Hanys na obczyźnie: "Na osiedlu sporo było specyficznych akcji"

23.08.2017
O klimacie na osiedlu, na którym się wychował, specyfice śląskich klubów i formie, z jaką wystrzelił w II-ligowym GKS-ie Bełchatów. Piotr Giel, napastnik rodem z Tarnowskich Gór, który w miniony weekend zapakował cztery gole Siarce Tarnobrzeg początkuje cykl, w którym chcemy się przyjrzeć "hanysom" grającym w piłkę poza naszym regionem.
Michał Golda/PressFocus
Mówisz, czy godosz?
Mówię, zdecydowanie. Większość mojej rodziny jest spoza Śląska, tylko my z bratem wychowaliśmy się w regionie. Ale nie mam problemu z godaniem, jak ktoś mówi do mnie gwarą to wszystko rozumiem i się dogadam.

Ulubione śląskie słowo?
Wolę nie mówić, bo to... ciężkie słowo. A z lżejszych? Zawsze staram się wkurzyć chłopaków w szatniach klubów w których gram, zadając pytanie: Co ty godosz? W Bełchatowie mamy ze Śląska jeszcze choćby Marcina Grolika, czy Roberta Chwastka, ale zdarzało się, że byłem jedynym ślązakiem w szatni. Wtedy zawsze byłem podpytywany o kilka słów w gwarze.

Miejsce w którym się wychowałeś?
Moje osiedle, Sójcze Wzgórze, naprzeciwko stadionu Ruchu Radzionków. Klimat był tam swego czasu ciężki. Sporo tych kibicowskich podziałów. Ja zawsze byłem "Cidrok", więc w tej części która kibicowała Ruchowi Radzionków. Tata chodził na jego mecze, ja w czasach Ekstraklasy byłem jeszcze na to za młody, ale później zabierał mnie już ze sobą. Potem sam zacząłem trenować, podawałem piłki zza linii w czasach starej II ligi. Zawsze byłem "żółto-czarny" i do dziś gdy spotykam się z kolegami z Polonii Bytom nie brakuje żartów i uszczypliwości. Na osiedlu było sporo specyficznych akcji. Tu jakiś nalot kibiców "wroga", tam trzeba było uciekać, czy się bronić. Wspominam to z uśmiechem, a przeżyłem tam tyle pozytywnych, i czasem też negatywnych historii, że gdybyśmy usiedli przy kawie i zaczęli spisywać te historie, minęłaby cała noc. 

Ulubione miejsce na Śląsku?
Lubię wracać do Tarnowskich Gór, ale uprzedzam - żeby ktoś źle nie zrozumiał - żeby nie kojarzyć tego z Onyxem (śmiech). Po prostu to bardzo ładne miasto, jak tylko pierwszy raz przyjechałem na Śląsk ze swoją dziewczyną, to właśnie to miejsce jej pokazałem. 

Piłkarski idol z regionu?
Wiadomo - "Ecik" Janoszka, notabene mój pierwszy trener! Potem? Już w szatni spotkałem Adama Kompałę, byłem wtedy małolatem a on robił na mnie ogromne wrażenie. 

Najbardziej pamiętny mecz w regionie?
Taki, który oglądałem z trybun to na pewno Wielkie Derby Śląska, te pierwsze grane na Stadionie Śląskim. Kibiców Górnika przyjechało kilkanaście tysięcy, z Ruchu było chyba grubo ponad dwadzieścia. Chodziłem wtedy do szkoły w Chorzowie, "niebiescy" koledzy wyciągnęli mnie na to spotkanie i naprawdę bardzo fajnie to wspominam. Co ciekawe, po latach miałem okazję grać w jednej drużynie z Marcinem Nowackim, jednym z bohaterów tamtego starcia. Dla mnie to była fajna sprawa. A taki w którym grałem? No to oczywiście wygrane derby "Cidrów" z Polonią w Bytomiu, w I lidze. To ten najważniejszy. Lubię oglądać zdjęcie, jak "gasimy znicz" na Olimpijskiej.



Sam jako piłkarz nie zaistniałeś w regionie. Bramki zacząłeś zdobywać dopiero na "emigracji".
Ruch Radzionków dał mi dużo, walczyłem wtedy o swój początek, o zbudowanie swojego nazwiska. No ale, cóż - kilerem to ja delikatnie mówiąc wtedy nie byłem. Dla mnie to była szkoła życia, która ukształtowała mnie i miała duży wpływ na to kim jestem teraz. Pamiętam taki mecz z Kolejarzem Stróże, po której kibice "pojechali' ze mną z trybun... tak jak mówię, kształtowało mnie to mentalnie. Poza tym byłem wtedy w ekipie, która robiła awans za awansem, przez którą przewinęły się takie postaci jak Łukasz Skorupski, Miłosz Przybecki, Piotrek Rocki, czy bracia Mak. A potem ruszyłem dalej.

