Glik: Mówią, że w lecie będę mógł odejść, więc OK

14.01.2010
Piast Gliwice żąda za swojego podstawowego obrońcę czterech milionów złotych. - Nikt w Polsce nie zapłaci za mnie tyle, ile żąda Piast - nie łudzi się Kamil Glik. Dlatego o transferze nie myśli.
Glik ze spokojem przyjął informację, że Piast nie chce go sprzedać. O kłótni z działaczami nie ma mowy. - Skoro mówią, że w lecie będę mógł odejść, to jest OK. Już sobie wszystko w głowie ułożyłem. Piastowi wiele zawdzięczam. Skoro oni dali mi kiedyś szansę, to ja muszę się jakoś zrewanżować. Jeśli mogę pomóc drużynie tym, że pogram wiosną, a potem wyjadę za dobre pieniądze za granicę, to niech tak będzie - tłumaczy Kamil.

- Nie czuję się zakładnikiem. Niedoceniony też nie. W lecie dostałem podwyżkę. Pewnie, że nie jestem liderem na liście płac, ale nie o to chodzi. Kolegom, którzy mają więcej, nie zazdroszczę. Zresztą może prezes coś dorzuci za wierność. Żartuję. I bez tego będę grał najlepiej, jak potrafię. Choćby dla trenera. A kasa? Wie pan, że najlepsze umowy, które miałem, to te, których nie podpisałem. Prócz tej ze Stoke otrzymałem jeszcze rok temu propozycję z Lecha. Cóż, może ja naprawdę nie potrafię liczyć pieniędzy - śmieje się 22-latek.
źródło: SportSlaski.pl / Przegląd Sportowy

Przeczytaj również