Grzegorz Proksa: Cunningham wygrał z Adamkiem
Dużo w Polsce jest poważnych bokserów?
- Boks zawodowy w Polsce ciągle raczkuje, ale mamy już kilku świetnych pięściarzy. U nas jest tak, że z PR-em nie mamy problemu. Ktoś wyjdzie, krzyknie "hej, ja jestem najlepszy", pier***nie kogoś na wadze w czapę i od razu jest znany z tego, że zrobił hałas. A dużo gorzej jest z jego wartością sportową. Dziś mamy może nie dziesiątkę, ale co najmniej piątkę ludzi, którzy odważnie pukają do czołówki światowych rankingów. Zobacz, Krzysiu Włodarczyk jest mistrzem świata. Paweł Kołodziej to człowiek, który bardzo ciężko pracuje. Jest Artur Szpilka, jest Mateusz Masternak, mistrz Europy. Sosnowski, Wach, Piotrek Wilczewski. Można gości wymieniać. Wartość sportowa jest. Brakuje jeszcze trochę szczęścia i trochę finansów.
Ostatnio dość mocno odczuł Adamek. Właśnie, nie wymieniłeś go wśród tych polskich bokserów. Powiedz, kto wygrał ostatnią walkę…
- Cunningham.
Nawet mi nie dałeś dokończyć.
- Współczuję Cunninghamowi. Mnie raz okradziono i czułem się podle. Powiem ci tak - w boksie walka o mistrzostwo trwa dwanaście rund po trzy minuty. A nie po 10 sekund w każdej z rund.
Ale macie z Adamkiem cechy wspólne. Mówi się o was, że zbyt szybko zdecydowaliście się walczyć o mistrzostwo świata. On nie miał szans z Witalijem Kliczko, ty z Giennadijem Gołowkinem. Mogłeś poczekać.
- Słuchaj, ja od szóstego roku życia marzyłem o tym, by wystąpić na takiej walce. Jedynym błędem był może termin tej walki. Przez cały czas przygotowywałem się pod mańkuta, a tu nagle dowiaduję się, że walczę z praworęcznym Kazachem. I mam 5 tygodni do walki. To było za mało. Ale wyciągnę z tej walki niezbędne doświadczenie.
A co z twoim stylem? W czasie walki tańczysz. Nisko opuszczone ręce, uniki, bazowanie na refleksie. Zupełnie jakbyś chciał prowokować. Pokazać "to ja, Proksa, taki jestem kozak".
- Nie, to nie tak. Nie chodzi o pokazywanie czegoś rywalom. Po prostu taki mam styl, tak zachowuję się w ringu. Wypracowuję to mozolnie na treningach od kilkunastu lat. I jednocześnie staram się być gotowy na każdą ewentualność. Wiadomo, cios może nadejść z lewej lub z prawej strony, po różnych płaszczyznach.
Andrzej Kostyra parę razy mówił na antenie, że za nisko opuszczasz te ręce.
- Szanuję Andrzeja, zresztą wydaje mi się, że on już zrozumiał, dlaczego walczę w ten sposób. Mój styl jest unikalny jak na polski boks, a każda nowość ma to do siebie, że potrzebuje czasu. Że komuś może się podobać, a komuś nie. Tak jak ja teraz mogę powiedzieć, że podoba mi się kolor brązowy, a ty możesz stwierdzić, że tobie nie.
Więcej w wywiadzie na łamach portalu natemat.pl