Gwarek - Zawisza 2-1. Nie było powtórki z finału Ligi Mistrzów
01.07.2009
Pierwsi do boju ruszyli zabrzanie i już na samym początku Pożoga był bliski zaskoczenia Trapuka z rzutu wolnego, z około 25 m. Golkiper gości końcami palców zdołał jednak przenieść futbolówkę nad poprzeczką. Na tym jednak nie koniec popisów lewoskrzydłowego Gwarka, który jeszcze w pierwszej połowie stanął przed kolejną doskonałą okazją na strzelenie gola. Po otrzymaniu piłki z prawej strony, minął jednego rywala przy linii końcowej i znalazł się tuż przed samym bramkarzem. Ten jednak zdołał sparować piłkę na rzut rożny. Po raz trzeci, 18-letni piłkarz miał okazję na trafienie do siatki tuż po przerwie. Błąd popełnił Kolarz, któremu odskoczyła piłka, a pomocnik miejscowych huknął bez zastanowienia. Minimalnie obok słupka. - Brakowało koncentracji w kluczowych momentach - wyjaśniał po meczu, utalentowany piłkarz. - Ten chłopak ma w sobie spory potencjał - komplementował go Jędrzej Jędrych, prezes Górnika Zabrze.
Kłopotów ze skutecznością nie miał za to Domoń. Całą akcję rozpoczął nie kto inny, jak właśnie Pożoga, który zagrał do Malickiego, a ten z pierwszej piłki obsłużył Domonia. Napastnik Gwarka był jeszcze ściągany za koszulkę przez obrońcę Zawiszy, ale mimo tego zdołał ulokować futbolówkę w bramce gości. Mało brakowało, a tuż przed przerwą strzelec gola podwyższyłby rezultat. Strzał Napora Trapuk sparował prze siebie i gdy wydawało się, że za chwilę będzie 2-0 to w ostatniej chwili futbolówkę wyekspediował na aut defensor gości.
Po przerwie inicjatywa należała już do gości, którzy by doprowadzić do dogrywki musieli wyrównać. I byli tego bardzo blisko, gdy w "oko w oko" z bramkarzem gospodarzy stanął Bojas. Jednak Marek Kowalczyk ofiarną interwencją zażegnał niebezpieczeństwo. Gwarek ograniczał się do kontr i po jednej z nich był bliski podwyższenia prowadzenia. Najpierw strzelał Malicki, a następnie dwukrotnie dobijał Piergies. jednak za każdym razem bronił Trapuk. W końcu jednak zabrzanie dopięli swego. Pełka przeprowadził rajd prawą stroną boiska i dośrodkował, a Gawęcki głową wpakował futbolówkę do własnej bramki.
W tym momencie wydawało się, że jest już po meczu. Goście odpuścili i to zabrzanie zaczęli ponownie dominować na murawie. Sytuacja odmieniła się na pięć minut przed końcem, gdy w niegroźnej sytuacji zderzyło się dwóch środkowych obrońców Gwarka. Do piłki dopadł Bojas, podciągnął ją w pole karne i dograł do Romanowskiego, który nie miał problemów z trafieniem do siatki. - Był taki finał Ligi Mistrzów, tam też jeden klub prowadził trzema bramkami. I co? Przegrał całą rywalizację. Dlatego też i ja byłem bardzo niespokojny przy prowadzeniu nawet dwoma bramkami - tłumaczy Janusz Kowalski, szkoleniowiec miejscowych. I faktycznie jego obawy mogły okazać się słuszne. W drugiej minucie doliczonego czasu w doskonałej sytuacji znalazł się Bojas. Jego strzał z główki trafił w słupek. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie i to zabrzanie zagrają w turnieju finałowym.
Pod szatniami
Robert Wójcik (trener Zawiszy): Cieszy mnie waleczność moich zawodników. To, że się nie poddali zaowocowało bramką kontaktową. Zresztą podobnie było w pierwszym spotkaniu, tam również zabrzanie prowadzili i dopiero ostatnie 20 minut było w naszym wykonaniu bardzo dobre, co dało nam bramkę wyrównującą. A warto jeszcze wspomnieć, że nie wykorzystaliśmy rzutu karnego. Gdyby jeszcze w doliczonym czasie gry udało się trafić to właśnie my zagralibyśmy w finale. Trzeba jednak w tym miejscu podkreślić, że to Gwarek był drużyną lepszą i zasłużenie awansował.
