Gwiazda - Jango 1-2. Jedni niekonsekwentni, a drudzy... zaspani
07.03.2011
Nie minęło sześć minut niedzielnego pojedynku, a goście mieli już w zasadzie cały mecz pod kontrolą. Dwukrotnie w roli kata Gwiazdy wystąpił Paulo Nuno Costa Pinto. Najpierw zmieścił piłkę pod poprzeczką Rafała Krzyśki, a później wykończył piękną akcję Marka Cierpioła i Pedro Lopesa. - Ale nie byliśmy konsekwentni w tym, co robiliśmy. Założenia taktyczne realizowaliśmy jedynie na początku zawodów. Później nastąpiło duże rozluźnienie - przyznał Mateusz Bednarczyk, bramkarz Jango, który w pierwszym kwadransie mógł spokojnie iść na piwo.
Dopiero później do ataku przystąpili rudzianie. Bliscy szczęścia byli Adrian Zabłocki i Jacek Hewlik. - Niepotrzebnie się cofnęliśmy i rywal dwa razy nas "rozklepał". Gdy już zaczęliśmy grać na całym parkiecie, wyglądało to jako tako. Nie potrafiliśmy się podnieść i skomplikowaliśmy sobie życie - ocenił Hewlik, autor jedynego, ale niezwykle efektownego trafienia miejscowych.
Po zmianie stron oglądaliśmy już zupełnie innych gospodarzy. Gwiazda zmarnowała kilka idealnych sytuacji na zmianę rezultatu. W sytuacji sam na sam z Bednarczykiem mylili się jednak Bartosz Siadul i Tomasz Klimas. Mogło się to szybko zemścić, bowiem po podaniu Marcina Kiełpińskiego Ciro Bittencourt z najbliższej odległości trafił w poprzeczkę.
Na cztery minuty przed ostatnią syreną miejscowi wycofali bramkarza. Zwiastowało to wielkie emocje, ale podopieczni Rafała Krzyśki nie potrafili stworzyć sobie klarownych okazji. Podwyższyć mogli za to katowiczanie. W roli ratownika wystąpił Marek Bugański, który sprintem z połowy boiska i efektownym wślizgiem wybił futbolówkę z linii bramkowej. - Nie wiem co się stało, że znowu przespaliśmy pierwszą część spotkania. Niby w drużynie wszystko jest "ok", ale ponownie nie przekłada się to na punkty - kręcił głową młody szkoleniowiec Gwiazdy.
Dopiero później do ataku przystąpili rudzianie. Bliscy szczęścia byli Adrian Zabłocki i Jacek Hewlik. - Niepotrzebnie się cofnęliśmy i rywal dwa razy nas "rozklepał". Gdy już zaczęliśmy grać na całym parkiecie, wyglądało to jako tako. Nie potrafiliśmy się podnieść i skomplikowaliśmy sobie życie - ocenił Hewlik, autor jedynego, ale niezwykle efektownego trafienia miejscowych.
Po zmianie stron oglądaliśmy już zupełnie innych gospodarzy. Gwiazda zmarnowała kilka idealnych sytuacji na zmianę rezultatu. W sytuacji sam na sam z Bednarczykiem mylili się jednak Bartosz Siadul i Tomasz Klimas. Mogło się to szybko zemścić, bowiem po podaniu Marcina Kiełpińskiego Ciro Bittencourt z najbliższej odległości trafił w poprzeczkę.
Na cztery minuty przed ostatnią syreną miejscowi wycofali bramkarza. Zwiastowało to wielkie emocje, ale podopieczni Rafała Krzyśki nie potrafili stworzyć sobie klarownych okazji. Podwyższyć mogli za to katowiczanie. W roli ratownika wystąpił Marek Bugański, który sprintem z połowy boiska i efektownym wślizgiem wybił futbolówkę z linii bramkowej. - Nie wiem co się stało, że znowu przespaliśmy pierwszą część spotkania. Niby w drużynie wszystko jest "ok", ale ponownie nie przekłada się to na punkty - kręcił głową młody szkoleniowiec Gwiazdy.
Polecane
Futsal Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów