Gracz "Górali": GKS zasługuje, by być jednym z lepszych klubów w Polsce
16.08.2013
GieKSa podejmie dziś przy Bukowej Podbeskidzie w ramach 1/16 Pucharu Polski. To będzie podróż sentymentalna dla Damiana Chmiela, pomocnika bielszczan, który wcześniej przez sezon był wypożyczony do Katowic.
Damian, jak wspominasz czas spędzony przy Bukowej? W GKS-ie nie było wtedy łatwo, ale sportowo chyba zyskałeś...
Damian Chmiel, pomocnik Podbeskidzia Bielsko-Biała: - Wspominam ten okres bardzo miło. To był naprawdę dobry czas dla mnie. Niektórzy uważają nawet, że dzięki temu wypożyczeniu wypłynąłem na szersze wody w ekstraklasie, co zawsze było moim marzeniem. Grało mi się tam naprawdę dobrze, także dlatego, że ci kibice są naprawdę fantastyczni. Zagrałem przed nimi kilka niezłych meczów i trzeba im przyznać, że zawsze są dwunastym zawodnikiem. Za moich czasów w Katowicach były różne problemy organizacyjne, ale nie ma co do tego wracać. Nie mogę powiedzieć na GKS złego słowa.
Do GieKSy odchodziłeś jako rezerwowy Podbeskidzia. Wróciłeś już jako jeden z liderów. To pobyt przy Bukowej tyle ci dał?
- Mogę się tylko cieszyć z tego, że tam poszedłem. A początkowo nie do końca chciałem. Wiadomo, miałem pewne obawy, bo Katowice i ogólnie śląskie drużyny mają swój klimat. To specyficzny teren, różnie wyglądało rządzenie w tym klubie, ale po jakimś czasie się przekonałem, że były to dla mnie nawet dwa kroki wprzód. Dlatego bardzo się cieszę, że w GKS-ie wreszcie ostatnio dobrze się dzieje. Życzę, żeby ten klub stanął na nogi i był jednym z lepszych w Polsce. Ma historię, tradycję, kibiców, więc zasługuje na to. A co do mnie, pójście tam to chyba był dla mnie przełomowy moment. Zacząłem jeszcze mocniej wierzyć w siebie, zagrałem kilka fajnych meczów, więc później do wszystkiego lepiej podchodziłem. Poza tym, tam jest presja wywierana zawsze przez kibiców, a Podbeskidzie też w każdym sezonie gra o coś, więc czuje się parcie na wynik. W Katowicach się do tego przyzwyczaiłem i potem w Bielsku było mi już łatwiej.
GKS personalnie trochę się zmienił, ale nadal gra tam kilku twoich znajomych. Na kogo musicie najbardziej uważać?
- Już wtedy byli tam dobrzy zawodnicy, z których wielu grało w ekstraklasie, ale teraz - jak powiedziałeś - trochę się zmieniło. Doszli Wróbel, Fonfara, czyli zawodnicy, których nikomu nie trzeba przedstawiać. A Przemek Pitry? To jeden z najlepszych graczy w lidze. Zawsze mu się dziwiłem, że cały czas gra w GieKSie, bo jak dla mnie powinien występować w czołowym klubie ekstraklasowym. Jest tam kilku fajnych chłopaków, a klub idzie cały czas do przodu sportowo i organizacyjnie. Na papierze mają mocny zespół, ale to jednak my gramy teraz w ekstraklasie, więc raczej oni się powinni martwić jak nas zatrzymać.

W szatni Podbeskidzia zrobiło się nerwowo po nieudanym początku?
- Na pewno nie. Początek nie jest wymarzony, ale nie ma większego zdenerwowania. Jest jeszcze bardzo wiele meczów do rozegrania. Nie wiem skąd opinie, które czytam w prasie i słyszę od kibiców, że znów jesteśmy pierwsi do spadku. Każdy mecz traktujemy poważnie, ale czasem się nie da wygrać. Na początku mieliśmy swoje problemy - bardzo krótkie urlopy, potem ciężki obóz, przytrafiło się parę kontuzji. Z każdym meczem będzie lepiej. Już zresztą z Zagłębiem daliśmy sygnał, że będziemy punktować.
Pamiętasz jeszcze piękną pucharową przygodę sprzed dwóch lat? Czy dojście do półfinału jest w ogóle realne w tym roku?
- Jedziemy wszędzie, żeby wygrać, więc nie ma mowy o jakimś odpuszczaniu pucharu. Po to w kadrze mamy ponad 20 zawodników, żeby sobie poradzić z dużą ilością meczów. Puchar Polski to też jakaś historia przez którą można podnieść swoją wartość. Kiedyś doszliśmy prawie do finału, to były świetne chwile i chcielibyśmy to powtórzyć. Wtedy startowaliśmy jako "Kopciuszek", teraz nikt już nas jednak nie zlekceważy. Z drugiej strony, od 1/16 finału wcale nie jest aż tak daleko do... finału. Możemy próbować!
Twój kontrakt z Podbeskidziem miał obowiązywać do czerwca 2014, ale już przedłużyłeś go o rok. Nie chcesz się ruszać z Bielska-Białej?
- Zaproponowano mi przedłużenie kontraktu i nie wahałem się długo. Cieszę się, że tu mi ufają, widzą coś we mnie i mogę pomóc w dobrej grze. Ja chcę grać w Bielsku-Białej, dobrze się tu czuję, mam tu rodzinę, jestem właściwie stąd i jestem "swój". W mieście jest ekstraklasa, buduje się stadion, więc jest tu dobra atmosfera dla piłki. Chcę tutaj grać jak najdłużej.
Rozmawiał Michał Trela.
GKS Katowice - Podbeskidzie Bielsko-Biała
piątek, 18:30
Sędzia Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Damian, jak wspominasz czas spędzony przy Bukowej? W GKS-ie nie było wtedy łatwo, ale sportowo chyba zyskałeś...
Damian Chmiel, pomocnik Podbeskidzia Bielsko-Biała: - Wspominam ten okres bardzo miło. To był naprawdę dobry czas dla mnie. Niektórzy uważają nawet, że dzięki temu wypożyczeniu wypłynąłem na szersze wody w ekstraklasie, co zawsze było moim marzeniem. Grało mi się tam naprawdę dobrze, także dlatego, że ci kibice są naprawdę fantastyczni. Zagrałem przed nimi kilka niezłych meczów i trzeba im przyznać, że zawsze są dwunastym zawodnikiem. Za moich czasów w Katowicach były różne problemy organizacyjne, ale nie ma co do tego wracać. Nie mogę powiedzieć na GKS złego słowa.
Do GieKSy odchodziłeś jako rezerwowy Podbeskidzia. Wróciłeś już jako jeden z liderów. To pobyt przy Bukowej tyle ci dał?
- Mogę się tylko cieszyć z tego, że tam poszedłem. A początkowo nie do końca chciałem. Wiadomo, miałem pewne obawy, bo Katowice i ogólnie śląskie drużyny mają swój klimat. To specyficzny teren, różnie wyglądało rządzenie w tym klubie, ale po jakimś czasie się przekonałem, że były to dla mnie nawet dwa kroki wprzód. Dlatego bardzo się cieszę, że w GKS-ie wreszcie ostatnio dobrze się dzieje. Życzę, żeby ten klub stanął na nogi i był jednym z lepszych w Polsce. Ma historię, tradycję, kibiców, więc zasługuje na to. A co do mnie, pójście tam to chyba był dla mnie przełomowy moment. Zacząłem jeszcze mocniej wierzyć w siebie, zagrałem kilka fajnych meczów, więc później do wszystkiego lepiej podchodziłem. Poza tym, tam jest presja wywierana zawsze przez kibiców, a Podbeskidzie też w każdym sezonie gra o coś, więc czuje się parcie na wynik. W Katowicach się do tego przyzwyczaiłem i potem w Bielsku było mi już łatwiej.
GKS personalnie trochę się zmienił, ale nadal gra tam kilku twoich znajomych. Na kogo musicie najbardziej uważać?
- Już wtedy byli tam dobrzy zawodnicy, z których wielu grało w ekstraklasie, ale teraz - jak powiedziałeś - trochę się zmieniło. Doszli Wróbel, Fonfara, czyli zawodnicy, których nikomu nie trzeba przedstawiać. A Przemek Pitry? To jeden z najlepszych graczy w lidze. Zawsze mu się dziwiłem, że cały czas gra w GieKSie, bo jak dla mnie powinien występować w czołowym klubie ekstraklasowym. Jest tam kilku fajnych chłopaków, a klub idzie cały czas do przodu sportowo i organizacyjnie. Na papierze mają mocny zespół, ale to jednak my gramy teraz w ekstraklasie, więc raczej oni się powinni martwić jak nas zatrzymać.

W szatni Podbeskidzia zrobiło się nerwowo po nieudanym początku?
- Na pewno nie. Początek nie jest wymarzony, ale nie ma większego zdenerwowania. Jest jeszcze bardzo wiele meczów do rozegrania. Nie wiem skąd opinie, które czytam w prasie i słyszę od kibiców, że znów jesteśmy pierwsi do spadku. Każdy mecz traktujemy poważnie, ale czasem się nie da wygrać. Na początku mieliśmy swoje problemy - bardzo krótkie urlopy, potem ciężki obóz, przytrafiło się parę kontuzji. Z każdym meczem będzie lepiej. Już zresztą z Zagłębiem daliśmy sygnał, że będziemy punktować.
Pamiętasz jeszcze piękną pucharową przygodę sprzed dwóch lat? Czy dojście do półfinału jest w ogóle realne w tym roku?
- Jedziemy wszędzie, żeby wygrać, więc nie ma mowy o jakimś odpuszczaniu pucharu. Po to w kadrze mamy ponad 20 zawodników, żeby sobie poradzić z dużą ilością meczów. Puchar Polski to też jakaś historia przez którą można podnieść swoją wartość. Kiedyś doszliśmy prawie do finału, to były świetne chwile i chcielibyśmy to powtórzyć. Wtedy startowaliśmy jako "Kopciuszek", teraz nikt już nas jednak nie zlekceważy. Z drugiej strony, od 1/16 finału wcale nie jest aż tak daleko do... finału. Możemy próbować!
Twój kontrakt z Podbeskidziem miał obowiązywać do czerwca 2014, ale już przedłużyłeś go o rok. Nie chcesz się ruszać z Bielska-Białej?
- Zaproponowano mi przedłużenie kontraktu i nie wahałem się długo. Cieszę się, że tu mi ufają, widzą coś we mnie i mogę pomóc w dobrej grze. Ja chcę grać w Bielsku-Białej, dobrze się tu czuję, mam tu rodzinę, jestem właściwie stąd i jestem "swój". W mieście jest ekstraklasa, buduje się stadion, więc jest tu dobra atmosfera dla piłki. Chcę tutaj grać jak najdłużej.
Rozmawiał Michał Trela.
GKS Katowice - Podbeskidzie Bielsko-Biała
piątek, 18:30
Sędzia Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku