, którą w Polsce się wtedy nie spotykało. Naprawdę wielkie show - dodaje śląski dziennikarz.
Od 2006 roku w Bytomiu odbywa się bokserski Memoriał poświęcony pamięci Leszka Błażyńskiego. W tym roku juniorzy i kadeci z kilku państw, między innymi Ukrainy, Niemiec, Czech, Słowacji rywalizować będą w Teatrze Rozbark w dniach 24 i 25 maja. W zawodach rywalizować będą również podopieczni Średnickiego z klubu LKS Myszków. Poniżej plakat zapowiadający Memoriał w Bytomiu.

- W obecnych czasach 40-letni pięściarz to nic specjalnego, ale w tamtym okresie było inaczej. Amatorzy kończyli kariery w wieku 33 lat i czterdziestolatek był już uważany za oldboja - tłumaczy Jerzy Nakonieczny, dziennikarz katowickiego „Sportu”, który przyjaźnił się z obydwoma pięściarzami i na żywo obserwował starcie.
Gala odbyła się w zabrzańskim Domu Muzyki i Tańca, zawodnicy wychodzili na ring przy muzyce (występowały bardzo popularne wówczas grupy Bajm i Vox), walczyli bez kasków oraz koszulek, a w przerwie pani w topless pokazywała numery rund. Pojedynek toczył się na dystansie 9 rund, z których każda trwała po 2 minuty. Walka nie była transmitowana przez TVP, ale prowadzącym galę był Włodzimierz Szaranowicz. - Niektórzy myśleli, że to będzie pokazówka, a wcale tak nie było. Obydwaj daliśmy z siebie wszystko - zaznacza Średnicki, który przegrał na punkty 1-2 i był mocno tym werdyktem rozczarowany. Na ringach amatorskich miał z Błażyńskim bilans 3 zwycięstw i 2 porażek.
- Heniek Średnicki był malutki, ale zawsze miał niesamowicie silny cios. Z kolei Leszek Błażyński był lepszym technikiem i wielkim spryciarzem. Potrafił bezlitośnie wykorzystać błędy swojego rywala. Wygrał zasłużenie - przekonuje Nakonieczny.
Przed pojedynkiem ustalono, że pula nagród wyniesie 2 miliony złotych, zwycięzca otrzyma 60 procent, a przegrany resztę (w 1989 roku średnia zarobków wynosiła 206 tys. 758 złotych). - A guzik. Dzielimy się po milionie - od razu po wygranej stwierdził Błażyński, który jako triumfator mógł wybrać dodatkową nagrodę. Były nimi magnetowid lub wycieczka zagraniczna. Zdecydował się na urządzenie do odtwarzania i nagrywania kaset video. - Mnie została wycieczka do Włoch. Nie udało mi się jednak tam wyjechać razem z małżonką, bo firma, która ufundowała nagrodę... splajtowała - przypomina Średnicki.
Obydwaj pięściarze złożyli się jeszcze na wystawny bankiet. - Stoły uginały się pod jedzeniem. Do dzisiaj pamiętam, że było wtedy niesamowicie dużo porcji tatara - przypomina Nakonieczny. - Kupę forsy wydaliśmy na to przyjęcie – podkreśla Średnicki. - To Błażyński wpadł na pomysł organizacji walki. Był jednym z prekursorów. Niektórzy do dzisiaj traktują ten pojedynek z przymrużeniem oka, bo obydwaj nie byli już czynnymi zawodnikami, a wcześniej nie mieli nic wspólnego z zawodowstwem. To było jednak starcie na wysokim poziomie z otoczką, którą w Polsce się wtedy nie spotykało. Naprawdę wielkie show - dodaje śląski dziennikarz.
Od 2006 roku w Bytomiu odbywa się bokserski Memoriał poświęcony pamięci Leszka Błażyńskiego. W tym roku juniorzy i kadeci z kilku państw, między innymi Ukrainy, Niemiec, Czech, Słowacji rywalizować będą w Teatrze Rozbark w dniach 24 i 25 maja. W zawodach rywalizować będą również podopieczni Średnickiego z klubu LKS Myszków. Poniżej plakat zapowiadający Memoriał w Bytomiu.

Polecane
Sporty inne