Grunwald otrzymał czek od Ruchu na ponad milion złotych!
18.08.2010
Kiedy "Niebiescy" pozyskali 16-letniego Artura Sobiecha, płacić nie musieli. Do umowy został wpisany natomiast punkt, że jeśli piłkarz zostanie sprzedany przed 23. rokiem życia, to na konto Grunwaldu trafi 30 procent sumy transferu. - Przez wiele lat nie robiliśmy problemów większym klubom, oddawaliśmy swoich wychowanków i nie żądaliśmy ekwiwalentów. Może dlatego spotkała nas teraz taka nagroda? - zastanawiał się dzisiaj Teodor Wawoczny, prezes klubu z Halemby, zaproszony przez działaczy Ruchu na specjalną konferencję prasową, na której został przekazany symboliczny czek na kwotę powyżej miliona złotych. - Niech same pieniądze nie przysłaniają tego, że w niewielkich klubach "rodzą się" tak utalentowani chłopcy. Warto zatem im pomagać - podkreślił dyrektor Mirosław Mosór.
Niektórzy twierdzą, że Ruch tak naprawdę stracił, bo mógł kupić nastoletniego Sobiecha za grosze. Sami działacze nie zgadzają się z takim stwierdzeniem, bo Grunwald wcale gotówki nie oczekiwał. Do walki o utalentowanego gracza włączył się zresztą Górnik Zabrze. - Kiedy docent Wawrzynek przeczytał, ile Artur strzelił bramek w zespołach juniorskich, to zadzwonił i zapytał, czy to nie błąd w druku - wspomina z uśmiechem Wawoczny. Ruch dopiął jednak swego, więc dziś musiał się podzielić. - Nie jesteśmy pazerni. Nie będziemy traktowali tej transakcji jako złego doświadczenia. Bo te pieniądze są potrzebne takim klubom jak Grunwald. Jeśli one będą miały z czego żyć, to łatwiej będzie znaleźć piłkarskie gwiazdki. One są schowane właśnie w tak niewielkich ośrodkach - stwierdził Janusz Paterman, członek rady nadzorczej Ruchu.
"Niebiescy" tym samym zaprzeczyli insynuacją, jakoby nie chcieli się dzielić z Grunwaldem. Mieli z tego powodu sprzedać Sobiecha w pakiecie z Maciejem Sadlokiem i przy okazji zaniżyć wartość "Abdula". - Skąd taki pomysł? To byłoby samobójstwo Ruchu, czyli klubu, który jest nastawiony na współpracę z klubami z niższych lig. My musimy żyć w symbiozie. Brać, ale zarazem dawać - kwituje przewodniczący rady nadzorczej chorzowian, Dariusz Smagorowicz. - A ja miałem pełne zaufanie do władz Ruchu - mówił Wawoczny. - Wiedziałem również, że oba nasze kluby zarobią znacznie mniej, jeśli Sobiech za rok odejdzie na zasadach prawa Webstera. Dlatego działacze z Chorzowa są dla mnie mistrzami. Świetnie to wszystko rozegrali.
Nadmieńmy, że Grunwald otrzymał pełne 30 procent sumy. O pięć procent z tej liczby dopominał się ponoć ojciec Sobiecha. Bezskutecznie - Artur teraz powinien teraz sam, z własnej dobrej pensji, dopłacić Grunwaldowi za wyszkolenie. Ja bym tak zrobił - zakończył Janusz Paterman.
Klub z Rudy Śląskiej za pozyskane pieniądze zamierza poprawić infrastrukturę. Między innymi ma powstać boisko ze sztuczną murawą. Tylko niewielka część kwoty zostanie przeznaczona na pierwszą drużynę, która występuje w IV lidze.
Grunwald i Ruch na Sobiechu mogą jeszcze zarobić! Warunek? Transfer tego napastnika za granicę. Wtedy oba kluby otrzymają część sumy w ramach ekwiwalenty za wyszkolenie.
Niektórzy twierdzą, że Ruch tak naprawdę stracił, bo mógł kupić nastoletniego Sobiecha za grosze. Sami działacze nie zgadzają się z takim stwierdzeniem, bo Grunwald wcale gotówki nie oczekiwał. Do walki o utalentowanego gracza włączył się zresztą Górnik Zabrze. - Kiedy docent Wawrzynek przeczytał, ile Artur strzelił bramek w zespołach juniorskich, to zadzwonił i zapytał, czy to nie błąd w druku - wspomina z uśmiechem Wawoczny. Ruch dopiął jednak swego, więc dziś musiał się podzielić. - Nie jesteśmy pazerni. Nie będziemy traktowali tej transakcji jako złego doświadczenia. Bo te pieniądze są potrzebne takim klubom jak Grunwald. Jeśli one będą miały z czego żyć, to łatwiej będzie znaleźć piłkarskie gwiazdki. One są schowane właśnie w tak niewielkich ośrodkach - stwierdził Janusz Paterman, członek rady nadzorczej Ruchu.
"Niebiescy" tym samym zaprzeczyli insynuacją, jakoby nie chcieli się dzielić z Grunwaldem. Mieli z tego powodu sprzedać Sobiecha w pakiecie z Maciejem Sadlokiem i przy okazji zaniżyć wartość "Abdula". - Skąd taki pomysł? To byłoby samobójstwo Ruchu, czyli klubu, który jest nastawiony na współpracę z klubami z niższych lig. My musimy żyć w symbiozie. Brać, ale zarazem dawać - kwituje przewodniczący rady nadzorczej chorzowian, Dariusz Smagorowicz. - A ja miałem pełne zaufanie do władz Ruchu - mówił Wawoczny. - Wiedziałem również, że oba nasze kluby zarobią znacznie mniej, jeśli Sobiech za rok odejdzie na zasadach prawa Webstera. Dlatego działacze z Chorzowa są dla mnie mistrzami. Świetnie to wszystko rozegrali.
Nadmieńmy, że Grunwald otrzymał pełne 30 procent sumy. O pięć procent z tej liczby dopominał się ponoć ojciec Sobiecha. Bezskutecznie - Artur teraz powinien teraz sam, z własnej dobrej pensji, dopłacić Grunwaldowi za wyszkolenie. Ja bym tak zrobił - zakończył Janusz Paterman.
Klub z Rudy Śląskiej za pozyskane pieniądze zamierza poprawić infrastrukturę. Między innymi ma powstać boisko ze sztuczną murawą. Tylko niewielka część kwoty zostanie przeznaczona na pierwszą drużynę, która występuje w IV lidze.
Grunwald i Ruch na Sobiechu mogą jeszcze zarobić! Warunek? Transfer tego napastnika za granicę. Wtedy oba kluby otrzymają część sumy w ramach ekwiwalenty za wyszkolenie.
Polecane
Ekstraklasa