W każdym kolejny klubie strzelałeś mniej lub bardziej regularnie. W wieku 28 lat wciąż jesteś tylko w II lidze. Nie za nisko?
Mam w sumie prawie 100 meczów w I lidze, a biorąc pod uwagę, że spędziłem na tym szczeblu ponad 5 sezonów, to trochę śmieszna liczba i mogło być tego więcej. Chciałem grać jak najwyżej, ale w pewnym momencie trzeba było do kolejnych propozycji podchodzić z rozsądkiem. Grać wyżej, czy tam gdzie będzie szansa na realny rozwój. Tak jest choćby dziś, w Bełchatowie, gdzie czuję, że dużo zyskuję jako zawodnik, choć propozycje z zaplecze Ekstraklasy były.

Patrząc z tej perspektywy wybory podejmowałeś chyba słuszne, skoro w kolejnych klubach dorabiałeś się statusu prawdziwej gwiazdy? Tak było zwłaszcza w poprzednim sezonie w Kołobrzegu, choć jako zespół spadliście z ligi.
Pod względem indywidualnym faktycznie nie było źle. Ale bardzo żałuję, że w Kotwicy nie udało nam się utrzymać. Spaść z taką drużyną... to była sztuka. Zawaliliśmy ostatnie mecze, w dodatku bramki traciliśmy w końcówkach. A indywidualnie? Były nagrody, dosyć równa forma, co przełożyło się nawet na oferty z wyższych lig. Tyle, że postawiłem na Bełchatów, mam tu roczny kontrakt z opcją przedłużenia w wypadku awansu no i trzeba zrobić wszystko, by ten awans osiągnąć.

Wcześniej w GKS-ie Bełchatów występował Twój brat Paweł. On zareklamował Ci ten klub, czy ciebie w klubie?
On tu był na trochę wyższym poziomie, bo pograł w Ekstraklasie, trochę jej powąchał. Uzbierał 13 występów, czyli o 13 więcej ode mnie. Mi nie było to jeszcze dane, ale... nie jestem jeszcze na tyle stary by przestać o tym myśleć. Zdarzają się przecież debiuty i po 30-tce. Nadzieja jest, a przecież nie jest powiedziane, że i z Bełchatowem nie uda się tam wrócić. Wracając do pytania - Paweł w pewnym stopniu miał wpływ na moją decyzję, zarekomendował mi to miejsce, sam dobrze je wspomina.

Początek w klubie masz wymarzony. 5 goli w lidze, 4 asysty ("czteropak" z meczu z Siarką w filmie poniżej), do tego trafienie w Pucharze Polski. Delikatnie mówiąc - pozycja w drużynie wygląda na mocną.
Spokojnie, jest tu wielu innych mocnych graczy, na której gra się opiera. Ja robię swoje. Już w Kołobrzegu poczułem, że idzie nieźle, bo trochę goli nastrzelałem a i sama gra nie wyglądała najgorzej. Sporo było zapytań, ofert i to było miłe, gdy odbierałem telefon od trenerów I-ligowych, którzy wyrażali zainteresowanie moją osobą. Zapracowałem na nową, lepszą umowę, w mocniejszym klubie, choć na Kołobrzeg też nie mogłem narzekać. Teraz strzelam, asystuję, idzie fajnie, ale teraz trzeba to wszystko utrzymać. Kilka meczów nie ma znaczenia w obliczu tego, co zostało do rozegrania. Chcę cały czas pomagać w osiągnięciu celu w postaci awansu.


Jak ci się gra "w gościach" na Śląsku? Masz jakiś mecz, który wypadł tu szczególnie dobrze?
Pewnie! Jak się tak teraz zastanowię, to z reguły przywoziliśmy do siebie dobre rezultaty. Dobrze wspominam zwłaszcza mecz z GKS-em w Katowicach, gdy grałem jeszcze w barwach Warty Poznań. Wygraliśmy 3:0 po dwóch moich trafieniach. Często sobie do tego dnia wracam, oglądam sobie tamto spotkanie, jest zapisane gdzieś na dysku w komputerze.

W środę wracasz na Śląsk i w meczu z rewelacyjnym beniaminkiem zagrasz w starciu na szczycie. Zaskoczył cię początek GKS-u Jastrzębie?
Zdawałem sobie sprawę, że to będzie solidny zespół. To ekipa ze Śląska, a tu zawsze gra się ciężko. To drużyny zawsze charakterne, zgrane, takie które wiedzą o co w tym wszystkim chodzi. Spodziewam się trudnego meczu, wierzymy w wygraną, ale mamy duży respekt i szacunek do rywala. Oglądałem ich mecze w ubiegłym sezonie w Pucharze Polski, już wtedy prezentowali się solidnie.

autor: Łukasz Michalski

Przeczytaj również