Janusz Kowalski (trener Gwarka): Myślę, że w przekroju dwóch spotkań byliśmy lepszym zespołem i zasłużenie awansowaliśmy do turnieju finałowego. Szkoda, że nie strzeliliśmy drugiej bramki w końcówce pierwszej połowy, bo grałoby nam się łatwiej.
Kłopotów ze skutecznością nie miał za to Domoń. Całą akcję rozpoczął nie kto inny, jak właśnie Pożoga, który zagrał do Malickiego, a ten z pierwszej piłki obsłużył Domonia. Napastnik Gwarka był jeszcze ściągany za koszulkę przez obrońcę Zawiszy, ale mimo tego zdołał ulokować futbolówkę w bramce gości. Mało brakowało, a tuż przed przerwą strzelec gola podwyższyłby rezultat. Strzał Napora Trapuk sparował prze siebie i gdy wydawało się, że za chwilę będzie 2-0 to w ostatniej chwili futbolówkę wyekspediował na aut defensor gości.
Po przerwie inicjatywa należała już do gości, którzy by doprowadzić do dogrywki musieli wyrównać. I byli tego bardzo blisko, gdy w "oko w oko" z bramkarzem gospodarzy stanął Bojas. Jednak Marek Kowalczyk ofiarną interwencją zażegnał niebezpieczeństwo. Gwarek ograniczał się do kontr i po jednej z nich był bliski podwyższenia prowadzenia. Najpierw strzelał Malicki, a następnie dwukrotnie dobijał Piergies. jednak za każdym razem bronił Trapuk. W końcu jednak zabrzanie dopięli swego. Pełka przeprowadził rajd prawą stroną boiska i dośrodkował, a Gawęcki głową wpakował futbolówkę do własnej bramki.
W tym momencie wydawało się, że jest już po meczu. Goście odpuścili i to zabrzanie zaczęli ponownie dominować na murawie. Sytuacja odmieniła się na pięć minut przed końcem, gdy w niegroźnej sytuacji zderzyło się dwóch środkowych obrońców Gwarka. Do piłki dopadł Bojas, podciągnął ją w pole karne i dograł do Romanowskiego, który nie miał problemów z trafieniem do siatki. - Był taki finał Ligi Mistrzów, tam też jeden klub prowadził trzema bramkami. I co? Przegrał całą rywalizację. Dlatego też i ja byłem bardzo niespokojny przy prowadzeniu nawet dwoma bramkami - tłumaczy Janusz Kowalski, szkoleniowiec miejscowych. I faktycznie jego obawy mogły okazać się słuszne. W drugiej minucie doliczonego czasu w doskonałej sytuacji znalazł się Bojas. Jego strzał z główki trafił w słupek. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie i to zabrzanie zagrają w turnieju finałowym.
Pod szatniami
Robert Wójcik (trener Zawiszy): Cieszy mnie waleczność moich zawodników. To, że się nie poddali zaowocowało bramką kontaktową. Zresztą podobnie było w pierwszym spotkaniu, tam również zabrzanie prowadzili i dopiero ostatnie 20 minut było w naszym wykonaniu bardzo dobre, co dało nam bramkę wyrównującą. A warto jeszcze wspomnieć, że nie wykorzystaliśmy rzutu karnego. Gdyby jeszcze w doliczonym czasie gry udało się trafić to właśnie my zagralibyśmy w finale. Trzeba jednak w tym miejscu podkreślić, że to Gwarek był drużyną lepszą i zasłużenie awansował.
Janusz Kowalski (trener Gwarka): Myślę, że w przekroju dwóch spotkań byliśmy lepszym zespołem i zasłużenie awansowaliśmy do turnieju finałowego. Szkoda, że nie strzeliliśmy drugiej bramki w końcówce pierwszej połowy, bo grałoby nam się łatwiej.
Polecane
Młodzież